Witam.
Mam problem z lewym barkiem. Cała moja historia zaczęła się dobre 3 miesiące temu na snowboardzie, podczas upadku na desce podparłem się lewą ręką i poczułem jak mi coś w barku przeskoczyło. Nie czułem bólu z początku. Po powrocie do domu bark zaczął dawać mi się we znaki przy niektórych ruchach, nie było reguł które ruchy mogę wykonywać a które nie. W nocy pojechałem do szpitala, zrobili mi prześwietlenie, lekarz stwierdził przeciążenie barku i zalecił dwa tygodnie odpoczynku. Zrobiłem sobie 3 tygodni przerwy i powróciłem na treningi mma, przed treningiem nasmarowałem bark maścią rozgrzewającą, porządna rozgrzewka barków i pozostałych stawów. Cały trening fajnie przeleciał, pod koniec treningu podczas ostatniego sparingu w momencie, gdy próbowałem obalić sparing partnera poczułem nagły, ostry ból w lewym barku i sekundowy bezwład w lewej ręce. Od razu położyłem się na macie i przeleżałem resztę treningu. Po tym wypadku udałem się prywatnie do ortopedy, pomacał mnie po barku, sprawdził zakres ruchu i stwierdził naderwany przyczep mięśnia, minimum 6 tygodni przerwy. Zdziwiło go jedynie to, że mogę robić pompki i nie czuję bólu, ból odczuwałem tylko przy niektórych ruchach. Dziś minęły dobre dwa miesiące, normalnie ruszam lewą ręką, ale dalej przy niektórych ruchach czuję to samo kłucie. Robię pompki, podciągam się na drążku, nie czuję bólu przy ćwiczeniach siłowych, nie wiem jak z większymi ciężarami, bo od momentu wypadku nie byłem na siłowni ani na treningach mma. Gdy prawą ręką złapię się za lewy bark i robię krążenie ramieniem to czuję chrupanie w lewym barku. Ból się często pojawia w momencie, gdy chcę coś rzucić lewą ręką np. piłkę tenisową itp, ale proste uderzenia mogę wyprowadzać normalnie bez żadnego bólu. Moje pytanko brzmi czy to może być naderwany przyczep mięśnia, skoro robię pompki, podciągam się na drążku, ostatnio nawet pływałem ? Sam już nie wiem co mam o tym myśleć :/



