Witam serdecznie.
Jestem tu po raz pierwszy więc na początku chciałabym sie przywitać. Mam nadzieję że dobrze trafiłam.....
Mam pewien problem ze swoją 7-letnią córeczką. Będzie to dość długie, ale mam nadzieję że ktoś będzie w stanie mi pomóc.
1,5 roku temu umarła moja siostra z którą mała była bardzo związana. Strasznie to przeżyła, często wypytywała mnie czy ja też umrę itp. Miesiąc później miała iść do przedszkola do kalsy "0".
Problem zaczął się już w momencie kiedy córcia poszła do zerówki. Nie chodziła wcześniej do przedszkola, była cały czas ze mną. Było to dla niej całkiem nowe przeżycie, i mała z jednej strony bardzo chciała tam pójść a z drugiej bała się zostać tam sama. Kiedy miała iść do zerówki, z rana powtarzał się często ten sam schemat, mianowicie mała skarżyła się na bóle głowy i męczyły ją wymioty. Tak było praktycznie codziennie. Sytuację tą spotęgowała jeszcze sama wychowawczyni która pewnego dnia odciągnęła małą ode mnie i zamknęła drzwi przed nosem mówiąc że tak musi być, że ona musi się przyzwyczaić do tego że zostaje sama. Taka sytuacja trwała ok 6 m-cy. Później zamieniło się to w inne objawy ( tzn nie wiem czy to jest na pewno tym spowodowane, ale staram się przedstawiać sytuację jak najbardziej dokładnie ). Mianowicie zaczęły strasznie pocić się jej nóżki, jak zasypiała po 10 min była oblana potem, bolała ją głowa. Mówiła że "w środku bolą mnie nóżki jest mi zimno i w głowie jest mi gorąco jak w wulkanie"
Byłam z nią w poradni psychologiczno-pedagogicznej celem ustalenia czy mała może przystąpić do pierwszej klasy. Opinia była pozytywna.
Mała jest teraz w pierwszej klasie. Lubi chodzić do szkoły. Na początku pojawiał się u niej ból brzuszka, co było pewnie jakimś objawem stresu (a może i nie ? )ale teraz to ustało. Często chodziła w szkole do toalety, i to teraz też minęło.
Wizyty u pediatry, dermatologa, psychologa i nawet psychiatry ni dają żadnego efektu...nadal istnieje problem spoconych nóżek i gorącej głowy ( mimo braku gorączki ). Zrobiliśmy wszystkie podstawowe badania: morfologia, mocz, cukier tsh, usg brzucha, które były w normie.
Lekarstwa zapisywane przez ww lekarzy nic nie pomagały. Pani psychiatra zaleciła także kąpiele w ziołach. Po nich mała czuje się troszkę lepiej. Ale na dłuższą metę i to nie zdaje egzaminu…
Podczas odrabiania lekcji, mała musi mieć nóżki zamoczone w ciepłej wodzie bo ciągle jest jej zimno w nogi. Są na zmianę raz „lodowate” a raz spocone.
Przepraszam ze piszę tak chaotycznie ale problem tych nóżek i bólu głowy nie daje mi spokoju. Nie wiem już gdzie mam się udać po pomoc. Na koniec marca mam umówioną wizytę u neurologa…ale czy to coś da? Może problem tkwi w czymś innym…????
Mam nadzieję że ktoś na tym forum będzie w stanie mi choć troszkę pomóc, doradzić. Będę wdzięczna za każdą poradę i uwagę.
Z góry dziękuje i pozdrawiam




