Witam serdecznie! Z gory przepraszam za dlugi mail, ale postaram sie jak najdokladniej opisac moj problem.
W przyszlym roku wychodze za maz za bardzo dojrzalego mezczyzne. Ma 29 lat, jest wyksztalcony, ma dobra prace. Jest ustabilizowany finansowo, z zapleczem socjalnym. Wychowywal sie w niezwykle cieplym, rodzinnym domu. Cechuje sie uczciwoscia i dobrym secem. Jego najwiekszym marzeniem jest zalozenie wlasnej rodziny z kochajaca zona i dwojka dzieci. Plany te zamierzamy wlascie realizowac wspolnie.
I tu zaczynaja sie pewne problemy. Moj przyszly maz jest niesamowicie wrazliwym czlowiekiem, do wszystkiego podchodzi bardzo emocjonalnie. Jeszcze nigdy nie spotkalam mezczyzny, ktory bylby tak dobry, cieply i tak bez trudu wyrazal swoje uczucia. Miedzy innymi tym mnie urzekl. Jednak od okolo 6 miesiecy dzieje sie z nim cos dziwnego. Cale tygodnie normalnego zycia przekreslaja pojedyncze wieczory, kiedy on za sprawa jednego impulsu zaczyna mowic, iz caly swiat jest przeciwko niemu, zyje w wielkim klamstwie, a ludzie dookola tylko graja i udaja. Moja argumentacja z reguly nic nie pomagaja. Zarzuca mi, ze moja rodzina tak naprawde wcale za nim nie przepada, ich wypowiedzi interpretuje zupelnie mylnie, doszukuje sie szyderstwa i kpin. Wyrywa z kontekstu slowa i zdania. Nagle przypomina sobie sytuacje (badz slowa, zdania, zachowania), ktore wydarzyly sie jakis czas temu i sklada je w sposob dla mnie zupelnie niezrozumialy. jednak dla niego sa one logiczne i z reguly bardzo krzywdzace. Nie jest wtedy agresywny w sotosunku do mnie, jedynie bardzo zdenerwowany, pobudzony. W moich argumentach doszukuje sie falszu, zada wyjasnien. Bardzo czesto przyczepia sie tez do faktow z mojego zycia jeszcze przed naszym poznaniem. Np. zwiazki z innymi mezczyznami traktuje jako krzywdzace dla mnie. Wyolbrzymia krzywdy jakie mnie kiedys spotkaly. I kompletnie nie slucha tego, co mowie. Kiedys staralam sie na spokojnie mu tlumaczyc, przytulic. Teraz znalazlam inna metode, ktora poki co skutkuje. Przestaje sie do niego odzywac, wychodze z domu na godzine/dwie. Mo moim powrocie najczesciej emocje opadaja, przeprasza mnie, mowi, ze juz rozumie. Czesto placze. Mowi tez, ze sam siebie nie poznaje, ze nie wie, dlaczego tak bardzo wszystko przezywa, ze nie umie myslec tak logicznie jak ja. Przerazaja mnie takie chwile, poniewaz to nie jest moj partner, to nie ten sam czlowiek. Codzienne zycie mamy wspaniale, doskonale do siebie pasujemy, swietnie sie rozumiemy, mamy takie same plany i marzenia. Malo tego-nigdy w zyciu nikogo tak nie kochalam i nigdy nie bylam tak bardzo kochana.
I teraz najwazniejszy punkt. Wujek mojego partnera (50 lat) jest chory na schizofrenie. Ostatnie 10 lat spedza na oddziale zamknietym. Jego stan jest na tyle zly, ze wiekszosc czasu jest w izolatce. Wujek stracil zaufanie do wszystkich czlonkow rodziny, oprocz mojego przyszlego meza. Tylko on go odwiedza i tylko jemu udaje sie z nim porozmawiac. Zawsze, kiedy wraca ze szpitala jest bardzo przygnebiony. Czasem mam wrazenie, ze on sie boi, czy przypadkiem nie dopadnie go to samo. Jednak nigdy nie rozmawialismy na ten temat, poniewaz nie chce go w ten sposob urazic. Jedyne co teraz robie, to obserwuje go dokladniej. Choc po ostatniej takiej awanturze, moj narzeczony sam zaproponowal, ze wybierze sie do psychologa, bo nie radzi sobie z emocjami. I tu moje pytanie: jak moge go wspierac? Jak rozmawiac? I czy faktycznie jest sie czego bac? Moze to jednie chwilowa hustawka emocjonalna.





