Mam 36 lat i od dawna mam problem z trądzikiem, ponoć na podłożu hormonalnym. Moja twarz w tej chwili wygląda okropnie – pełno na niej podskórnych guzków, krostek. Najczęściej pojawiają się one tuż przed okresem, a później powoli znikają pozostawiając po sobie ciemne przebarwienia. Do tej pory leczono mnie antybiotykami, ale nie przynosiło to efektu. Podczas stosowania leków sytuacja normowała się, ale po ich odstawieniu problem powracał. W tej chwili trafiłam do pani dermatolog, która chce mnie leczyć hormonalnie (Yasmine). I tutaj zaczyna się mój drugi problem. Pani doktor zleciła mi badania hormonów, a po lek miałam iść do ginekologa razem z wynikami (ona w tej chwili jest na urlopie). Wyniki badań są następujące:
Progesteron – 6,7 ng/ml (norma: f. folikularna 0,1 - 0,54; f. owulacyjna 0,12 – 6,22;
f. lutealna 1,5 – 20,0);
Testosteron 0,4 ng/ml (norma 0,1 – 0,9)
Oba badania robiłam w 16 dniu cyklu, a mój cały cykl wynosi od 22 do 27 dni.
Prolaktyna – 26,04 ng/ml (norma: 1,3 – 25,0);
Test MTC po 60 min. – 337,85
Lekarz przepisał mi Yasmine, zaczęłam go wczoraj brać, ale mam wątpliwości czy przy takich wynikach powinnam ten lek stosować. Może raczej powinnam stosować lek obniżający prolaktynę?? Moje wątpliwości są tym większe, iż w ciąży miałam cholestazę oraz miewam migreny (co jest przeciwwskazaniem do stosowania – tak wyczytałam na ulotce). Dodatkowo pojawiły mi się jakiś czas temu mięśniaki na macicy oraz mam zgrubienia mastopatyczne w obu sutkach.
Co mam robić: brać Yasmine (to ma być wstęp do dalszej kuracji jakimś lekiem, którego nazwy nie pamiętam) czy czekać, aż pani doktor wróci z urlopu i pokazać jej wyniki?? A może wybrać się do endokrynologa? Pomóżcie



