Witam,
od trzech tygodni jestem na diecie, "z głową", według tych zaleceń, które podawane są w odpowiedziach na większość postów tutaj. Ćwiczę około 40 minut na orbitalu, piję 2 l niegazowanej wody, jem posiłki gotowane na parze, odstawiłam czerwone mięso, jasne pieczywo i ziemniaki i jem 4-5 posiłki dziennie. Nie chodzę głodna, jem sporo białka i warzyw, uzupełniam dietę suplementami (zwykłe witaminki i magnez żeby mieć pewność, że żadnej nie będzie mi brakować). Póki co przy wzroście 160cm ważę 65 kg ale mam nadzieję że wszystko pójdzie w dobrym kierunku.
Mam jednak problem jeśli chodzi o śniadanie. Wstaję zwykle wcześnie, koło 6-7 rano i odczuwam mdłości na samą myśl o jedzeniu czegokolwiek. Wiem, że śniadanie jest ważne dlatego staram się coś w siebie wmusić ale poza jogurtem naturalnym czy jabłkiem ciężko mi cokolwiek przełknąć. Z drugim śniadaniem (około 10) nie mam już takich problemów. Nie opycham się na noc, zwykle jem 2 godziny przed snem serek albo rybę. Rano po prostu nie jestem głodna, jeśli zjem coś bardziej solidnego (omlet z otrąb, ciemne pieczywo itd) dopadają mnie jeszcze silniejsze mdłości i wymioty. Nie jestem w ciąży, a tego typu problemy pojawiały się też przed dietą. Chciałam zapytać czy śniadanie typu jogurt naturalny albo jabłko jest wystarczające przy moim trybie odżywiania czy jednak powinnam wmuszać w siebie coś konkretniejszego.
I jeszcze jedno pytanie dotyczące zielonej herbaty - na jednym z forów przeczytałam sporo postów na temat, że wypłukuje z organizmu minerały. Piję około 2-3 kubki dziennie (ale dopiero od 2 tygodni) i nie czuję się po niej źle. Chciałam się upewnić czy to prawda i czy taka ilość nie zaszkodzi, jako że dotąd żyłam w przekonaniu, że zielona herbata jest zdrowa.
Dziękuję z góry ;)



