Cżeść. ja choruje na schizofrenie paranoidalną ;-). Od dwóch lat prawie. Znaczy sie zachorowałem już ładnych parę lat wcześniej,miałem juz nawet pewne objawy w liceum, ale nikt nie potrafił do niczego tego dopasować,nikt nawet nie pomyślał, że to może być choroba. Dopiero dwa lata temu trafiłem pierwszy raz do szpitala psychiatrycznego. Stan mój był już wyjątkowo zły. Przez pól roku po wyjściu ze szpitala nie mogłem wyjśc z depresji popsychotycznej. Dopiero, gdy trafiłem drugi raz do szpitala, po ponad pól roku , doszedłem do siebie. Obecnie czuje się tak średnio, miewam myśli samobójcze, ogromne, nie do wytrzymanie wyrzuty sumienia, które nie wiadomo skąd sie biorą,i powiedzmy,że 6 miesięcy temu czułem sie i wiele lepiej.Pozdrawiam. Napisz cos więcej o sobie. Ile masz lat, co robisz. Czy Ty chorujesz na zespół paranoidalny, czy tylko chciałeś się czegoś dowiedzieć?
witam,mam chora siostre ma 28 lat sama mam 24. jest wspaniala mama 2 dzieci i cudowna zona ostanie dziecko urodzila miesiac temu jas ma zaledwie miesiac a ja dowiedzialam sie o jej nawrocie choroby wczoraj.stwierdzono u niej schizofrenie paranoidalna (na tle religijnym )w lutym tego roku.zostala zamknieta w szpitalu na miesiac poprawa nastapila stosunkowo szybko wiec kontynuowano leczenie w domu .po wyjsciu zeszpitala w marcu okazalo sie ze jest w ciazy na szczescie dziecko urodzilo sie zdrowe.sama jestem w irladii na ten moment ale juz mam bilet powrotny,chce jej pomoc . bylo wszystko dobrze ciaza bez konfliktu po urodzeniu dziecka poczula sie bardzo dobrze lecz wczoraj gdy zostawila miesieczngo synka samego w domu z 5letnia coreczka i ucikla do kosciola przyznala sie ze nie bierze tabletek od 1,5 tygodnia i wszystko wrocilo.w poniedzialek jesli nie bedzie poprawy zabieraja ja do szpitala w swieciu,znowu.ja sama lece opiekowac sie dziecmi bo maz musi pracowac utrzymac rodzine a ja chce dac w dobre rece .czy jest jakies inne wyjscie jak szpital ? czy sa jakies leki lekarze zaplace za wszystko :-(
cześć , ja choruję na schizofrenię paranoidalna pewnie już od kilku lat, ale mam ja zdjagnozowaną dopiero od września tego roku. Lecze się lekami i jest coraz lepiej. Na początku miałam straszne lęki. Czułam się nierozumiana, odrzucona, bezradna. Wszystkie trudniejsze czynności( a często nawet i te podstawowe)mnie przerażały i napawały ogromnym lękiem. Teraz juz czuję się lepiej, chociaz często brakuje mi bliskości z drugim człowiekiem. Jestem osoba wierzącą i w chorobie pomaga mi modlitwa. Wierzę, ze Bog mnie chroni, tyle lat żyłam bez żadnej choroby. Jest On moja ochroną, tarczą. Trwam przy Nim mimo wszystko. Pozdrawiam i życze Wesołych Świat
Hej, zajrzałam na to forum i postanowiłam napisać ponieważ wydaje mi się że moja ciotka może mieć tą chorobę. Wszystko zaczęło się kilka lat temu ale nigdy nie podejrzewaliśmy że przyczyną awantur i częstych kłótni w domu może być choroba cioci, ponieważ na co dzień funkcjonowała ona normalnie, a w zasadzie można powiedzieć że cały dom był na jej głowie. Wydawało mi się że w ten sposób wyładowuje swoje negatywne emocje, źle postrzega sytuację i może roi sobie pewne rzeczy. Z biegiem lat zaczęło być jednak coraz gorzej, a teraz sytuacja stała się dramatyczna. Ciotka strasznie się awanturuje, wyzywa, nie panuje nad sobą, dochodzi do rękoczynów. Raz nawet była wzywana policja ale stwierdzili że bez zgody chorego leczenie jest niemożliwe...Oskarżenia cioci są całkowicie bezpodstawne, nie da się też nic zrobić by uniknąć bijatyki czy awantur, próbowaliśmy już wszystkiego i ani prośby, ani groźby czy żadne tłumaczenia nie pomagają. Ciężko było nam dopuścić do siebie myśl że bliska i kochana przez nas osoba może być tak poważnie chora, tym bardziej że oprócz awantur zachowuje się i mówi normalnie, logicznie, nie ma urojeń, zajmuje się domem. Proszę Was napiszcie co o tym sądzicie, może macie podobne doświadczenia? Jak udało Wam się poradzić w takiej sytuacji skoro schizofrenik nie chce nawet słyszeć o tym że jest chory, a bez jego zgody leczenie jest niemożliwe? No i jak Wy i Wasze rodziny radzicie sobie z tą chorobą? Dodam tylko że moja jest bliska załamania...Proszę o pomoc
Droga sierotko, ja jestem chora na schizofrenie paranoidalną, ale jestem na lekach(nie masz się co bać;). Leki tojedyna skutecznaforma leczenia tej choroby. Tak naprawde trudno jest zdiagnozować taką chorobę. Potrzeba dużo obserwacji. Rozumiem, że jest Ci cięzko i jak najszybciej chciałabyś aby ta sytuacja się rozwiązała. Tu jednak potrzebna jest diagnoza lekarza psychiatry. Schizofrenia to bardzo złożona choroba, składają się na nią halucynacje, urojenia(ciocia może np. myśleć, ze wszyscy chcecie ją zabić), głosy(natarczywe, ciągłe myśli, np. rozkazujące). Potrzeba tu specjallisty-psychiatry. Postarajcie się z nią porozmawiać, kiedy jest spokojniejsza. Zapytaj dlaczego się tak zachowuje, co myśli, czy się was boi, czy ma jakieś niepokojące ją myśli. To bardzo delikatna sprawa. Potrzeba do niej podejść z czujnością i ostrożnością. Pozdrawiam i życzę siły ps: napisz czy to coś pomogło
[quote="Alicja84"]czy jest tutaj ktos kto choruje na schizofrenie paranoidalna?[/quote Witam mój brat zachorował na schizofrenie paranoidalna teraz przebywa w szpitalu psychiatrycznym w Gnieźnie.
