Cześć,
Przeczytałem wszystkie odpowiedzi w tym wątku i można by pomyśleć że większość złamań kości łódeczkowatej kończy się operacją. Opiszę więc moją historię, która jak mi się wydaje kończy się podobnie dla większości osób które od razu po złamaniu poszły do ortopedy. Otóż na początku grudnia 2009 roku podczas gry w koszykówkę złamałem sobie kość łódeczkowatą. Na początku zbagatelizowałem sprawę, myślałem że było to jedynie zwichnięcie. Noc jednak była nieprzespana z powodu strasznego bólu w nadgarstku. Następnego dnia przestraszony tym stanem, umówiłem się w prywatnej klinice na wizytę u ortopedy. Od razu zrobiono mi RTG po którym lekarz stwierdził, że mam prawdopodobnie złamanie kości łódeczkowatej. Lekarz założył mi ortezę zamiast gipsu i powiedział abym się zgłosił za tydzień na następna kontrolę aby potwierdzić złamanie. Po tygodniu ponownie zrobiono mi RTG i potwierdzono mi złamanie kości łódeczkowatej. Powiedział, abym zgłosił się za 6-8 tygodni. No i oczywiście nici z zaplanowanego wyjazdu na narty... Podczas tego okresu chodziłem do pracy, a nawet prowadziłem samochód - praktycznie jedną ręką :) Ortezę zdejmowałem nawet podczas prysznica, ale oczywiście byłem bardzo ostrożny i nie wykonywałem tu absolutnie żadnych ruchów nadgarstkiem! Po 6 tygodniach wracam do kliniki na RTG. Wynik - kość łódeczkowata całkowicie zrosła się. Byłem na prawdę szczęśliwy, tym bardziej że czytając ten wątek można by sądzić, że kość łódeczkowata zrasta się miesiącami, a właściwie bez operacji to się nie obędzie. Na początku po zdjęciu ortezy nadgarstek był sztywny, ruchomość była bardzo ograniczona no i był ból. Na szczęście z każdym dniem było coraz lepiej. Dziś po miesiącu od zdjęcia ortezy mogę powiedzieć, że odzyskałem pełną sprawność nadgarstka, mimo że czuję jeszcze minimalnie ból przy maksymalnym zgięciu nadgarstka. Także według mnie najważniejsze przy takich urazach to nie bagatelizowanie sprawy i udanie się natychmiast do ortopedy.
Pozdrawiam !
--
Rob9



