Problemy z nerwicą lękową zaczęły się u mnie jakieś pół roku temu, kiedy ubzdurałam sobie, że mogłam zarazić się hiv lub hcv w salonie piercingu. Okres od tej bzdurnej myśli do odebrania wyniku pamiętam jako ciągłe leżenie w łóżku, strach i znajdowanie u siebie wszystkich objawów choroby. Gdy dowiedziałam się, że jestem zdrowa jak ryba, ucieszyłam się niezmiernie i myślałam, że mój problem się skończył. Jednak nie, napady lęków, wrażenie drętwienia, niepełnej sprawności kończyn, obawa przed zachorowaniem to była moja codzienność, do momentu aż, jak złudnie mi się wydawało, pokonałam tą okropną przypadłość i żyłam jak zawsze. Nareszcie czułam się sobą, byłam wolna i szczęśliwa. Jednak od czasu do czasu miałam wrażenie, że moje ręce są słabe, ale nie zwracałam na to zbytniej uwagi, dopóki nie zaczęły boleć mnie nogi (stawy w biodrach, piszczele) jak przypuszczam od nadmiernego chodzenia w niewygodnych butach po nierównych, zaśnieżonych ulicach, a moja koleżanka mi opowiedziała o znajomej którą bolała noga i po czasie okazało się, że ma stwardnienie rozsiane. Pamiętam, że poczułam jakby ktoś wylał na mnie wiadro gorącej wody, zdrętwiały mi momentalnie ręce i nogi, a w piersi znów czułam narastające uczucie strachu i paniki.
Od kilku dni znów mam problemy z zaśnięciem i zapanowaniem nad emocjami, a ponad to czuje jakby moje ręce i nogi były strasznie zmęczone i w ogóle nie miały siły. Wydaje mi się, że nasila się to w momencie w którym zaczynam się stresować lub myśleć o tym, że mogłabym być chora. Ale czasem już sama nie wiem czy boję się i zaczynają się te dolegliwości, czy zaczynają się dolegliwości i wtedy się boję.
Poszłam do lekarza po skierowanie na badania krwi, gdyż podejrzewam, że mogę mieć problemy reumatoidalne i spodziewałam się poważnego potraktowania mojej osoby, a co najistotniejsze indywidualnego. Jednak po wysłuchaniu co mnie boli i uwagi odnośnie "sztywnienia" kończyn i prośby o skierowanie, zapytał czy to wszystko. Zero jakiegokolwiek dialogu, zainteresowania. Czułam się zignorowana i jeszcze bardziej mnie to przybiło. Już czasem nie mam siły bić się z myślami i nie wiem co robić... W końcu każdy boi się choroby... Tylko mnie myśl o niej doprowadza do całkowitego wyczerpania i paranoi... Nerwica to chyba "przyjaciółka" na zawsze.




