Witam, jestem tutaj nowy.
Zaczne od poczatku, pracuje i ucze sie, czas wolny spedzam jak normalny czlowiek.. tzn, wyskocze na piwko ze znajomymi, ogladam tv, pojde do kina, i masa innych czynnosci. Problem zaczyna sie kazdego dnia rano, kiedy wstaje juz mam ogromny stres, ktorego nie potrafie w zaden sposob pohamowac. Czuje ze nie dam rady pojsc do pracy/ szkoly, ze zdenerowania zaczyna mi sie czasem zbierac na wymioty. A lek, jak mi sie wydaje czuje przed ludzi ktorzy mnioe otaczaja. W pracy mam problemy, dosyc powazne z osobami, jakimi musze pracowac . Nie jestem na wysokim stanowisku, raczej na najnizszym jakie jest, ale nie bede wchodzic w szczegóły. Jeden z najpowazniejszych problemow zaczyna sie wlasnie w pracy, jest tam kilka osob ktorych szczerze nienawidze. Chyba nigdy nie zrobilem nikomu zadnej krzywdy, ale mimo to dreczy mnie jeden chuj, bo inaczej nazwac niestety nie potrafie. Chodzilem 2 lata na silownie, mam mysle ze rozlegla wiedze na temat diet, cwiczen, suplementow i innych. Takze na rezultaty nie moge narzekac, bo troche "uroslem" przez ten czas.. Jednak nie potrafie sie przeciwstawic, stres ze przegram w razie bójki albo sie skompromituje jest nie do opisania. Czasem moje nerwy wisza na wlosku, i boje sie ze zaraz moge nie wytrzymac, ostatni raz mialo to miejsce gdzies w gimnazjum o ile dobrze pamietam, dostalem kuratora... i nie wspominam tego dobrze. Ogolnie niewiele sytuacji z zycia mnie cieszy, coraz bardziej trace nadzieje ze dam rade wstac kolejnego dnia... Dopiero w piatek ide do pracy odrobine mniej zestresowany, ale z drugiej strony w myslach widze juz szkole.. aczkolwiek tam nie jest zle. Tak jak pisalem praca to najgorszy element mojego zycia, ale nawet wyjscie do banku, sklepu czy na poczte jest dla mnie jedna wielka frustracja.. Codziennie mysle o tym zeby ze soba skonczyc, ale jest to dla mnie problemem, ze wzgledu na moja wiare.. ze nie bede zbawiony. A z drugiej strony niechce aby rodzina miala zmartwienie. Rzeczy ktore dzieja sie w mojej glowie nie dam rady opisac slowami, za duzo roznych mysli, emocji i paniki. Wiem ze dlugo juz nie wytrzymam, i w koncu strace panowanie nad soba, tak samo jak pewnego dnia w gimnazjum. Kiedy jade samochodem to nigdy nie zapinam pasow, łudze sie ze moze strace zycie w jakims wypadku i moje problemy sie skoncza, juz wiele razy musialem sie powstrzymywac aby nie wjechac na chodnik albo inny samochod czolowo. Tylko ze wtedy, jak sobie pomysle ze w tym samochodzie albo na cholernym chodniku moze byc ktos kogo kocham, chec zemsty nieco ustaje. Chcialem opisac jak wyglada moj typowy dzien, zebyscie mogli bardziej zrozumiec moja sytuacje, ale nie czas ani miejsce. Pytanie jakie musze zadac, to czy powinienem udac sie do psychiatry? Na jakie forum nie wejde, wszedzie pisza zeby chodzic z byle jakim problemem do psychologa albo wlasnie psychiatry. Tyle ze ja nawet tego sie obawiam, ze ktos znajomy sie dowie. Samo powiedzenie komus w oczy, tego co tutaj napisalem nie bedzie latwe, wrecz niemozliwe dla mnie. Narazie nie jestem w stanie wiecej o sobie napisac, wejde jutro..
Aha, jesli juz mowa o psychiatrze lub psychologu, to gdzie powinienem sie zglosic? Czy najpierw do lekarza pierwszego kontaktu? Bo niewiem czy potrzeba jakies skierowanie czy co.. A druga sprawa, boje sie ze mnie osadza w psychiatryku, i w zwiazku z tym.. czy moga mnie zamknac bez mojej zgody? Albo inaczej, czy jesli opowiem to co tutaj, to beda mieli jakies podstawy by mnie ubezwlasnowolnic? Troche bledow narobilem, i namieszalem z trescia. Ale dzisiaj nie czuje sie za dobrze.




