Witajcie,
Jestem przekonany, że jestem narcyzem, niestety. Od zawsze nim byłem. Byłem leniwy, na wszystko miałem odpowiedź, wiele wymagałem od innych, a niewiele od siebie, idealizowałem chwile które miały nastąpić, pozowałem. Jestem przewrażliwiony na swoim punkcie. Czuję się wiecznie nieszczęśliwy.
Mam trójkę rodzeństwa i to ja jestem uważany za tego "najgłupszego". Nigdy nie robię czegoś pewnie siebie, bo zawsze czuję się tym "najgłupszym".
Jakimś trafem trafiłem do bardzo dobrego liceum. Jednak tam sobie nie radziłem i po roku zmieniłem szkołę na słabszą. W tej zaś czułem się "zbyt mądry". I nieświadomie powodziło mi się, czułem się pewnie, chodziłem na siłownie, świetnie się czułem, jednak po czasie znowu do mnie dotarło, że jestem głąbem i w takiej szkole do jakiej chodzę to każdy debil by sobie poradził.
Teraz są wakacje, od ich początku czuję się koszmarnie. Właściwie przestałem myśleć i mam słabą pamięć. Walam się po domu od kąta do kąta. Starzy myślą, że mi po prostu tak wygodnie. Odciąłem się od towarzystwa. Czasem ktoś do mnie wpadnie i chwilę pogada, ale ja nie potrafię się komunikować, słuchać, odczuwać...pustka, wszystko mi jedno.
Będąc w tym stanie poszedłem na imprezę i na niej paliłem marihuanę. Wróciłem o ok 3 w nocy. To była dziwna noc. Jako narcyz zawsze gadałem sam ze sobą w myślach, ale teraz to było coś innego. Mówił do mnie jakby "rozwścieczony ja", nie pamiętam zbytnio treści. Wstałem rano i było ok. Teraz się boję, że to był objaw początku schizofrenii. Nie wiem co robić, nie chcę być taki jaki jestem teraz. Jestem "żaden" :/, nie da się tak żyć. Pomóżcie.



