Wszystko już jest inne, niż choćby niecały miesiąc temu. Szukając ucieczki, sięgnęłam po amfetamine.
Po niej mi lepiej, jednak, gdy jej działanie się kończy znów koszmar wraca, boję się uzależnienia.
Nie wiem co robić, i czy w ogóle coś się da.
Chyba już nie. Moje życie jest przegrane, jak ja...
Słyszę głosy, widzę Adriana, czuję jego dotyk, i znów siegam po amfe. Kładę się, leże i myślę nad życiem, i dlaczego znów to zrobiłam... Robię to już odruchowo, bo tylko po tym przez 3/4 h mam spokój.
Ciszę, i zapominam o Adrianie.
...Przestaje działać i ja zaczynam nienawidzieć siebie. okaleczam się, jak zawsze gdy coś nie tak. I pojawia się Adrian, który mówi że mnie kocha i znów tnę się, płacze tęsknie i czuję go. Po kilku godzinach nów to samo, i tak co dzien, co noc. Już nie mogę... Co robić?!
I nie wiem, czy jestem schozofreniczką, czy już uzależnionnym ćpunem, któremu tak wygodniej...
Nie nawidzę za to siebie i całego świata, bo nikt mi nie chcę pomóc. A gdy chcę nie potrafi...



