kobieto,ciesz się tym że nie jesteś sama na świecie,ze gdy będziesz staruszką on poda ci szklankę wody.to jest największy skarb,sama mam dwójkę dzieci i mam dopiero 23lata,i dzieci mnie w niczym nie ograniczają,one są dla mnie najważniejsze na świecie.mój mąż wyjechał do pracy za granicę jak byłam z pierwszym synkiem w w 7 mies.ciąży,wrócił na tydzień jak urodziłam,potem wyjechał na 3miesiące.i musiałam sama dać sobie rade,mały miał kolkę,dniami i nocami płakał,prawie wcale nie spałam przez 3miechy.z drugim miałam cesarkę,ból nie do zniesienia,a do tego z szwami musiałam zajmować się malutkim,myślałam że się wykończę.ale przeżyłam to.pomyśl co ta biedna istotka jest winna?potrzebuje ciebie jak nikogo na świecie.wiem że są czasem nerwy,ale musisz zacisnąć zęby,bo teraz nie jesteśmy ważne my tylko dzieci.pozdrawiam cię serdecznie.
przeczytalam post jedwabnej, i powiem szczerze ze ja mam podobne odczucia do dziecka, chcociaz u mnie sytuacja jest nieco inna. Ciaza nie byla planowana, pozniej jak urodzil sie syn, mialam depresje poporodowa, lekarz do ktorego jezdzilam powiedzial ze ta depresja z czasem minie, a u mnie nie minela. Trwalo to wszystko ok 2 lat, pozniej bylo troche lepiej jak dziecko stalo sie bardziej kontaktowe. Przez 3 lata siedzialam z nim w domu, i przez ten caly czas zle sie czulam, na pewno nie czulam sie wolna,niezalezna, nie moglam kiedy chcialam gdzies wyjsc-sama, wiecznie musialam wszedzie zabierac ze soba dziecko (do lekarza tez, chociaz na weselu jeszcze z nim nie bylam:) pamietam, ze bardzo brakowalo mi wyjscia do ludzi, jakiegos zajecia. Jak syn zaczal chodzic do zlobka bylo troche lepiej, ale tylko przez pewien czas, teraz wszystko znowu wrocilo. Doszlam do wniosku ze nie nadaje sie na bycie matka, ze poprostu do tego nie doroslam, nie czuje tego w ogole. Zajmowanie sie dzieckiem jest dla mnie nudne i meczace, w tym czasie moglabym zrobic wiele innych, ciekawszych rzeczy. U mnie sytuacja jest o tyle inna niz Wasza, ze choruje od wielu lat na nerwice natrectw i lekowa, czasem wydaje mi sie ze jakims stopniu to rowniez przyczynia sie do mojej postawy wzgledem dziecka. a co jeszcze zupelnie paradoksalne jest w tej sytuacji, to fakt,ze ja naprawde lubie moje dziecko, i je kocham, obchodzi mnie gdzie jest,co robi, czy jest zdrowe,usmiechniete, nigdy nie pozwolilabym zeby ktos zrobil mu krzywde. a z drugiej strony mam ten problem, ze nie chce sie nim zajmowac, nie wiem czy ktos to zrozumie, bo tak naprawde sama tego nie rozumiem. z jednej strony zalezy mi na dziecku, a z drugiej czuje ze w ogole nie doroslam do bycia matka, dusze sie w tych relacjach, i nie jestem w stanie temu sprostac. Chcialabym zebyscie napisaly czy dobrym rozwiazaniem w tej sytuacji mogloby byc gdyby syn zamieszkal u swojego ojca? (jestem po rozwodzie). Maja oni ze soba bardzo dobre relacje, a mnie przynajmniej nie widzial by ciagle smutnej i placzacej. Nie wiem do konca czy to jest dobre rozwiazanie, ale strasznie nie chce zeby syn zobaczyl, lub poczul moja niechcec lub zlosc do niego, bo ostatnio bardzo ciezko jest mi to ukryc. a i tak widywalabym sie z nim praktycznie codziennie,odbierajac go ze zlobka i pozniej spedzajac z nim czas. Napiszcie co w ogole o tym wszystkim myslicie.
Widze, ze kochasz swoje dziecko skoro martwisz sie o niego i nie chcesz zeby widzial i poczul Twoja niechec i zlosc. A jednak nie potrafie zrozumiec co Wy dziewczyny czujecie i dlaczego tak jest.Dla mojego synka zrobie wszystko i pomimo tego, ze tez czasem jest mi ciezko bo moj maz tez duzo pracuje nigdy nie czulam tak jak Wy. Szczegulnie wypowiedzi Jedwabnej zszokowaly mnie okropnie! Wyobrazilam sobie to malenstwo ktore tak bardzo potrzebuje matczynej uwagi i milosci a ona wolalaby isc na dyskoteke sie wyszalec! Trzeba bylo pomyslec o tym wczesniej przed poczeciem dziecka i sie odpowiednio zabezpieczac! Jej radzilabym sie bardziej zorganizowac, wymyslac dziecku jakies zabawy przy ktorych zajmie sie soba typu rysowanie, plastelina itp. zamrazac jedzonko zeby nie trzeba bylo gotowac codziennie a czas kiedy dziecko spi miec dla siebie. Nie wiem czy w Pl sa takie grupy dla matek z dziecmi na ktorych dzieci sie bawia a mamusie moga sobie miedzy soba troszke porozmawiac? Jesli tak powinnas sie wybrac :) A jesli chodzi o Ciebie Kasiulka to moze faktycznie powinnas dac synka do taty skoro maja super kontakt a Ty masz problemy z kontrolowaniem wlasnych emocji.
