Witam wszystkich, jako nowy uczestnik forum.
Właściwie mógłbym zacząć sformułowaniem "kulka w gardle", (wyobraźcie sobie, że po wpisaniu trzech pierwszych liter na Googlach, jest to pierwszy wynik!),ale nie chcę. Dlaczego? Ponieważ wszystkie wyniki związane z tą właśnie nazwą nic nie wnoszą do sprawy. Przekopałem również to forum i chyba dziesiątki innych, gdzie pojawia się ta nieszczęsna kulka i nie znalazłem nic, poza powtarzającymi się diagnozami typu: "nerwica", albo "idź do lekarza". Tych głupich rad (najliczniejszych) nie przytaczam. Proszę zatem nie kierować mnie do podobnych wątków, ani nie mówić, że to już było. Owszem, pytających było mrowie, ale odpowiedzi żadnej nie znalazłem.
Spróbuję możliwie precyzyjnie opisać problem i bardzo liczę na pomoc, bo moje życie jest koszmarem przez tą cholerę...
Mam 36 lat i od co najmniej pięciu lat mam katar, ale nie taki normalny, tylko gęsty i permanentny. Producenci chusteczek higienicznych powinni mi ufundować pomnik. Towarzyszy temu uczucie kulki (flegmy) gdzieś między nosem, a gardłem. Wypluć (odcharchnąć, brzydko mówiąc) tego nie mogę, bo jest tak bardziej w nosie. Nieraz przed snem bardzo się umęczę. Wysmarkać też nie idzie, bo... za daleko w gardle. Czasami jest dobrze przez cały dzień, aż tu nagle bęc! Przez godzinę się męczę. Najgorzej właśnie wieczorem i rano. Na pewno nie jest to nerwica, ani "uczucie kulki". Ja tą flegmę naprawdę tam mam. Nie jest to refluks, bo nie ma zapachu i nie mam problemów żołądkowych. Nie paliłem i nie palę papierosów, odżywiam się raczej zdrowo. Ponieważ problem nasila się zaraz po wyjściu z domu (nie zawsze), pomyślałem, że może jakaś alergia. Czy to możliwe?
Czy rozcieńczenie (usunięcie) tego dziadostwa przy pomocy syropu jest dobrym pomysłem? jeśli tak, to jakiego? Może da się zlikwidować całkowicie? Najgorzej, że mieszkam w Szkocji, a tu lekarze uśmiechają się, mówią, że wszystko jest okej, a później przepisują Paracetamol. Na wszystko. Jeśli nie ma na to gotowych recept, lub jest potrzebna ściślejsza diagnoza, to co ja mam im powiedzieć? I przede wszystkim, do jakiego specjalisty się udać?
Bardzo proszę, doradźcie coś. Wiem, że po ludziskach chodzą dużo większe nieszczęścia, ale mnie naprawdę jest z tym ciężko żyć. Nie wysypiam się, wydaję fortunę na chusteczki, a w dzień ze dwie godziny spędzam w kiblu plując i smarkając. A to siedzi i drażni...
Dziękuję wszystkim, którzy zechcą odpowiedzieć i pozdrawiam.




