Moze troche za pozno, ale chce cos napisac na temat instynktu macierzynskiego. Nie wiem czy wiecie co to jest kwoka. To kura, ktora stala sie matka. Gdy piskleta sie wykluja, i wychodza z gniazda, kwoka zmienia sie calkowicie. Zaczyna stroszyc piora, skrzydla opadaja jej w dol, gotowe do przyjecia malych gdy nadchodzi niebezpieczenstwo, nawet jej glos sie zmienia, a jej ruchy przypominaja taniec wokol mlodych. Ale my jestesmy ludzmi i nie odczowamy instynktu tak samo jak zwierzeta. Gdy rodzilam moja starsza, tez myslalam,ze odczuje instynkt zaraz po urodzeniu, ze to bedzie tak jak u kwoki, cos sie przemieni i bede sie czula jak matka. Polozyli mi ja na piersiach i nic. Poniewaz rodzilam bardzo dlugo (4.05 do 18.35) zapytali czy moga dziecko zabrac na noc. Szczerze mowiac bylam szczesliwa, ze zadali takie pytanie, bylam totalnie wyczerpana i marzylam tylko o tym zeby zasnac, powiedzialam "tak" i mialam gdzies instynkt. Rano byla wizyta i mojego dziecka nie bylo ze mna. Powiedzieli mi, ze mala wymiotuje wodami plodowymi i dlatego nie moga mi jej oddac. Po poludniu juz krazylam jak kwoka pod drzwiami dla noworodkow, z lzami w oczach, wciaz wymiotowala. Oddali mi ja pod wieczor, ale wtedy juz wiedzialam co znaczy instynkt macierzynski. Moze my, ludzie, tak juz mamy, ze odczuwamy instynkt macierzynski gdy dzieci nie ma z nami? Ja odczuwam to wciaz, gdy dzieci wyjezdzaja na wakacje do Polski, gdy jada na wycieczke szkolna, generalnie gdy nie ma ich ze mna. Gdy sa blisko nie czuje instynktu, to po prostu zwykla szarowa. Pozdrawiam.
CHyba chodzi o ten stan zagrożenia i to,że mając dziecko na codzień masz kontrole co się dzieje.Jak dzieko wyjedzie to nie wiem co robi, z kim robi,czy zjadło,czy się umyło no i to powoduje takie wzrost tych uczuć macierzyńskich;)
Ale ja mam tak samo :) Na codzien normalnie bym temu dziecku swojemu w tyłek dała ale....jak jej nie ma, idzie do kolezanki, jest chora itp to mnie autentycznie aż w ...gardle dławi :)
W sposób perfekcyjny potrafisz wymienić wszystkie złe strony bycia matką ,twoje myśli o dziecku przyprawiają cię o mdłości wiesz, że jest fatalnie i bycie matką wiąże się dla ciebie z udręką, poświęceniem, bólem, cierpieniem i beznadzieją. Jak może się czuć matka, która ma takie myśli, jak czuje się dziecko wychowywane przez taką matkę. Dla takiej matki dziecko jest udręką, wszystko przychodzi jej z wielkim trudem i poczuciu największego poświęcenia. Gdybyś chociaż jednego dnia tak na próbę zmieniła swoje nastawienie, pomyślała o swoim dziecku z miłością, o swoim maleńkim syneczku twojej krwi, z którego kiedyś wyrośnie wspaniały mężczyzna i bedziesz obserwować ten rozwój i będziesz świadkiem jego przemian. Teraz ci trochę rozrabia, ale jest żywą istotą, potrzebuje ruchu, potrzebuje przede wszystkim twojej miłosci i uwagi. Nawet nie wiesz jak to jest dla niego ważne. Tak bardzo jest absorbujący, bo go ottrącasz. To ty decydujesz teraz o jego dalszym życiu, masz ogromna moc, możesz wspaniale go wychować w miłości. Możesz z nim rozmawiać jest już na tyle duży,że zrozumie jeśli będziesz do niego mówiła ciepło i z miłością. Ustalcie razem charmonogram dnia. Jeśli wszystko dokładnie zaplanujesz w godzinach, znajdziesz czas dokładnie na wszystko. Wszystko zależy od twoich myśli. Jeśli będą pozytywne twoje życie ułoży się inaczej. Rano dzień witaj uśmiechem a swego synka postrzegaj jako najwspanialsze dziecko, radosne spontaniczne, zdolne. Jeśli do wszystkiego podejdziesz z dobrym nastawieniem to zobaczysz wiele możliwości rozwiazania swoich "problemów" Ciesz się każdym