A co ja pisalam na poczatku?Jezli to nie jest depresja to ja nie chce sie wypowiac. A Ty Bacha,chyba cos z Toba nie tak,skoro twierdzisz, ze potrzeba wypadku, zeby matka uswiadomila sobie jak bardzo kocha swoje dziecko! I czy nazwiesz swoja mame egoistka jezeli poprosi Cie o pomoc? Brak mi slow gdy slysze taki nonsens! I nawet nie pozrawiam.
alice jesteś odpowiedzialna osobą to widać...widac też ,że nie jest to Twój kaprys a problem,który trzeba rozwiązać. Ciebie jedyną w jakimś sensie moge zrozmieć biorąc pod uwage reszte wypowiedzi o oddaniu dziecka. Wydaje mi się ,że tyle zrobiłaś już dusząc w sobie złe emocje by dziecko ich nie widziało ,że może dasz rade jeszcze troche a zobaczysz ,że im dziecko będzie starsze te kontakty będą układały się coraz lepiej. Najgorszy okres za Tobą.W trudniejszych momentach dawałaś rade to dlaczego teraz masz nie dać:) Widać,że kochasz dzieciaka ale depresja poporodowa trwała za długo nie wiem czy byłaś u specjalisty z tym...ale dobry potrafi na prawde szybko człowieka wyciągnać...co 3 kobieta przeżywa coś takiego. U Ciebie to chyba zostało zaniedbane...piszesz o rozwodzie więc myśle ,że to był kolejnny czynnik ,który zadecydował,że czujesz się jak się czujesz. Wsparcie jest bardzo ważne nie wiem jak wygląda sytuacja w rodzinie,ze znajmomymi,przyjaciółmi ale tutaj można by podziałać by ułatwić sobie troszke życie. Nerwica lękowa,nerwica natręctw to nie jest powód tego,że masz takie odczucia do dziecka...wiadmo,można miec gorsze dni,wyrzuty sumienia i inne ale da się zawalczyć właśnie dla tego małego czlowieka. Ja moją walke z nerwicą lękową zaczełam właśnie dla dzieci by móz im dać to czego bym nie dała będąc zamknieta przez nerwice w moim świecie bolu ,leku i łez. Dałam rade i jestem cholernie szczęśliwa. Wierze w Ciebie...tatuś może Ci pomóc brac dziecko na weekend przykładowo czy raz w tygodniu na noc tak żebyś mogła się zregenerwoać i walczyć:)
Witam dziewczyny:) Alice, jezeli chodzi o twoje rosterki i jak ja widze twoj problem...to trudno jest jednoznacznie odpowiedziec i cos poradzic! Ja sama wiele lat chorowalam na nerwice lekowa...choroba zaatakowala wlasnie jak bylam w drugiej ciazy! Po porodzie nie mialam takich odczuc jak ty....nie mialam depresji poporodowej...ale opieka nad malenstwem i jednoczesne zmaganie sie z panicznymi lekami..byla dla mnie straszne trudna! Wlasnie dlatego w pewny momencie musialam (dla swojego dobra i dzieci) zostawic dzieci pod opieka meza i podjac sie intenywnemu leczeniu w osrodku leczenia nerwic! Dzisiaj wiem ze to byl dobry krok,dobrze wykorzystalam ten czas...wiele zrozumialam i juz wiedzialam co mam robic zeby sie pozbyc nerwicy! Wiec moze sproboj powiezyc synka pod opieke ojca....ty w tym czasie zajmi sie swoimi problemami,podlecz sie! Moze za jakis czas wszystko zobaczysz w innych kolorach a opieka nad synkiem nie bedzie ci przysparzac az tylu trudnosci....bo ze go kochasz,tego jestem pewna! zawalcz o siebie..wlasnie dla swojego dziecka! Pozdrawiam serdecznie :)
Krysia mądrze napisane ale obawiam się,że nie będzie jej prosto odzyskac synka jak trafi pod opieke taty. Wszystko zalezy od człowieka ty byłaś z mężem,mąż z Tobą zają się dziećmi byś mogła się leczyć. Tutaj wydaje mi się,że jak już tata dostanie dziecko to go nie odda...co jest równoznaczne z tym,że potem może cierpieć,że mimo,że staneła na nogi i ma już siłe dziecka nie może mieć jak miała.
