witam wszystkich znerwicowanych...
Moja historia jest długa, ale mam ogromną nadzieję, że ktoś przeczyta, wysłucha i być może pomoże... Błagam, nie daję już rady ;(
Mam 24 lata. Od zawsze byłam zestresowana, nieśmiała, wszystkiego się bałam. Doraźnie pomagałam sobie Nervosolkiem. W wieku 11 lat okazało się, że mam chore serduszko i zaczęłam dostawać częstoskurcze napadowe. To podłamało mnie już całkiem... Myślę, że stąd też wzięła się moja hipochondria. Tak, jestem hipochondryczką, szczególnie od 3 lat jest to nasilone - co za boli, wyszukuję chorobę, przerażam się, denerwuję. To też chyba do reszty "rozwaliło" mój system nerwowy. Mała wymiana zdań, błaha sprawa, wszystko powoduje, że się stresuję, za mostkiem czuję jakiś niewielki lęk, ręce płyną... Największy problem zaczął się miesiąc temu i w tym temacie proszę o pomoc... Miesiąc temu zaczęłam sobie wkręcać, że coś z sercem jest nie tak, że źle bije i wmówiłam sobie...migotanie przedsionków. Przez kilka dni chodziłam i mierzyłam ciśnienie, aby sprawdzić tętno i czy aparat nie zasygnalizuje arytmii. W końcu, po kilku dniach, mierząc ciśnienie wyskoczył wynik 140/105. Przeraziłam się! Raz za razem zaczęłam mierzyć, ciśnienie nie spadało, tętno wzrosło do 120. Pojechałam na pogotowie. EKG - w porządku, lekarz stwierdził, że jestem rozstrzęsiona, że powinnam udać się na psychoterapię. Otrzymałam doraźnie hydroxyzynę, która mnie strasznie ścięła. Następnego dnia ciśnienie nadal było wysokie, wpadłam w szał mierzenia ciśnienia, nakręcałam się tym strasznie, na niczym nie mogłam się skupić, czułam strach, bo nie wiedziałam skąd to ciśnienie. Zaczęłam przyjmować 3x2 tabl. Kalms, 2x1 Tonisol, brać Magnez z wit. B6, pić meliskę i tłumaczyć sobie, że to tylko mój stres powoduje ciśnienie. W efekcie w ciągu tygodnia uspokoiłam się, potrafiłam się już zająć codziennymi czynnościami i ciśnienie spadło, teraz jest prawidłowe. Jednak ten duży stres odbił się na moim zdrowiu i w 2 dni po tym pogotowiu, smacznie śpiąc dostałam częstoskurcz, który mnie wybudził. Nigdy, choć choruję od 13 lat, nie dostałam częstoskurczu na śpiku, tak mnie to przeraziło, że pomyślałam: "teraz będę bała się zasnąć!" I tak też się stało.... Dzień przed tym pogotowiem próbując zasnąć miałam tzw. zrywy mioklonicznie, czyli podczas zasypiania podskakiwałam - zdarzyło się to 3-4 razy, pomyślałam sobie, że muszę być nieźle zdenerwowana. Problem jednak nasilił się po tym częstoskurczu... Następnej nocy nie zasnęłam nawet na minutę, przy każdej próbie zasypiania miałam takie "wzdrygnięcie", zryw, czy jakkolwiek to nazwać. Rzadko całego ciała, najczęściej albo szarpnięcie ręki, nogi lub głowy. Pojedyncze, ale przy każdej próbie zaśnięcia. Oprócz tego w momencie zasypiania czułam, jakby serce zmieniało rytm, potykało się lub zatrzymywało. Leczyłam się więc tym kalmsem i tonisolem, lęki się zmniejszyły, w ciągu dnia funkcjonowałam, nie miałam nigdy żadnych bóli mięśni itp. W między czasie przeczytałam o padaczce mioklonicznej... Tak się tym zestresowałam, że takie drgawki pojawiły się w ciągu dnia! Dużo słabsze, wyczuwalne tylko gdy jestem w bezruchu i gdy leżę (nie zasypiając), nasilają się chyba pod wpływem zdenerwowania. To też takie pojedyncze szarpnięcia, najczęsciej głowy, jakby jej delikatne tiknięcie na bok, tego nie widać chyba, ale czuć... Obecnie jest to chyba odrobinę mniejsze. Wszystko trwało tydzień, spałam mało, bo zasypiałam z trudem, aż w końcu powtórzyła się szalona noc...tym razem taka drgawa pojawiała się w okolicy serca, aż podskakiwałam, jakby mnie ktoś prądem traktował... Pojechałam do neurologa. Zaczął wypytywać, czy ktoś w rodzinie miał padaczke - nie miał. Powiedział, że istnieje coś takiego jak padaczka miokloniczna, ale "bardzo mało prawdopodobne, aby ją Pani miała". Na wszelki wypadek wypisał skierowanie na EEG mózgu i rezonans głowy. Stwierdził raczej nerwicę i dał Xanax. Zjadłam całe opakowanie Xanaxu w dawce 2x po 1 tabl. 0,25 mg. Lęków zbytnio to nie zmniejszało, ale te zrywy mięśni bardzo! Zasypiałam prawie od razu, ale zaobserwowałam, że jak lek przestaje działać, a ja chcę przysnąć to zrywy są na nowo. Udałam się do psychiatry...tydzień temu. Wyśmiał neurologa, że to absolutnie nie padaczka, tylko nerwica ruchowa, żeby nie robić tych badań, bo tylko mnóstwo kasy stracę, odstawić Xanax, bo jak wdepnę to z niego nie wyjdę. No i odstawiam, 2x dziennie po pół tabletki 0,25 mg przez 7 dni. Na początku po kilku drgnięciach zasypiałam, pomimo zdenerwowania, a wczoraj i dziś, będąc w sumie pozytywnie nastawioną i nie martwiąc się, tych wzdrygnięć miałam ok. 50 :( Za każdym razem, gdy zamykałam oczy i wpadałam w sen. Jak zasnę to na 3-4h, ledwo żyję, znów wkręcam sobie padaczkę. Boję się spać, może to moja podświadomość tak działa? Nie daje mi zasnąć? Dostałam od psychiatry Coaxil w dawce śmiesznej jak to określił dla 14latki, czyli 3x dziennie po pół tabletki, wiem że to nie od razu zaczyna działać, ale czy antydepresant pomoże na te wzdrygnięcia? Czy ktoś się z czymś takim spotkał? Bo nie wiem, czy mam myśleć, że to padaczka, czy że nerwica... Oprócz tych zrywów mięśniowych pojawiają się jeszcze rzadko tiki powieki oka lub takie pulsowania nerwu w różnych miejscach ciała, co też by wskazywało na nerwicę, chyba.....Dziś, po 3 tygodniach, znów skoczyło mi ciśnienie do 130/90-100 (ciśnieniomierz nadgarstkowy, więc trudno oszacować, który pomiar dobry), znów mierzę co chwilę ciśnienie i się boję, nie wiem czy to efekt odstawiania Xanaxu, czy inna przyczyna... Bardzo proszę o odpowiedź, może ktoś się z tym spotkał... z góry bardzo, bardzo, bardzo dziękuję...



