09.07 grając w piłkę nożna uszkodziłem jak się okazało dzień później na pogotowiu torebkę stawową w kolanie. Lekarz na pogotowiu wystawiła taką diagnozę. Na miejscu zrobiono rtg kolana, punkcję kolana ( 60ml-krew). Lekarz zadecydował o założeniu szyny gipsowej i oznajmił, że 7-8 dni będę musiał ją miec. Wystawił również skierowanie do ortopedy, gdzie miałem się stawic po 3 dniach, żeby skontrolowac i sprawdzic czy nie zbiera się płyn w kolanie. Udało mi się zarejestrowac na wizytę na 4 dzień po kontuzji. Czyli dziś 14.07.
Lekarz u którego stawiłem się na "kontrolę" nawet nie chciał oglądac kolana, zdjęc rtg i od razu wystawił mi termin na 26.07 na ponowną kontrolę. Dopiero po natłoku moich pytan z wielką łaską rozciął bandarz. Oznajmił, iż zebrało się trochę płynu ale to za mało na punkcję. Potem zapytał się czy mnie boli kolano. Odparłem, że trochę gdy stanę na tą nogę ale lekarz na pogotowiu zapisał mi leki przeciwbólowe i kazał brac 2 razy dziennie... Zatem do 26.07 mam miec szynę, choc lekarz na pogotowiu oznajmił, że będę ją miał tydzień...
I komu tu wierzyc?? Jeden lekarz swoje a drugi swoje...
Zastanawiam się czy nie iśc prywatnie bo z tą polską "bezpłatną" służbą zdrowia to bywa różnie a ja chcę jak najszybciej wrócic do zdrowia...
Dzisiejsza wizyta u lekarza była co najmniej dziwna. Jakby się bardzo spieszył. Rozumiem, że płacone ma od każdego "klienta" ale...
Pytanie moje brzmi. Czy ta niewielka (jak oznajmił mi dziś lekarz) ilośc płynu w kolanie nie ma negatywnego wpływu na gojenie się torebki stawowej i czy nie wydłuży to leczenia jak za 2 tyg okaże się, że jest jej tyle, że znowu trzeba zrobic punkcję-krew i znowu szyna...??
Gorąco pozdrawiam i dziękuję za odp. ;-)



