Witam. Chciałbym opisać ostatnie wydarzenia, które zagościły w moim życiu, interesuje mnie, kto ma jakie zdanie na ten temat.
Mam 26 lat i jestem jedynakiem. Studiowałem przez 3 lata, ale nie skończyłem kierunku z lenistwa. Pracowałem w paru firmach, ale każda praca mi nie odpowiadała, więc się zwalniałem po 3 tygodniach. Prowadziłem też działalność gospodarczą przez 2 lata, ale mi nie wyszło. Obecnie jestem bezrobotny od dłuższego czasu.
Wszystko to wydarzyło się w przeciągu ostatnich 6 ciu lat. Tyle właśnie trwał mój związek z Partnerką… może nazwijmy ją Meryl. Poznaliśmy się w wytwornym lokalu na urodzinach wspólnego przyjaciela. To Meryl mnie poderwała, ja zawsze byłem nieśmiały w stosunku do kobiet. Piękny czas to był, pierwsza dziewczyna i spędzanie razem czasu. Mieliśmy już wtedy wiele trudności na swojej drodze, moi rodzice jej nie akceptowali a ja nie chciałem mieć kontaktu z jej rodziną, nie mieliśmy też pieniędzy i częściowo środka transportu. Jednak czuliśmy chęć bycia ze sobą… początkowe spotkania wychodziły z jej inicjatywy, potem się zakochałem z wzajemnością. Zawsze jednak to Ona trzymała mnie blisko siebie abym gdzieś nie uciekł, choć nigdy nie miałem takiego zamiaru. Spędziliśmy niejedne wspólne wakacje i każde z nich były udane, potem zaczęliśmy pracować. Meryl była bardzo ambitna, szła po trupach, aby mieć jak najlepszą pracę, starała się na uczelni aby ją skończyć. Ja miałem niepowodzenia w tych kręgach, ale rodzice pomagali mi finansowo.
Wrońcu zamieszkaliśmy razem. Trwało to 15 miesięcy… niezgadzaliśmy się w żadnej kwesti, nie umieliśmy iść na kompromis. Ja byłem pedantem a Ona brudasem, żadne z nas nie umiało gotować, współżycie przestało być fascynujące a stało się monotonne jak całe nasze wspólne życie. Do tego wszystkiego pojawiły się gigantyczne problemy finansowe, Meryl zaczęła brać kredyty aby było nas stać na wszystkie przyjemności. Moi rodzice przestali pomagać mi finansowo przez własne problemy z pieniędzmi. Skoro mieszkało nam się źle i nie było już pieniędzy na wynajmowanie mieszkania uznaliśmy, że wracamy do swoich rodzinnych domów. Tak też się stało z tą różnicą, że Meryl mieszkała sama z powodu czasowej nieobecności rodziców w kraju. Wciąż się spotykaliśmy, raz u mnie raz u niej. Moi rodzice ją polubili, ale była to raczej chęć abym ja był szczęśliwy. Meryl jednak nie chciała mieszkać sama. Uznała, że kupi psa abym był częściej u niej. Pokochaliśmy obydwoje pieska bardzo, poznałem co to jest opieka, karmienie i codzienne spacery. Meryl jednak mniej zajmowała się pieskiem, nie chciało jej się wychodzić z nim na spacery, nie pilnowała też aby miał wystarczająco dużo wody w misce. A samo jej mieszkanie nie było odpowiednią lokacją na wychowywanie psa. Długi rosły… ja miałem już serdecznie dość samemu opieki nad psem, którego tak naprawdę nie chciałem.
Wkońcu rodzice Meryl wrócili, która była już zadłużona wszędzie gdzie się da a ja nie byłem jej w stanie pomóc. Doszło do załamania nerwowego i prób samobójczych u Meryl, przy której mnie nie było wtedy. Kilka dni później Meryl przyszła do mnie i oddała mnie oraz moim rodzicą pieska mówiąc, że nie jest w stanie się nim zaopiekować i jej rodzice go nie chcą. Uznała, że nasz związek do niczego nie prowadzi, że nie mamy wspólnej przyszłości. Byłem w szoku, nie wiedziałem co zrobić z pieskiem i całą sytuacją po próbie samobójstwa. Zatrzymałem więc pieska godząc się na odejście Meryl. Później Ja i moi rodzice nie mieliśmy już siły opiekować się psem. Choć bardzo go kochaliśmy to najlepszym pomysłem było sprzedanie go w dobre ręce. Meryl się zgodziła, osobiście poznałem dom nowych właścicieli pieska. Lepiej trafić nie mógł. Kilka dni później ogarnęła mnie pustka i samotność… nagle nie było przy mnie Meryl, pieska, nie miałem pracy ani żadnego zajęcia. Zaczęło brakować Meryl w moim życiu. Po 6 ciu latach związku nagle jej nie ma. Próbowałem odnowić związek lecz Meryl nie chciała wracać. Po załamaniu nerwowym była zupełnie inną osobą, chciała ułożyć sobie życie na nowo niewykluczając poznania innego mężczyzny.
Przeszedłem tym razem ja załamanie nerwowe, spanikowałem i oświadczyłem się jej, po czym odpowiedź brzmiała: NIE, JA JUŻ CIĘ NIE KOCHAM.
Skorzystałem z porady psychiatry, zacząłem mieć drgawki na całym ciele, leki nic nie pomagały… dowiedziałem się, że Meryl spotyka się z różnymi osobami, ma nowych znajomych, wygląda świeżo… poznaje innych mężczyzn, czego nie miała okazji zrobić przez 6 lat. Pisałem tysiące smsów, dzwoniłem do niej milion razy, nie chciała mieć ze mną kontaktu. Wylądowałem u dwóch psychologów z odmiennymi poglądami na zaistniałą sytuacje. Niedawno po całym zajściu spotkaliśmy się na weselu naszych dawnych przyjaciół. Meryl na owym weselu poznała kogoś i na moich oczach flirtowała z nim śmiejąc się i doskonale rozumiejąc. Gdybym zrezygnował z wesela pewnie Meryl by z nim była teraz w ciąży, mówię tak, bo były ku temu możliwości w hotelu, w którym odbywało się wesele. Nic tylko Se w łeb strzelić….
Teraz mamy sporadyczny kontakt, sprawa długów stoi w miejscu. Czuje się lepiej, ale drgawki nie chcą ustąpić… mrówkuje mi całe ciało, nie potrafię spać bo mam przez oczami Meryl…. Mało jem, pale 25 papierosów dziennie i pije kilkanaście kaw. Nie mam dalej pracy i znajomych. Nie wiem co ze sobą zrobić, milion myśli które są związane tylko z Meryl.
Zadaje sobie pytania: Czy Ona mnie naprawdę kochała ? Jeśli tak to czemu o mnie nie myślała wykonując próby samobójstwa ? Czy moje uczucia to 6 cio letnie przyzwyczajenie czy prawdziwa miłość ? Nie potrafię pogodzić się z jej odejściem…




