Z góry przepraszam za cholernie długi post, ale proszę o dotrwanie do końca :P
Nie wiedziałem za bardzo gdzie o tym napisać, wybrałem to podforum, bo wydaje mi się najbliższe mojemu problemowi. W razie czego proszę o przeniesienie. A teraz do rzeczy:
W minione wakacje siedziałem bardzo długo po nocach, często nie spałem. Kładłem się spać np. o 8 rano, wstawałem ok. 15, wiadomo, czasem wcześniej, czasem później, i znowu. Zawsze lubiłem siedzieć po nocach, ponadto uwielbiam astronomię, a właśnie w lato widać dla mnie najciekawsze obiekty na niebie. W dodatku mam okno prosto na wschód słońca - wygląda to pięknie. Wszystko było ładnie do czasu. Nadszedł 31 sierpień i... dupa.
W nocy z 31 sierpnia na 1 września w ogóle nie mogłem spać. Położyłem się spać około 23, może północy, nie pamiętam dokładnie. Zasnąłem o 5-6 rano, spałem (i to jeszcze nie całkiem - co chwilę się budziłem) dwie godziny. Wróciłem do domu, wybiła dziewiętnasta, a ja dostaję jakiegoś niesamowitego stresa.. przed spaniem oczywiście. Pomimo tego poszedłem spać, nie pamiętam o której, ale zasypiałem o 5-6 rano. Miałem tak cały pierwszy tydzień szkoły. O ile te pierwsze dni (byłem całkiem przytomny w szkole i w domu) i noce wytrzymywałem, to z czasem było coraz gorzej. Płakałem w łóżku, budziłem rodziców, żeby dali mi cokolwiek na sen, czy chociaż ze mną pogadali, już po prostu nie mogłem wytrzymać. Nadszedł piątek i uwaga, wszystko się skończyło. W weekend spałem przepięknie, znów poczułem, jak to fajnie. Następny tydzień też. Było bezproblemowo, choć z tego co pamiętam czasem (ale tylko czasem) zdarzały się noce, gdzie zasypiałem 3-4 godziny.
Mniej więcej w połowie listopada znów zasnąłem o 5, nie wiedząc czemu. Znów się zaczęło. Choć zasypiałem już dużo szybciej - w godzinę, dwie, cały czas się stresowałem przed snem. Mam tak... aż do teraz.
Nadeszły święta. Pozwoliłem sobie chodzić później spać, tak o pierwszej, czy drugiej. Zasypiałem w 15-20 minut. Ok, luz.
Z czasem chodziłem spać coraz później - trzecia, czwarta. Wstawałem jednak o dziewiątej max, więc wydawało mi się, że nie będzie problemu.
Aż do czasu, gdy święta się skończyły (te "szkolne" - Wigilia w czwartek, później wolny cały tydzień i dopiero 4 stycznia do szkoły). W sylwestra poszedłem spać o szóstej, wstałem o jedenastej. Po sylwku cały czas siedziałem tak do pierwszej, drugiej, wstawałem o dziewiątej. Przyszedł poniedziałek i dupa :).
Poszedłem spać przed 23, zasnąłem o 3. Cały ten tydzień zasypiałem z godzinę, dwie. Tylko w nocy ze środy na czwartek stał się cud - dosłownie położyłem się i spałem. Z nocy z wczoraj na dzisiaj znów z 2h zasypiałem. To zdecydowanie nie jest fajne.
Jednak samo zasypianie nie jest najgorsze. Już mówię o co mi chodzi:
-Przed samym pójściem do łóżka mam niesamowity stres, jakbym co najmniej miał okradać bank;
-Gdy pójdę spać a nie zasnę przez np. 40 minut serce zaczyna walić mi jak szalone - no dobra, może przesadzam - ale po prostu czuć jak mocno wali, stresuję się, czasem nawet pocę (ale to na szczęście rzadko)
-Co chwilę chodzę do toalety, chociaż praktycznie nic w nocy nie piję. Dajmy na to nie zasypiam przez 40 min., idę do toalety, załatwiam się, wracam, za 20 min. to samo. Czasem zdarza mi się, że czuję, że mi się chce, a jak pójdę do wc, to nic (wiem, że to prześmiesznie brzmi, sam się śmieje, hehe :D)
-Wmawiam sobie, że to przez np. nieprzewietrzony pokój, chociaż okno było otwarte przez 20 minut godzinę temu... Wstaję i otwieram.
-Chodzę po wodę do kuchni specjalnie, żeby obudzić rodziców i 'dać znać, że nie mogę spać', co jest nawet wg. mnie chore...
To już chyba wszystko. Warto wspomnieć, że gdy wiem, iż muszę wstać, na przykład do szkoły, stresuję się i zasypianie przychodzi mi trudniej. Natomiast w weekend - dziś na szczęście piątek - praktycznie 0 stresu, choć nie całkiem (teraz np. już czuję: 'o nie, już dwudziesta, niedługo trzeba spać...')
Podobnie mam podczas snu. Patrzę na zegarek - 00:00. Ok, leżę, próbuję zasnąć, chcę np. przejść się do kuchni po coś do picia, patrzę na zegarek: 00:45. Mówię: 'o nie, już 45 minut nie śpię, pewnie nie zasnę w ogóle...'
Brałem leki nasenne, ale zauważyłem, że nic to nie daje, więc przestałem. Nie uzależniłem się raczej, bo i tak zasypiam - czy prędzej, czy później.
Teraz przed snem piję herbatki ziołowe, mam uczucie, że coś dają. Mam np. stresa, wypiję taką herbatkę i od razu lepiej.
I tu pytanie do Was: Co zrobilibyście na moim miejscu, gdybyście za cholerę nie mogliście usnąć np. 3 noc z rzędu? Leżeli i próbowali na siłę zasnąć dalej, wstali i poczytali książkę, włączyli tv czy pc i niespanie w nocy w ogóle..?
Pozdrawiam i podziwiam Was ze przeczytanie takiego postu... :S.
Przy okazji witam na forum - to mój pierwszy post.





