Od dziecka cierpię na nadczynność tarczycy, aczkolwiek nigdy nie miałam z tym problemów. Aż do teraz kiedy daje o sobie znać, mam 31 lat. Wyraźnie widzę że moja powiększona tarczyca powoduje, że jestem często nerwowa (tak jakbym wypiła za dużo kawy), czasami ale nie codziennie kołacze mi serce bardzo szybko, raz się tak przestraszyłam, że nie mogłam spać, i ze strachu kołatało jeszcze bardziej, koszmar. Postanowiłam, że pójdę do endokrynologa, prywatnego, nie mogę czekać nie wiadomo ile na wizytę (wiadomo jak jest z naszą służbą zdrowia).
Ostatnio gdzieś przeczytałam w necie, że choroba ta może wywołać chorobę psychiczną czy nerwicę, czy to może być prawdą?
Co się dzieje z organizmem kiedy nie leczymy tego schorzenia?
I czy jest szansa, że w moim wieku mogę wyzdrowieć z nadczynności tarczycy ale tak do końca, że nigdy już nie będę musiała brać leków? Nie chcę ich brać przez całe życie. Zamierzam zajść w ciążę, a słyszałam, że leki te są niebezpieczne dla płodu.
Ah i podobno przy nadczynności jest się bardzo chudym. U mnie jest odwrotnie, ważę 63kg przy wzroście 165cm. Powiedzcie jak to jest możliwe?