dniem ze swoim małym syneczkiem, bo wiem jak bardzo ale to bardzo szybko ten maleńki chłopczyk zmieni się w znacznie większego i tych chwil wspaniałej miłości z synem już nigdy nie odzyskasz. Każda z tych chwil w której on dorasta za moment minie. Tak bardzo żałuje się potem, że nie ma już do nich dostępu. Kochaj by być kochaną. Syn będzie potrafił okazać ci miłość jeśli go jej nauczysz. Przytulaj go codziennie wielokroć, mów mu że jest wspaniały, że go kochasz, że jest dla ciebie ważny, a odpłaci ci wszystko z nawiązką i okaże taką miłość o jakiej dotąd nie miałaś pojęcia. Ty sama organizujesz swoje życie, zarządzaj nim mądrze tak by wszyscy byli szczęśliwi. Czas powinien być zarówno dla ciebie jak i dla dziecka. Jeśli ustalisz w swoim domu mądre zasady kierując się sercem wszyscy będziecie wygrani. Powodzenia
ehhhh latwo wam wszystkim tylko tak pisac - sprobuj, postaraj sie, chociaz na jeden dzien. latwo powiedziec trudno zrobic.... ja wole nawet na kompie sobie posiedziec w spokoju niz ganiac za malym, bo tylko lazi w kolko i marudzi, nieumiem sie z nim bawic, wiele razy probowalam, a ilez mozna ganiac go w kolko zeby sie smial, zabawki dpadaja bo 2 sekundy nie moze sie skncentrowac na nich, jedyna opcja to wyjsc na spacer ale nie zawsze czlowiek ma ochote, jestem tak zmeczona ze najchetniej to bym sie polozyla i przelezala caly dzien, choc po nocach nie moge spac i musze lykac tabletki nasenne. dlaczego? pewnie dlatego ze cala ta sytuacja siedzi we mnie i non stop tylko mysle ze rano wstane i znowu czeka mnie przerabany dzien, nie wiadomo co tu z nim robic, jak go zajac zeby byl zadowolony bo nic mu nie pasuje...i nawet geby nie ma do kogo otworzyc ani poradzic sie o cokolwiek. ehhh co to za zycie... i ktos juz wczesniej napisal ze nie kazda kobieta posiada instynkt macierzynski. ja sobie nie wybieralam czy go miec czy nie miec. nie mam go i co mam na to poradzic? przed urodzeniem dziecka sie tego nie wie, wiec mitu nie piszcie ze trzeba bylo wczesniej pomyslec i dziecka nie rodzic!!!!! z tego wszystkiego, posumowujac chyba musze sie wybrac do jakiegos psychologa albo psychiatry, mze on mi powie dlaczego akurat namnie padlo i nie czuje sie dobrze w roli matki.
jedwabna dla jednych kobiet posiadanie dziecka jest wielkim szcześciem inne czuja się rozczarowane. Jedne kochą już sam zarodek a drugie muszą nauczyć się kochać...są i takie i takie przypadki tyle,że nikt o tym głośno nie mówi. Tutaj psycholog napewno pomoże...ale kochać musisz się nauczyć sama...tego nikt za Ciebie nie zrobi. Nie powiedziane,że kiedyś to uczucie samo przyjdzie nawet nie będziesz wiedziała kiedy:)
Jedwaban może to bedzie drastyczne ale....jak dziecko nie umie się pobawić i ciągle wyje to niech....wyje. Z czasem nauczy bawić się samo. Ty też musisz mieć czas dla siebie. A, ze dziecko się nudzi? No trudno...niech się ponudzi. Moje akurat dawało mi czas na rożne rzeczy ale gdyby nie dawało to starałabym się go tego nauczyć. Moje kolezanki mają dzieci bezproblemowe....dzieci bawią się same, zajmują sobą. Oczywiście nie cały dzien :) Moja kuzynka natomiast ma córkę z tego co piszesz podobną do Twojego dziecka. Ciągle trzeba się z nią bawić, być przy niej a jej wiecznie coś nie pasi! O kochana....w życiu nie robiłabym jak kuzynka. To jest rozpuszczanie dziecka, ustepowanie a z czasem bedzie coraz gorzej. Nie wyrzucaj sobie, ze nie chce Ci się bawić cały dzien z dzieckiem bo nie wiem komu by się chciało! Normalnie to tzreab w domu obiad, ugotowac, posprzatac etc....no i przydałoby się też usiąć na chwilę na tyłku.
