Witam,
Problem być może wałkowany, jednak mój (w moim odczuciu) jest zgoła inny.
Otóż rok temu podjąłem pracę. Pracuję (5 dni w tyg.) od 7.30 do 15.30, z tym, że wstaję o 6.30.
No właśnie i tu się zaczynają schody. Myślałem, że po roku mój organizm w końcu zdoła się przystosować do porannego wstawania, ale gdzie tam. Wstaję mi się niesamowicie ciężko, toczę wręcz ze sobą walkę rano i całkowicie brak mi sił do wszystkiego.
Żeby tego było mało, w pracy przez kilka porannych godzin jestem wciąż bardzo senny. Podejrzewam, że gdyby postawili mi łóżko w pomieszczeniu i kazali się przespać, to zasnąłbym w przeciągu 2 min. Czasem senność ta występuję nawet do godziny 12-13. Staram się robić w pracy jakieś "rozgrzewki w celu przebudzenia się, jednak pomagają krótkotrwale.
Zabawny jest fakt, że gdy już wrócę do domu to nigdy spać mi się nie chcę, w ogóle niezwykle rzadko śpię w dzień.
Generalnie można by rzec, że problem ze wstawaniem dotyczy tylko wtedy gdy mam wstać do pracy, a senność pojawia się tylko w pracy. Dodam, że senność w pracy pojawia się losowo, są dni gdzie ten problem nie występuje.
Dodatkowe informacje: Mam 21 lat, nie piję kawy, raczej nie mam stwierdzonych chorób czy alergii, nie palę, piję okazyjnie, chodzę spać zazwyczaj koło godziny 22.30 (a w sumie to się zmuszam, bo nie czuję się senny nawet po północy)





