Witam! Od prawie 3 lat mam problem z gardłem i nie wiem jak sie z tym uporac. Wszystko zaczelo sie od anginy wzialem antybiotyk i wyzdrowialem za pare dni jednak pojawila sie infekja wirusowa i juz wtedy wystapily na gardle bable, znow dostalem antybiotyk. W tym czasie wyjechalem za granice. Skonczylem leki i moze troche mi przeszlo, jednak po kilku dniach znow dostalem anginy, i tak siedzialem prawie miesiac za granica bez lekow poniewaz nie mialem sie do kogo zglosic. Wrocilem do Polski i odrazu poszedlem do laryngologa. Oczywiscie antybiotyk, ale gardlo zostalo tak wyniszczone ze dostalem ribomunyl. Gdy skonczylem ribomunyl zmenilem lekarza i leczylem sie troche homeopatycznie tj. lymphosot (dobrze nie pamietam nazwy) dalej po prawie roku przebylem operacje na przegrode nosowa troche sie poprawilo. Bralem kilkakrotnie groprinosin, irs. Potem lekarz zaczal mnie leczyl dexamethasonem lub encortonem. Gardlo robilo sie coraz gladsze grudki znikaly. Gdy sie przeziebilem ostatnio dostalem antybiok i mi przeszlo, lecz niespelna miesiac pozniej znow wyskoczylo mi cos dziwnego mianowicie podczas przeziebienia pojawiaja sie u mnie bo bokach gardla takie jakby narosle ktore bardzo bola i sa czerwone, wtedy juz nie poszedlem do lekarza i tak mnie boli od 2 miesiecy z boku tez pojawily sie takie jakby kropki ktore bola. Kilka dni temu udalem sie z wizyta u lekarza odrazu wymaz ktory wykazal : candida albicans, staphyloccocus species, streptococcus viridans. dostalem ospamox, nystatyne, oraz nakaz plukania gardla woda utleniona. Zobaczymy czy pomoze...
Moja historia jest troche haotycznie przedstawiona ale mysle ze zrozumiala, z gory dziekuje za odpowiedz




