Cześć,moja sytuacja wygląda następująco...
W zeszłym tygodniu (22 stycznia) kochałam się ze swoim partnerem bez zabezpieczenia,gdzie efekt końcowy skończył się we mnie. Szczerze powiedziawszy, nie zastanawiałam się w owym momencie,czy mam dni płodne,bo od jakiegoś czasu współżyjemy bez 'pomocy'...!? Od pamiętnego piątku aż do niedzieli(24 stycznia) sytuacja powtórzyła się czterokrotnie. W poniedziałek sprawdzałam swój 'kalendarz dni płodnych' i wygląda na to,żer od zeszłego czwartku aż do środy tego tygodnia mam dni płodne,co oznacza,że szansa zajścia w ciąże była BARDZO DUŻA!
Tak,wiem,spełniłam wszystkie warunki,jednak zastanawiam się,czy to już przesądzone,bo przecież jest wiele czynników,które wykluczają ciążę. Pod koniec grudnia przyleciałam do chopaka do Anglii,więc zmiana klimatu miała swoje miejsce. Ponadto,troszkę spadłam z wagi i moje jedzenie nie było urozmaicone. Jeśli chodzi o mojego partnera,od kilku lat pracuje w systemie nocnym i sam przyznaje,że jest wykończony takim trybem życia. Rozmawiałam z nim na ten temat i twierdzi,że to raczej wykluczone,bo jest naprawdę zmęczony,a to też wplywa na ilość i jakość plemników.
Mam tysiąc myśli na minutę. Na test jest jeszcze za wcześnie,bo to dopiero pierwszy tydzień. Od razu zaznaczam,że nie będę lamentować,jeśli okaże się,że noszę w brzuszku dzidziusia,chociaż przyznam,że najpierw chciałam dokończyć studia i poukladać reszte spraw osobistych. Chciałam jeszcze dodać,że od wczoraj czuję się paskudnie,boli mnie brzuch i jest mi niedobrze,a dzisiaj doszły bóle w pochwie,przypominające zapalenie pęcherza. Zdaje sobie sprawę,że to za wcześnie na jakiekolwiek objawy i wykluczam wszelkie 'urojenia',bo w głębi duszy chciałabym już być mamą,więc wszystko zostawiam temu na górze!
Będę wdzięczna za odpowiedzi! Pozdrawiam,Agnieszka