sistra24 napisał(a):no i siostra jest w szpitalu,nie bylo juz wyjscia zagrazala sobie i swojej rodzinie a tu swieta
Hej sistra. Moje święta też nie należały do radosnych. 2 dni przed Wiglią mój brat trafił do szpitala. Teraz już jest lepiej leki zaczęły działać. Dzięki niemu dowiedziałam się dużo o tej chorobie. Trzeba mieć nadzieję idzie z tym żyć, choć z tego typu schizofrenii nie da się wyleczyć. Nie wiem co będzie jak wróci do domu. Jakie objawy miała Twoja siostra? pozdrawiam
"Czy normalna, "zdrowa psychicznie" osoba, u której nigdy nie występowały poważne objawy zaburzeń psychicznych, może być przyjęta do szpitala psychiatrycznego i nie zostać zdemaskowana tam od razu jako zdrowa? Jest to coś więcej niż tylko zagadnienie akademickie; jest to wyraz obaw, odczuwanych przez wielu ludzi, którzy odwiedzają szpitale psychiatryczne lub pracują w nich. Zgodnie z wynikami najbardziej znanych badań, przeprowadzonych przez Davida Rosenhana (1973), objawy te są częściowo uzasadnione. Gdy dana osoba została raz określona jako "chora psychicznie" i przyjęta do szpitala, wówczas niczego, co ta osoba robi, nie uznaje się już za normalne.
Rosenhan i siedem innych osób zgłaszało się do dwunastu różnych szpitali psychiatrycznych w pięciu różnych stanach na Wschodnim i Zachodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Dokonywali tego telefonując do izby przyjęć każdego ze szpitali z prośbą o przyjęcie. Każdy z tych pseudopacjentów skarżył się na to samo: "Słyszę głosy, niewyraźne głosy. Wydaje mi się, że mówią one "pusty", "próżny", "głuchy". Z wyjątkiem tego kłamstwa oraz zmiany swego nazwiska, zawodu i miejsca zatrudnienia, wszystko co mówili, było prawdą - przedstawiali po prostu pewne niepatologiczne epizody ze swego życia. W prawie każdym wypadku rozpoznawano u nich "schizofrenię"; wyjątkiem wśród szpitali objętych badaniami był jedyny prywatny szpital, w którym postawiono diagnozę "psychoza maniakalno-depresyjna" (diagnoza ta rokuje bardziej pomyślne szanse wyzdrowienia lub wyleczenia). Gdy pseudopacjenci znaleźli się na oddziale psychiatrycznym, wówczas natychmiast zaprzestawali symulowania jakichkolwiek objawów choroby. Każdy pseudopacjent zachowywał się tak "normalnie" pod każdym względem, jak to tylko było możliwe.
Jak szybko ich zdemaskowano? "Pomimo publicznego demonstrowania zdrowia psychicznego", podaje Rosenhan, "pseudopacjenci nie zostali nigdy zdemaskowani. Każdy z nich, przyjęty z reguły z diagnozą schizofrenii, został zwolniony z diagnozą schizofrenii "w okresie remisji"". Długość okresu hospitalizacji wahała się od 7 do 52 dni, przy czym przeciętna wynosiła 19 dni. Zwolnienie następowało zwykle na interwencję współmałżonka czy przyjaciół, lecz żaden z członków personelu kierowniczego nie zdawał sobie sprawy, że został popełniony "błąd" przy przyjmowaniu, czyli że zdrowa psychicznie osoba przebywała w "niezdrowym" miejscu.
