Od kilku lat czuję się okropnie. Z małymi przerwami. Teraz jestem po terapii grupowej. Przedtem była 1,5 roku w indywidualnej.
Przez te trzy miesiące z grupą było mi dobrze. Czułam, że idę do przodu. Teraz minęło 1,5 miesiąca, a ja czuję się coraz gorzej. Wróciły poranne lęki i niepokój utrzymujący się przez cały dzień. Mam 47 lat i naprawdę już dosyć tego cierpienia. Zalogowałam się z rozpaczy i desperacji. Czy będzie tak zawsze? Zaczęłam ćwiczyć relaksację, próbuję medytować. Jestem niecierpliwa. Mój mąż patrzy na mnie z niepokojem. Nie potrafi mi pomóc. Ja sama nie chciałabym być swoją żoną. Czuję się małowartościowa, inna, po prostu dziwadło.



