Witam,
Rok temu przeszedłem poddwójną torakotomię (tylno-boczna, ta sama strona - krwiak) na wskutek odmy samoistnej obustrnnej (moim zdaniem wtórnej - pierwszy atak był na tyle łagodny że przeszło samo). Przed i podczas odmy odczówałem dziwne szmery z lewej strony klatki piersiowej, nisko, w okolicach nerek i na podobnym poziomie z przodu. W czasie samej odmy odczówałem go na znacznie większym obszarze. Lekarz, lekarze, (absolutnie nie mam co do nich zastrzzerzen, najwyższej klasy specyjaliści - Klinika Torakochirurgii w Zabrzu), reagowali na opis akutat tej objawy: "co Ci tam może szumieć :)". Po roku czasu znów to odczówam. Z lewej strony (czyli tam gdzie operacji nie było - tyklo drenaż i talk).
Szmer, szum zdarza się co jakieś 5-10 minut podczas oddychania, trudno określić jego częstotliwość czy cykliczność, ale odnosze również wrażenie takiego minimalnego (naprawde małego) pobudzenia do kaszlu. Mimo to że jest tak małe kaszle ponieważ odnosze wrażenie że coś musze odkaszlnąć i czasem też się coś odrywa. Jestem po grypie a więc tu może być pies pogrzebany. Aczkolwiek zdarza się to również jak jestem zdrowy.
Śmiem przypuszczać że może to być hipohondria i poprostu chcę wyczówać ten dziwny szmer i go wyczówam - nie wiem czy takie coś jest możliwe aczkolwiek moja pyschika troszeczke siadła z obawy o nawrót odmy mimo że dali na to 2% szans.
Jedynym ratunkiem był dla mnie Zaldiar który uśmierzał ból (jakieś zrosty - rana pooperacyjna) i uspokajał ale nie moge przecież całe życie jechać na przeciwbólówkach i to jeszcze opiodowych. Jednakże zastanawiam się czy nie próbować się właśnie leczyć z "tej strony" i przyjmować leki uspokajające a nawet zasięgnąć porady psychologa.
bardzo proszę odpowiedź
Pozdrawiam,



