Witam,
w październiku ub. roku przeszedłem zabieg prostowania prawej przegrody nosowej. Przede wszystkim problemem na jaki się uskarżałem była całkowita niedrożność prawej śluzówki, spływająca flegma po tylnej ścianie gardła (co powoduje nieświeży oddech), otępienie smaków i zapachów, uczucie chronicznego zmęczenia, gdyż jak uważam zatkanie to powoduje niedotlenienie mózgu. Rano wstaję otępiały i niezdolny do normalnego funkcjonowania.
Leżałem w klinice jednodniowej, dnia następnego wypuszczono mnie z tamponem do domu, kazano zgłosić się po 48 godzinach na wyjęcie. Po usunięciu tamponu odczułem wielką ulgę pomimo iż wysiąkiwałem katar ze skrzepami krwi, jednak spływanie flegmy ustąpiło, zacząłem realnie odczuwać smak i zapach, nawet budziłem się wypoczęty i pełny życia. Po około 2 tygodniach od zabiegu mój stan powrócił do tego z przed operacji. Powróciła flegma która spływa do dnia dzisiejszego, otępienie etc. Oczywiście byłem u laryngologa który wykonywał zabieg, stwierdził że prócz powiększonej małżowiny nie widzi nic niepokojącego, rana ponoć ładnie się zagoiła i odesłał do domu.
W lutym br. byłem u innego laryngologa - ten również stwierdził że wszystko jest ok, jednak zaznaczył że w operowanej przegrodzie zrobił się zrost - polecił aby udać się do szpitala i na miejscowym znieczuleniu go usunąć oraz założyć tampon.
Pytanie jest tego typu: czy ten zrost może być powodem powrotu do stanu chorobowego? Czy po usunięciu mogę liczyć na poprawę czy nijak ma się do odczuwanych dolegliwości? Czy idąc do szpitala (lekarza prowadzącego) mogę liczyć na załatwienie sprawy od ręki czy to wymaga umawiania się na terminy?
Dodam, że nie brałem po zabiegu żadnych antybiotyków, jedynie dostałem Rinopanteinę w maści (donosowo).
Proszę o porady.
Dziękuję i pozdrawiam



