Witam,
dzis byłam na pierwszej szczepionce...
mój problem trwa już od ponad 2 miesięcy. Kiedy dowiedziałam się, że jestem uczulona na moje koty wyprowadziłam się z domu po konsultacji z moją lekarką, która przedstawiła mi schemat postępowania w bardzo pięknym świetle. Po miesiącu miałam przyjsc na kontrole, potem miałam otrzymać szczepionke i szybko wrocić do domu do kotów.
Oczywiscie po miesiacu okazalo sie ze musze czekac kolejny miesiac i byc zupełnie bez leków. Potem otrzymałam co prawda recepte na szczepionke która miałam otrzymać na nastepny dzien jak zapewniala Pani doktor ale oczywiscie w aptece Panie były zdziwione bo przeciez taka szczepionka (phostal) z warszawy idzie od 2 do 5 tyg.... w koncu dzis poszlam na szczepienie! Pani doktor poinformowala mnie wczesniej ze szczepionke przyjmuje sie raz na pół roku i już po pierwszej moge wrocic do domu... lekarz ktory dzis kwalifikował mnie do szczepienia był mocno zdziwiony kiedy zapytalam czy na pewno moge wrocic do moich kotów... okazuje sie ze odczulanie bedzie wygladalo zupełnie inaczej niz Pani doktor mi powiedziała czyli przez 2 miesiace co tydzien musze zglaszac sie na szczepienie i w tym czasie nie moge miec znowu kontaktu z kotami....
a wiec z 1 miesiaca rozwinelo sie to do prawie pół roku!!!!
Moje pytanie brzmi: czy ja faktycznie przez okres kuracji nie mogę wrócić do domu????? (koty nie wychodza- sa w mieszkaniu non stop) Jeśli uda mi się przez ten czas mimo niewielkiej powierzchni unikać ich i nie wpuszczac ich do głównego pokoju, może by to sie udało?
Nie muszę chyba mówić jak wiele kosztowało nas podjęcie ww ogóle takiej decyzji, że się wyprowadze... jednak uwierzyłam w zapewnienia Pani Doktor... lecz wiem juz dzis ze gdybym wiedziała, że własnie tak to bedzie wyglądać zupełnie inaczej byśmy to rozwiazali.... a teraz? poddać się nie poddam po takim czasie..... ale chce juz wrocić do domu...



