Witam, jestem nowym użytkownikiem. Słówko o mnie- mam 22 lata, studiuję. Od wieku powiedzmy 7-8 lat zacząłem mieć dziwne wrażenie, że rzeczywistość, w której żyję, tak naprawdę nie istnieje. Trudno mi to sformułować. Patrze na ludzi wkoło i widzę siebie jako widza dziwnego spektaklu, w którym nie rozumiem swojej roli. Jak gdybym wewnątrz siebie krzyczał "Czy, to się dzieje na prawdę?! czy ja tu jestem?!" Nasilają się te myśli w dwóch skrajnych sytuacjach- kiedy jestem sam na przestrzeni pozbawionej ludzi- las, otwarte pole etc. lub na jasno oświetlonych, tłocznych miejscach, w których nie mogę zachować się swobodnie- kościół, sala wykładowa itp.
Te myśli, to chyba jakiś rodzaj stanów lękowych. Strach jest tak paraliżujący, że wyzwaniem dla mnie jest pokonanie kilometrowej BEZLUDNEJ ścieżki na ogródek działkowy. Tak jak napisałem w temacie- jestem ja i jest czasoprzestrzeń. Zjawisko takie się nasilało do późnego okresu pokwitania- powiedzmy 17 lat. Chwilami staje się to nie do zniesienia. Z nikim o tym nie rozmawiałem, nie umiałem tego nikomu wytłumaczyć w taki sposób, żebym był zrozumiany. Nie mam halucynacji, nie słyszę głosów ani nie mam myśli autodestrukcyjnych. Boję się tylko tego zdania "to co się dzieje wokół mnie, dzieje się naprawdę" Zapominam o tej przypadłości, jeśli jest ze mną (lub w niedalekiej odległości) jakaś osoba. Jedna lub kilka. To dość złożone dla mnie zagadnienie, mam nadzieję, że jasno się wysłowiłem. Proszę o jakieś wskazówki, jak mam sobie pomóc i przede wszystkim- jak się nazywa mój problem? Czy ta dolegliwość ma nazwę?