Kurde trzeba by odkryc co tego malucha zainteresuje i wciągnie na dłużej....a nie masz jakiejś znajomej z maluchem w podobnym wieku ,żeby się razem pobawili? To uczy dziecka tego,że mama nie koniecznie jest potrzebna w każdej minucie życia. Probowałaś tak?
ciagle probuje dziewczyny... w tyg ide do psychologa. juz moja mama placze i mowi ze to ona go zaadoptuje zebym ja sie mogla spelniac zawodowo. kur... czemu nie moge myslec i byc pelna milosci i wogole jak inne matki. poszperalam po internecie i znalazlam inne kobiety ktore maja tak jak ja. chodzi mi o to ze sa kobiety ktorymnie pomoze leczenie czy jakas terapia, po prostu nie czuja macierzynstwa, powolania do tego...ja tez tak mam. ostatnio maz mial urlop,i byl caly tydzien w domu. i maly ciagle tylko tata i do taty, mysle ze on czuje moje nastawienie...nie wiem juz co myslec i co robic....tylko plakac mi sie chce i tyle! ajak pomysle jakie by bylo zycie piekne bez dziecka to juz wogole....
Pozwólcie że odświeżę ten temat. Ciekawa jestem czy dziewczyny zrobiły już coś ze swoim życiem, czy jakoś sobie poradziły. Chciałam napisać coś o sobie. Mam 1,5 rodznego synka i nie pracuję od ponad dwóch lat (prawie całą ciążę musiałam być na zwolnieniu). Jeszcze zanim zaszłam w ciążę, wiedziałam, że chcę być z dzieckiem w domu przez 3 lata. Nie, żebym nie lubiła pracować, żebym była typem domowej kury (nie obrażając nikogo), tylko po prostu WIEDZIAŁAM jakie to jest ważne DLA DZIECKA i dla matki też. Moja mama była ze mną w domu dopóki nie poszłam do przedszkola i ja pamiętam te pierwsze trzy lata cudownie. Oczywiście nie pamiętam dokładnie, to są raczej odczucia, zapachy, takie zamazane wizje, odczucie ciepła i miłości, takiego przytulnego domu pachnącego mamą i pieczonym jabłecznikiem. Domu, w którym tata wracał po południu do domu, ale też często jeździł w delegacje, a wówczas jego powroty były jeszcze przyjemniejsze. Szczególnie pamiętam zimy, nie wiem czemu, kiedy za oknem było zimno i padał śnieg lub była nieprzyjemna plucha, a w domu tak przyjemnie, miło, ciepło, przytulnie, zapalona jakaś mała lampka, mama coś tam piecze albo mi czyta, bawi się ze mną. To samo chciałam i chcę dać mojemu synkowi. Owszem, jest ciężko, jest bardzo absorbujący, moja mama mówi, że o wiele bardziej, niż ja byłam. Ciągle trzeba się z nim bawić, ciągle bierze za rękę i gdzieś mnie ciągnie, sam nic nie zrobi. Nie mogę ugotować obiadu, bo jak nie pójdę z nim, to będzie ryk. Jak idę do łazienki, zoastawiam go w łóżeczku ale muszę tam napakować różnych różności, żeby choć chwilę posiedział beze mnie. Muszę przy tym uważać żeby nie były to rzeczy, na które może wejść, bo wypadłby mi z łóżeczka, więc łatwo nie jest. Bajek w TV nie chce oglądać - czasem zazdroszczę koleżankom, których dzieci potrafią siedzieć godzinę przed TV. Nie lubi żeby mu czytać. Najlepsze zabawy to jak ganiam go, jak bawimy się w berka, czy chowanego. Jak razem odkurzamy, albo daję mu ściereczkę i razem wycieramy kurz z mebli. Patrzę na swoim osiedlu na kobiety w moim wieku, które robią kariery, są już menadżerami, dyrektorami, albo przynajmniej jakimiś junior coś tam. I owszem, zazdroszczę im. Ale jak patrzę na ich dzieci, które wałęsają się z "ciociami" a mama wraca do domu 18:00-19:00 i jeszcze żeby zajęła się dzieckiem, ale ona się brzebiera i leci na zakupy albo do kina z koleżankami! I te dzieci tak biegną do tej mamy chodnikiem, z radością w oczach, a ona je uściska i leci dalej. To jeszczem wtedy szczęśliwa. Że moje dziecko jest szczęśliwe i że ja, jako