Witam!
Mam pewną wątpliwość :(
Miesiączkę miałam dostać planowo w okolicach 25.11 - dostałam 27.11, więc w porządku.
Tylko, że były to zwykłe plamienia trwające 4 dni.
Piątego dnia (kiedy zawsze miesiączka kończyła mi się już) następuje normalne krwawienie (w oddawanym moczu jest dość dużo krwi).
Nie wiem, czym to może być spowodowane, bo nigdy tak nie miałam.
Na początku (przy plamieniach brałam opcje ciąży nawet, choć to praktycznie niemożliwe - męskie nasienie znalazło się na moim ubraniu w okolicach pochwy wprawdzie, ale nie doszło do konkretnego zbliżenia; nie ściągnełam ubrania).
Pocieszam się tym, że to przez rutinoscorbin (gdzieś czytałam, że przesuwają lub/i powodują bardziej skąpą miesiączkę), bo brałam ich ostatnimi dniami dużo, gdyż chciałam wyeliminować szybko przeziębienie.
Martwi mnie najbardziej rozpoczynające się po tych pięciu dniach obfitsze krwawienie, kiedy już wszystko powinno sie kończyć.
Zaczęłam panikować, czy to nie jakieś poważne zmiany nowotworowe (bo i to wyczytałam) :(
Czy miał ktoś zbliżoną sytuację i potrafi coś napisać?
Do ginekologa idę w czwartek. Do tego czasu się chyba psychicznie sama wykończe :(
Dziękuje z góry za odpowiedź.



