Witam. Mój problem najlepiej przedstawię w formie historii, bo być może wszystko ma ze sobą coś wspólnego.
Mam 18 lat, 176 cm wzrostu, 70 kg wagi (2 miesiące temu 73-74). W listopadzie zachorowałem, miałem wysoką gorączkę, katar, ból gardła itd. Wieczorem gorączka skoczyła do 40 stopni i pojechałem na pogotowie, gdzie lekarka osłuchała mnie i stwierdziła, że to tylko ciężkie przeziębienie. Brałem apap, rutinoscorbin i tantum verde, po kilku dniach przeszło, aczkolwiek przy oddychaniu słyszałem charczenie w płucach czy oskrzelach. Ok. półtorej tygodnia później chwycił mnie okropny ból gardła (bez gorączki), nie potrafiłem nic przełykać ani mówić, do tego katar i kaszel (nie umiałem przełykać śliny, więc odpluwałem). Pojechałem do swojej lekarki, stwierdziła zapalenie oskrzeli, przepisała lek klabion 250, do tego strepsils. Zaleciła abym pierwszą dawkę przyjął podwójną (2 tabletki), tak też zrobiłem, tego samego wieczora wymiotowałem żółtym strumieniem (flegma? ropa?). Potem wszystko się uspokoiło i wróciłem do zdrowia.
Niestety, jakieś 1,5 miesiąca temu nagle na lekcji poczułem się okropnie - złapały mnie dziwne duszności, mdłości, musiałem wrócić do domu. Jako, że taki stan utrzymywał się u mnie jeszcze dzień, pojechałem do lekarza. Lekarka mnie osłuchała, obejrzała gardło, zbadała ciśnienie i ekg. Uznała, że "strasznie się denerwuję" (puls przyspieszony, ciśnienie w normie), kazała brać w sytuacjach zdenerwowania persen i tyle. Kolejne 2 tygodnie wszystko się w miarę uspokoiło, czułem się prawie dobrze. W tym czasie dentysta (z powodu ropy) przepisał mi również Ospamox 1000, do którego brałem probiotyk. Od tej wizyty u lekarza biorę też magnez.
Jakiś czas po zakończeniu kuracji ospamoxem, niestety, siedząc ze znajomymi na piwie (byłem w połowie pierwszego i jedynego) znów poczułem okropne mdłości, duszności już lżejsze, wybrałem się znów do lekarza, po badaniach krwi i moczu: wszystko w normie, poza hemoglobiną (13.9), OB wysokie ale w normie (9), natomiast podwyższone TSH (5,80). Dostałem skierowanie do endokrynologa i tyle. Jednakże do teraz utrzymują mi się następujące objawy, z których prawie żaden nie pasuje mi do niedoczynności tarczycy:
- mdłości, czasami delikatne, czasami ostre (wymiotowałem tylko raz)
- raz mam apetyt, raz jadłowstręt, często chcę coś zjeść, ale boję się z powodu mdłości
- utrata wagi (w styczniu 74 kg, obecnie 69-70)
- czasami odpluwam flegmę
- duszności, czasem lekkie, czasem mam uczucie, że nie potrafię nabrać powietrza w płuca
- przy głębszych wdechach i przełykaniu (nawet śliny) zdaje mi się, że mdłości się potęgują
- często suchość w ustach, cały czas chce mi się pić
- uczucie czegoś w gardle, jakby przylepionego, co przeszkadza mi przy oddychaniu i połykaniu, a czego nie umiem odkrztusić. Czasami również ścisk w gardle.
- napady gorąca
- czasami osłabienie takie, że mam wrażenie, że zaraz się przewrócę, czasami nerwowość i nadpobudliwość
- chwilami ataki paniki
- czasami skłonności depresyjne
- mimo, że nie mam kataru, czasami mam uczucie zatkanego nosa i nie umiem się "wysmarkać"
- czasami pobolewa mnie lewa dolna część pleców, czasem ma uczucie przeszkadzania i "szarpania" w lewym boku, czasem w prawym
- czasem mam uczucie niesmaku w ustach, jednak jest to mało uporczywe (zęby myję regularnie)
Przede wszystkim dręczą mnie te mdłości i fakt suchości w ustach. Tak samo duszność (wywołuje głębsze oddechy, co z kolei podrażnia to "coś" w gardle, co potęguje mdłości itd. Napicie się czegoś nie załatwia problemu suchości w ustach ani mdłości. Dodam, że odżywiam się raczej nieregularnie (ale żadnych zaparć ani biegunek nie mam), alkohol piję okazyjnie, od 1,5 roku palę papierosy).
Za miesiąc matura, a ja tu się zastanawiam, jak na niej usiedzę, jeśli nagle złapią mnie mdłości i duszności, nie będę umiał się skupić na niczym... Tragedia. Moje pytanie: czy to faktycznie nerwica tudzież ogólnie stres plus niedoczynność tarczycy, czy może mi być coś poważniejszego? Lekarka powiedziała też, że powodem takich sensacji mogą być zmiany hormonalne, ale żeby aż tak? Czasami naprawdę nie umiem wytrzymać, a myśl o tym, że trzeba będzie wysiedzieć w szkole czy na maturze przy takim samopoczuciu tylko pogarsza sytuację. A może to coś z gardłem/przełykiem? Jak mówiłem, te mdłości wydają mi się podchodzić nie od żołądka, tylko właśnie z powodu czegoś w szyi.
Biorę: Bioforte immuvit 2x dziennie, mgb6 1x dziennie.
Przepraszam za tak długi post i z góry dziękuję za odpowiedź!




