Na początku maja złamałam obojczyk, na 3 tygodnie założono mi gips, potem około tygodnia na temblaku i jakieś ćwiczenia. W 2 połowie czerwca było z ręką już dobrze, odczuwałam ból jedynie w nocy, kiedy mimowolnie przekręcałam się na poturbowany bark.
Niestety pod koniec czerwca, a dokładnie 26 wpadłam na ściane-uderzyłam z dość dużą siłą tym barkiem. Po raz pierwszy od zagipsowania czulam taki ból w tej ręce, ale mogłam nią ruszac praktycznie w dowolnym kierunku (po złamaniu nie było mowy, żeby ja podnieść choć trochę od tułowia) uznałam, że to nic poważnego, że pewnie coś się nadwyrężyło i tyle. Zwlekałam z pójściem do lekarza, cały czas mając nadzieję, że to nic poważnego, ale tak jak ból kiedy stałam/chodziłam był do zniesienia tak na leżąco cholernie bolało. Wczoraj czyli po ok 10 dniach byłam u lekarza, zrobił zdjęcie, stwierdził, że nic nie widać, że mam mocny zrost i duże uwapnienie, więc pewnie mocno łupnęłam i coś nadwyrężyłam. Mam chodzić następne 10 dni w temblaku i ew. smarować fastum czy voltarenem.
Kurczę, byłam zadowolona z lekarza u którego byłam, ale dla spokoju chciałabym, żeby ktoś kto siedzi w temacie zerknął na moje zdjęcie z wczoraj...



