Witam. zacznę od tego,że mam 25 lat. moj pierwszy kontakt z psychiatra mialem w wieku 16 lat. czulem sie nie dobrze psychicznie, nie wiedzialem co sie ze mna dzieje. plakalem i czulem wielki stres, niepokoj, lęk. jednoczesnie przy tym czulem wielkie podniecenie towarzyszace lekowi. mialem kilka wizyt u psychaatry, ktory leczyl mnie roznumi lekami (jednym z nich byl sulpiryd), podobno antydepresanty zle na mnie wplywaly z tego co wiem. z czasem minely objawy i kontakt z psychiatra urwal sie. Konczylem szkoly, pracowalem, jednak wciaz towarzyszyl mi ten lek i podniecienie. towarzyszyly mi wciaz duze nerwy. patrzylem na innych, jak oni to przezywaja i czulem sie inny. ciezko przechodzilem jakiekolwiek porazki, rozstania itd. nerwom towarzyszyl zawsze brak lakinienia. Mijaly lata... w wieku 25 lat poszedlem znowu do tego samego psychiatry dowiedziec sie po latach co o mnie sadzil. powiedzial mi, ze bardziej kierunkuje moja chorobe ku schizofreni. nie mam omamow, ani nie slysze zadnych glosow. poprostu w trakcie nerwow zamykam sie w sobie i mysle, nic nie robie tylko mysle i sam nie wiem o czym, przy czym jednoczesnie towarzyszy mi podniecenie i lęk. mecze sie tym wszystkim od tylu lat. staram sie zrozumiec siebie. lekarz przepisal mi Olanzapine. co o tym sadzicie? troche chaotycznie przedstawilem moje mysli, jednak mam nadzieje, ze pomozecie mi.
Nie jestem psychiatra, ale z tego co piszesz wynika poprostu ze jestes niezrownowazonym emocjonalnie introwertykiem. Przypuszczam, ze twoje zwiazki z kobietami wygladaly zwykle podobnie: one sie staraly, lataly za Toba, byly uczuciowe,a ty udawales ze je sluchasz. Jesli sie to sie zgadza to poradze Ci: wez sie w garsc, dawaj z siebie wiecej, a jesli potrzeba chodz na psychoterapie, nie dawaj sobie nic wmowic bo to najgorsze co mozesz sobie sam zrobic.
Jeśli masz lęki, zaufaj Chrystusowi, on Cie uwolni od lęków, co powiedział Chrystus: "Nie lękajcie się, ja jestem z wami", uwierz w te słowa, zwróć się do niego przez modlitwę, komunię świętą, rozmawiaj z nim, odmawiaj różaniec.. i wiele innych modlitw. Ciekawa jestem, czy jesteś wierzący, pewnie za mało ufasz Bogu, stad te lęki.. ja też mam czasem lęki-nie mam ochoty wyjść z domu, ale gdy jestem w stanie łaski uświęcającej jest lepiej, o wiele lepiej, On mi daje siłę i Maryja. Obiecuję ci, że sie pomodlę za ciebie..obyś wyszedł z tego, życzę ci.
Ja proponuję pójść jeszcze do innego lekarza i posłuchać co on mówi...wydaje mi się to najrozsądniejsze z tego co mówisz...poza tym wydaje mi się, choc może się nie znam, bo nie jestem lekarzem, że powinieneś najpierw przejść całą diagnozę, na którą składają się różne testy psychologiczne jak test MMPI, test Rorschacha i inne, poza tym EEG, rezonans, a czasem inne badania, bo różne inne choroby np. kiła czy borelioza też mogą dawać objawy psychiczne...tylko nie panikuj.. skoro już tak długo się męczysz, to może warto byłoby, żeby lekarz dał Ci skieorwanie na jakiś dobry oddział diagnostyczny, żeby Cię poobserwowali i porobili za darmo te różne badania... zastanów się nad tym...ja myślę, że na razie może warto iść do innego lekarza, dać się zdiagnozować, bo to podstawa..pozdrawiam i życzę powodzenia w walce z tym co Ci jest, cokolwiek to jest... bo ten krótki opis co zawarłeś to mi się kojarzy właściwie ze wszystkim - zaburzeniami depresyjno-lękowymi, zaburzeniami osobowości, schizofrenii też sie wykluczyć nie da...dlatego dobra diagnoza to podstawa właściwego leczenia!