Witam, nie wiedziałem gdzie umieścić ten temat, a ten wydal mi się ''najogólniejszy''. Sprawa wygląda tak. +/- 2 miesiące temu mój ojciec umarł matce prawie na rekach, konkretnie na jej oczach (zator na autostradzie, karetka jechała bardzo długo...). Od tego czasu chodziła znerwicowana (dodatkowo nałożyły się na to tez inne sprawy, które również skutkowały niemałym stresem). Przez cały ten okres schudła na tyle, ze wygląda jak polowa siebie (nie jest dużą kobieta ani nie była zbyt otyła, normalnej budowy jednak teraz jest już szczupła) jakieś 3 tydz po tragedii pojechaliśmy razem do galerii handlowej, tam bardzo zbladła, myślałem ze zaraz mi odleci, posiedziała chwile w cieniu później w aucie w przeciągu i trochę się poprawiło, trochę tzn już nie miała odruchu wymiotnego (tak się domyślam bo twierdziła ze czuje jakby gule w gardle) i jej stan był ''stabilniejszy'', nadal jednak była jak kreda i wyglądała na bardzo słaba i tak tez się czuła. Myśleliśmy, ze to wynik bardzo dużego stresu i niedobór witamin (jadła bardziej z rozsądku niż z głodu). Kupiłem zestaw multiwitamin olimpu dla sportowców, faszerowałem czekolada, a lekarz przepisał chyba jakieś antydepresanty, których jednak nie bala bo twierdziła, ze już jest lepiej. Na 2 dzień po wizycie w sklepie nadal nie wyglądała zbyt dobrze, ale było już lepiej i tak z każdym kolejnym dniem. Minęły już jakieś 3(?) tygodnie od czasu słabnięcia w markecie i wszystko było ok, była żywa no porostu jak kiedyś. Narzekała jedynie, ze puchną jej nogi nie wiadomo czemu, bo trybu życia nie zmieniła zbytnio. Dzisiaj poszła do fryzjera na balejaż(?) lub inne czesanie nie znam się na tym..., Na szczęście dzisiaj miałem wolne i siedziałem w domu. Wizytę u fryzjera miała na 9, wiec wyszła kiedy jeszcze spałem. Obudziłem się jakoś o 9.30 i zaraz telefon żebym przyszedł do fryzjera bo słabo się czuje. Objawy znowu identyczne jak podczas wizyty w markecie. (znowu pojawiło się trochę stresu ale nieporównywalnie mniejszego niż te 2 miesiące temu) U fryzjera było dość duszno, nie mieli tam klimatyzacji i 1 slaby wiatrak. W momencie gdy się złe poczuła była pod folia co by to nie znaczyło i czego jej tam na głowie nie robili. Jakiś czas temu była u rejonowego lekarza, jednak ten stwierdził, ze nic jej nie dolega, ale jak widać coś jednak jest nie tak,. Do kogo ja zabrać? Najlepiej jeśli moglibyście doradzić mi lekarza z lodzi, który mógłby coś na to poradzić. A może to faktycznie jedynie stres?
po akcji u fryzjera matka stwierdzila ze zrobilo jej sie goraco, zaczela sie pocic, gula w gardle, dretwienie z prawej strony i przytkalo ja w klatce... czy to byl stan przedzawalowy?
przenioslem sie do tego dzialu bo chyba w tej chwili lepiej tutaj pasuje ten problem... wyczytalem tez ze podobnie objawia sie nerwica ?