Aby jeszcze dobitniej wykazać subiektywność ocen oraz nierzetelność psychiatrycznej diagnozy chorób psychicznych, Rosenhan (1973) przeprowadził proste badania dodatkowe w pewnym szpitalu, którego kierownictwo zostało poinformowane o opisanych wyżej badaniach i nie chciało wierzyć, aby takie błędy mogły wydarzyć się w |ich szpitalu. Powiedziano im, że w ciągu następnych trzech miesięcy jeden lub więcej pseudopacjentów będzie starać się o przyjęcie do szpitala. U członków personelu kierowniczego wytworzono więc w ten sposób nastawienie na wykrywanie oszustów; oceniali inni systematycznie swoją pewność, że każdy ze 193 pacjentów przyjętych w tym okresie do szpitala jest albo zdrowym pseudopacjentem, albo też psychicznie chorym, prawdziwym pacjentem. 41 osób spośród przyjętych pacjentów zostało z dużym stopniem pewności uznanych za pseudopacjentów przez przynajmniej jednego członka zarządu szpitala, zaś 19 spośród tych pacjentów zostało uznanych za zdrowych pseudopacjentów |zarówno przez psychiatrę, jak i przez członka zarządu.
Ilu pseudopacjentów wysłał Rosenhan do tego szpitala? Prawdopodobnie już to odgadłeś. |Żadnego".
Podstawowe zarzuty pod adresem modelu medycznego są następujące: a) zjawisko określane jako "choroba psychiczna" należałoby ujmować raczej w kategoriach |dewiacji niż |choroby; b) bez względu na to, jaką nazwę jej się nada, "choroba psychiczna" nie jest czymś istniejącym w tym samym sensie, jak rak czy gruźlica, lecz jest raczej subiektywną |etykietką i określeniem stosowanym wobec pewnych ludzi przez innych ludzi, w celu wnioskowania o stanach i procesach, których nie można zaobserwować bezpośrednio; c) ludzie społecznie, ekonomicznie czy politycznie |bezsilni będą częściej określani jako "psychicznie chorzy", niż ludzie dysponujący siłą, nawet jeśli wykazują oni identyczne zachowania; d) "szaleństwo" ("madness") jest wytworem interakcji danej jednostki z jej środowiskiem społecznym oraz jej przystosowania do tego środowiska - wraz z jego konfliktowymi wymaganiami, nierozsądnymi regułami oraz patologicznymi stosunkami panującymi w rodzinie, szkołach, miejscu pracy i innych sytuacjach. Te główne zarzuty pochodzą przede wszystkim z kręgów psychiatrii radykalnej, socjologii i psychologii społecznej.
Całkiem inną koncepcję dotyczącą tego, co nazywamy "chorobą psychiczną", prezentuje "radykalna" szkoła psychiatrii, w której pionierami są Ronald Laing i Thomas Szasz. Stwierdzają oni, że stosunek między "reprezentującym instytucję (czyli szpital) psychiatrą a leczonym przymusowo pacjentem jest bardziej podobny do stosunku między panem a niewolnikiem niż pomiędzy lekarzem a dorosłym pacjentem" (Szasz, 1973, s. XII). Stosunek medyczny jest według nich oparty na sile, która może działać bez współczucia oraz bez uwzględniania praw, życzeń i punktu widzenia pacjenta, jak też funkcji, które jego "szaleństwo" mogło spełniać w jeszcze bardziej szalonym otoczeniu. Według Lainga, schizofrenia jest "specjalną" strategią, którą dana osoba wynajduje, aby żyć w sytuacji nie nadającej się do życia"
Leki tojedyna skutecznaforma leczenia tej choroby.
ważnym elementem leczenia oprócz leków jest także wsparcie rodziny i generalnie najbliższego otoczenia chorego; dowartościowywanie, rozmowy mające na celu wyrobienie jak " najlżejszego" dla chorego światopoglądu oraz psychoedukacja...
nuovo Twoja wiedza jest pełna i pełna podziwu, ale czy jest ktoś na tym świecie, kto potrafi zrozumieć schizofrenię - a więc jest osoba która choruje (poniekąd) i osoby które chcą ja zrozumiec, bo kochają.
Pomijając tezy specjalistów, psychiatrów ..itd. uważam,że choroba ta jest ZNAKIEM....sygnałem aby spojrzeć na życie inaczej. Może zabrzmi to absurdalnie, ale osoba chora na schizofrenię paranoidalną jest dla rodziny darem. Dzięki niej możemy się wiele nauczyć. Zatrzymać sie na chwilę, dostrzec ludzi, sprawy, uczucia,,,,,w sposób bardziej wrażliwy. Wydaje mnie się że chorują osoby bardzo wrazliwe, dobre, czułe. Przegrywają z powszechnym ,,Wyscigiem szczurów" pędem, pośpiechem, gonitwą za kasą, karierą, bytem - wszystkim tym co kojarzy się z sferą materialną. A oni dostrzegają życie pod innym katem - tym bardziej pięknym. W tym wszystkim dziękuję że mój brat otworzył mi oczy, nasza rodzina się dzięki niemu scaliła. Wszystkim WAM na tym forum tego życzę i pozdrawiam