matka, mogę obserwować jego rozwój, znać najlepiej jego upodobania i przyzwyczajenia, że nie muszę pytać o to obcej osoby. Moja mama była na emeryturze i bardzo chciała zająć się wnuczkiem, ale jednocześnie mi powiedziała, jak ważne były dla niej i dla mnie te trzy lata spędzone razem. Mama wróciła do pracy i zajmuje się wnuczkiem od czasu do czasu, prosząc mnie, bym go przywiozła, lub byśmy razem przyjechali. Tak więc pomoc owszem mam. Ze strony męża też ogromną. Dla mnie największym problemem jest ta przerwa w pracy. Tęsknię za pracą, zaczynam wątpić, czy kiedykolwiek coś osiągnę, awansuję, dostanę podwyżkę - planuję drugie dziecko i będzie to samo. Ale razem z mężem przewartościowaliśmy swoje życie i doszliśmy do wniosku, że dziecko jest najważniejsze. A co do wychodzenia z domu, to zazwyczaj wychodzę z dzieckiem, co nie jest dla mnie jakimś wielkim problemem, a gdy chcę wyjśćieś sama, robię to wieczorem lub w weekendy, ale też nie na cały dzień, żeby tak męża nie zostawiać - on też ma prawo być zmęczony. Chodzę z mamą na zakupy, z koleżanką do kina, sama do kosmetyczki itp. Ale to są wyjątki, generalnie TEŻ siedzę 24h na dobę z synkiem. Można być z tego powodu szczęśliwym, naprawdę. Pozdrawiam wszystkich.
Bardzo mi się podoba to co napisałaś :) A praca? Czas pędzi szybko, nim się obejrzysz Twoje dziecko nie bedzie Cię już tak potzrebować a Ty nadrobisz zaległości w swojej karierze. Zobaczysz :) Masz na to dużo czasu. Pozdrawiam serdecznie :)
A jeszcze chciałam nawiązać do wcześniejszej wypowiedzi wikam:
"Moja kuzynka natomiast ma córkę z tego co piszesz podobną do Twojego dziecka. Ciągle trzeba się z nią bawić, być przy niej a jej wiecznie coś nie pasi! O kochana....w życiu nie robiłabym jak kuzynka. To jest rozpuszczanie dziecka, ustepowanie a z czasem bedzie coraz gorzej."
Mój synek właśnie taki jest, że ciągle chce by się nim zajmować, ale ja się staram go tego oduczyć, np. daję mu jakieś zabawki i pokazuję, jak może się nimi bawić, a potem wychodzę i już widzę postępy. Czasem pobawi się dłużej, czasem krócej, ale już jest lepiej, niż było, a szczególnie rano, jak wstaniemy, to kiedyś musiałam go brać ze sobą do lazienki, żebym mogła się umyć, on mi tam przeszkadzał, przewracał się (jeszcze nie umiał chodzić a już próbował), podczas gdy ja myłam włosy lub twarz on nabijał sobie guzy lub wspinał się po moich nogach i wisiał na mnie jęcząc żeby go wziąć na ręce. Takie jęczenie jest chyba gorsze od wycia, serio! I zaczęłam rano zostawiać go w łóżeczku, dając jakieś zabawki i inicjując zabawę, a potem wychodziłam. Najpierw co minutę musiałam do niego wracać, potem rzadziej, potem wystarczyło, że krzyczałam z łazienki, że zaraz przyjdę, a teraz potrafi rano siedzieć w łóżeczku minimum pół godziny a czasem nawet jeszcze przysypia! :) Próbujcie dziewczyny różnych sposobów, a nie poddawajcie się temu. Trzeba się trochę wysilić, żeby to dziecko jakoś wychować, "ustawić" :) My przenieśliśmy łóżeczko małego jak miał 8 miesięcy i bez problemu zaczął sypiać w swoim pokoju, a mnie wreszcie nie budziła każda jego zmiana pozycji czy westchnienie. A mam wiele koleżanek, których dzieci DWULETNIE nadal z nimi śpią, i teraz to już jest ciężko dziecko przestawić, bo jest ono bardziej świadome i przyzwyczaiło się, tak? Tak że trzeba dziewczyny nad dzieckiem PRACOWAĆ, nie dawać mu się tak do końca owinąć wokół malutkich paluszków, i wtedy szybko przyjdzie w ciągu dnia coraz więcej czasu dla siebie. Tak mi się wydaje, choć też nie jestem idealna, ani moje dziecko nie jest.