Nie wiem jak między nimi wyglądają stosunki ale różnie to bywa.
Blackursus - opowieści o miłości matki gdy dziecku coś zagrażało królują w więkoszość gazet typu porażaki sukcesy itp :) Alice - a myślisz, ze Tówj synek z kim wolałby mieszkać? Może zrób tak : niech dziekco mieszka z Tobą ale : niech mąż odbira synka w piatek po żłobku siedzi z nim w weekend a w poniedziałek odwozi do żłobka. Tobie zostaje poniedziałkowe popłudnie, wtorek, środa i czwartek :) Oczywiście takie rozwiązanie ( także mieszkanie z tatą) nie jest rozwiązaniem super. Coś Cię z mężem poróżniło więc macie trochę inne poglądy. I to się przedłoży na wychowanie dziecka. A pomieszkiwanie to tu to tam też nie jest dla dziecka dobre, Ono musi wiedziec gdzie jest jego schronienie jego dom. Ten prawdziwy.... Moim zdaniem jeśli dziecko zamieszka z tatą to tata bedzie dla niego najważniejszy.....Być może sie mylę. Ale dla dziecka chyba miłość stanowi stabilizację. A miłosci czy bliskości szuka się w domu...
wikam no zwłaszcze,że dziecko od malutkiego jest z nią i z nią czuje się bezpiecznie. U niej jest jego dom...dlatego tez napisałam,że nie wiem czy oddanie dziecka tacie na wychowanie jest odpowiednim posunięciem.
Alice mysle ze powinnas posluchac rady Agusi ona przez to przechodzila i z tego co pisala wczesniej jej dziecinstwo tez nie bylo kolorowe ja tam o nerwicach lekowych nic nie wiem i naprawde nie wiem co Ci doradzic ale wiem jedno, ze Ty kochasz swoje dziecko i to bardzo i martwisz sie o nie i to mi sie w Tobie podoba :)
Dziewczyny co z wami? Kto ma wychowywac nasze dzieci? Zlobki, w ktorych panie traktuja dzieciaki jak przedmioty?Kto wam powiedzial,ze wychowywanie dzieci bedzie pasjonujace i ciekawe? To monotonia i szarowa. Ale to nasze dzieci,nasza krew,nasze cialo! Ja nie wierze w to co wy tu piszecie. Mysle,ze to po prostu chec wyplakania sie nad wlasnym losem, a kazda z was kocha swoje dziecko bezgranicznie. I chce w to wierzyc.
dziewczyny bardzo dziekuje za rady, szczerze mowiac to nie spodziewalam sie pozytywnego nastawienia do mojej osoby, ale milo mnie zaskoczylyscie. Jesli chodzi o mnie, to nie uwazam sie za zla badz wyrodna matke, poprostu nie do konca to czuje, mysle ze powinnam miec dziecko w wieku 30 a nie 21 lat, no ale czasu nie cofne. W kazdym razie biore sie teraz za siebie, tzn za leczenie tej nerwicy, bo na co dzien strasznie mi ona utrudnia zycie i normalne funkcjonowanie, a co za tym idzie dobre relacje z dzieckiem.
A odnosnie tematu,moim zdaniem nie zawsze jest tak ze matka czuje to macierzynstwo, oczywiscie powinna , ale w zyciu bywa roznie. Gdzies przeczytalam w necie, ze 'kiedy rodzi sie dziecko, nie zawsze rodzi sie matka. Zdarza sie, ze matka rodzi sie duzo pozniej". Tak mysle, ze chyba cos w tym jest, bo nie kazda kobieta majaca dziecko czuje instynkt macierzynski. Nie wiem, moze to jakas dysfunkcja, na pewno odstepstwo od normy, ale jednak sie zdarza, i tak naprawde wcale nie rzadko, tylko o tym sie poprostu nie mowi, to taki temat tabu, szczegolnie w naszym spoleczenstwie gdzie kroluje "matka-polka". Nie wszystko jest czarne albo biale, i mysle ze nie nalezy od razu kogos krytykowac, z gory zakladac ze jest zly, bo nie kocha,nie chce sie zajmowac swoim dzieckiem. Napisalam to tak w obronie dziewczyn ktore pisaly o tym problemie,(ktory ja tez mam). Pamietam,ktoras z dziewczyn pisala o swoim dziecku, ze to bachor, ze wyje itp no i spotkalo to sie z ostra krytyka, ale nikt nie zwrocil uwagi na stan emocjonalny tej dziewczyny, ktora zapewne pisala to pod wplywem chwili zlosci, przemeczenia. A z dwojga zlego to lepiej jest cos takiego napisac tu na forum, wyrzucic z siebie te wszystkie negatywne emocje wzgledem dziecka - (do ktorych rowniez mamy prawo), niz pozniej pastwic sie nad dzieckiem, ktore badz co badz, grzeczne czy niegrzeczne nie jest niczemu winne.