Witam
Na wstępie przepraszam za rozmiar tego posta, ale moja historia jest długa...proszę o wyrozumiałość i cierpliwość.
Postanowiłem napisać na forum, bo jestem na skraju wyczerpania i nie wiem gdzie szukać pomocy. Chciałbym prosić Petera oraz inne osoby mogące mi pomóc o radę. Zależy mi na wskazaniu kierunku, w którym mógłbym szukać, jakie badania zrobić, etc...byłbym dozgonnie wdzięczny, bo nie wiem juz co robić.
Mam 25 lat i od około 4 lat borykam się z niekończącą się infekcją, przyczyny której nikt nie jest w stanie mi wskazać. W skrócie:
Objawy - bezustanne spływanie wydzieliny po tylnej ścianie gardła, poranny ból gardła i wydmuchiwanie ropnej wydzieliny z nosa. Ponadto bóle stawów (czasem lekkie, a
czasem wybudzające ze snu), mięśni i przewlekłe zmęczenie. Nawet po wejściu na 1 piętro czuję zmęczenie w nogach, jakbym przebiegł klika kilometrów - przed chorobą
uprawiałem intensywnie sport do 5 razy w tygodniu. Codziennie śpię po 8-12 godzin i budzę się zmęczony (oczywiście z ropnym katarem i wszystkim tym, o czym napisałem
powyżej). Jedyne co pozwala mi jakoś funkcjonować to...czosnek - musze go jeść codziennie, wtedy objawy są takie, jak opisałem powyżej. Gdy pominę codzienną dawkę, zwiększa się ilość ropy w katarze, zaczynają boleć węzły chłonne (żuchwowe) i po paru dniach jestem chory na całego (z gorączką, dreszczami i tak dalej). Potem następuje intensywne leczenie i wszystko wraca do początku. Jakikolwiek wysiłek fizyczny powoduje potworne zmęczenie (pare razy prawie zemdlałem, mimo że przed chorobą od dziecka trenowałem i kondycję miałem doskonałą), zaostrzenie objawów (znowu ropa) i jeszcze dłuższy sen.
Historia - Zaczęło się chorobą, której porządnie nie doleczyłem. Nie wiem co to było, ale objawiało się wysoką gorączką (pod 40 stopni) i ogromnymi ilościami wykrztuszanej
i wydmuchiwanej flegmy i ropy (w postaci galarety). Zniedbałem sprawę - leczyłem się dostepnymi bez recepty lekami (Gripex, rutinoscorbin) i czosnkiem. Od tej pory ani
jednego dnia nie byłem zdrowy. Gdy tylko lepiej się poczułem poszedłem do lekarza i powiedziałem o przebytej infekcji, od czasu której nie mogę wrócić do pełni zdrowia.
Zalecił wymaz z gardła w kierunku Chlamydia Pneumoniae, który był pozytywny. Lekarz twierdził, że to jest przyczyną mojego stanu i zapisał antybiotyk. Nie pamiętam
dokładnie co to było, ale brałem różne rzeczy przez parę miesięcy (m.in. summamed, azytromycynę, klacid) i nie czułem się lepiej. Zmieniłem lekarza, jednak i ten drugi
lekarz po roku bezskutecznego leczenia chlamydii i budowaniu odporności (np. ecomer, Broncho-vaxom) stwierdził, że nie jest w stanie mi pomóc i żebym znalazł sobie
dobrego alergologa i laryngologa (wg niego w tym był problem). Alergikiem owszem, jestem od dziecka (wziewnym) ale po konsultacjach i licznych badaniach to podłoże
zostało wykluczone jako przyczyna moich problemów. Co do laryngologa to zawsze miałem ogromne migdały (niewielki prześwit) i stwierdzono że trzeba je wyciąć. Wycięcie ich (2.5 roku temu) zaowocowało ostrym aftowym zapaleniem jamy ustnej i gardła - przez ok. 5 dni po zabiegu nie byłem w stanie nic jeść ani pić, praktycznie nawet plułem w szmatę, by nie przełykać śliny. Laryngolog twierdził że wszystko jest w porządku, ale wziął mnie do szpitala na parę dni pod kroplówkę przeciwbólową (i chyba z kortyzolem)
dla świętego spokoju. Niestety, dzień po wyjściu ze szpitala wszystko wróciło, na szczęście przypadkiem trafiłem do innego laryngologa który przy pomocy vagothylu
wypalił mi te wrzody i po paru dniach zaczęły się goić. Dostałem też szczepionkę Luivac na miesiąc, jednak dzień po jej skończeniu od razu zachorowałem. Potem znowu
było leczenie chlamydii przez rok, bezskuteczne. Zrobiłem sobie przerwę na 1.5 roku od antybiotyków, przez ten czas brałem MASĘ preparatów ziołowych (Paraprotex i inne),
citrosept itp. Do tego codziennie jem czosnek, przez cały czas choroby odżywiałem się zdrowo (zupełnie odstawiłem cukier i jakiekolwiek słodycze, chleb razowy, dużo
warzyw, ryby, etc.). Ostatnio jednak postanowiłem wrócić do leczenia antybiotykowego i laryngolog zapisał mi ciprinol (na paciorkowce i chlamydię) + ACC na 20 dni, jednak
po 17 dniach złapałem największą od 2 lat infekcję. Odstawiono mi ciprinol i dano Augmentin na 10 dni...wczoraj skończyłem i mimo że nie mam gorączki to wróciłem do
swojego "normalnego" stanu...
Badania - morfologię krwi mam idealną, jedynie ASO mam cały czas = 400. Mogłoby to wskazywac na paciorkowce, ale w wymazie (z gardła i z zatok, miałem punkcję) ich nie
ma. Ostatnio pojawił się gronkowiec, ale wcześniej go nie było, a problem był. Zęby zdrowe. Laryngolog powiedział że mogą "siedzieć" gdzie indziej, czy to prawda? A może
paciorkowców nie ma, a ASO to tylko pozostałość po nich (lekarze mają różne wersje, nie wiem komu wierzyć!) A jeżeli to nie paciorkowce, to gdzie mam szukać, czy to wina
tej chlamydii? Jeśli nie, to jakie badania jeszcze mogę zrobić, czego szukać? Proszę o pomoc, utknąłem w martwym punkcie i nie wiem co robić! Czuję się coraz gorzej...
Dziękuję za wszelką pomoc i pozdrawiam!



