Witam wszystkich. Postanowiłam tu napisać bo już nie mam pojęcia gdzie szukać pomocy. Obecnie mam 17 lat z hakiem. W szóstej klasie kiedy to przeniosłam się w połowie roku do nowej szkoły ludzie byli dla mnie bez powodu tak niesympatyczni, że popadłam w depresję lub coś podobnego. Wtedy zaczęło mi się robić coś takiego: trudności z oddychaniem, ból w klatce piersiowej jak by mnie ktoś dusił, nadmiar śliny którą było trudno przełknąć bo w skrajnym przypadku bolało mnie też gardło tak jakby je też ktoś ściskał, zaczynało mi się robić niedobrze ale nigdy nie zwymiotowałam, jednak co mnie nie pokoi to dźwięki przechodzące przez przełyk, coś jak przy odbijaniu ale nie do końca, trochę jak burczenie. Czuje się jak bym miała za dużo powietrza w płucach. Dziwne jest to że wszystko przechodzi jak ręką odjął kiedy leżę na plecach. Muszę leżeć tak kilka godzin żeby po wstaniu nic mi nie było. Czasem przez to zwalniałam się ze szkoły bo nie mogłam wytrzymać. Z czasem stałam się odważniejsza i zaczęłam olewać co ludzie o mnie myślą (choć i tak ten lęk we mnie jeszcze siedzi) ale wciąż miewam te "ataki". Nie wiem czy to nerwica czy choroba płuc ponieważ mam też alergię na pyłki traw i grzyby unoszące się w powietrzu. Dopiero teraz zacznę odczulanie a nieleczona alergia prowadzi do astmy. Często nie mogę oddychać (nawet gdy leżę), miewam też suchy kaszel, wprawdzie bez krwi ale czasem czuję jej metaliczny smak. Boje się bo mam wrażenie, że jeśli chodzi o oddychanie to mi się pogarsza. Proszę o pomoc lub naprowadzenie co by to mogło być.
Pozdrawiam.




