Pomocy... Prosze... Nie moge juz tego dluzej wytrzymac... Nie wiem co mi jest i to najgorsze...
Najczęściej to dzieje się w szkole. Siedzę gdzieś na uboczu, gdzie jest jak najmniej ludzi. Mam wrażenie, że wszyscy mnie obgadują i się ze mnie śmieją. Mało tego bardzo szumi mi w głowie. Idąc do szkoły wydaje mi się, że ludzie chcą mnie okraść i mnie śledzą. Jaki głos nie usłyszę wydaje mi się, że należy do kogoś kogo znam i ta osoba mnie właśnie obgaduje. W ogóle nie wyrażam uczuć twarzą. Nie rozmawiam w szkole z nikim, jeśli nie ma takiej konieczności. Jestem dla wszystkich nienormalna i tak już pozostanie do końca tej szkoły. Chciałabym nauczanie indywidualne, ale nie mam pojęcia jak je załatwić. Mam też (bardzo) dziwne sny (z udziałem wielu ludzi z otoczenia), jeśli to ma w ogóle jakieś znaczenie. Wracając do moich dziwnych zachowań, często też chce mi się płakać bez powodu. Mam jakieś takie napady. Ostatnio popłakałam się na ulicy i ludzie na mnie dziwnie patrzyli, przynajmniej w moim odczuciu. Potem mam nagle ataki śmiechu, wariuję, biegam po domu i mi odbija. Unikam także towarzystwa ludzi nie tylko w szkole. Gdy widzę, że ktoś idzie do tego sklepu co ja i jest w nim więcej niż paru ludzi, natychmiast wychodzę. Gdy ktoś się na mnie gapi wbijam wzrok w podłogę i idę tą drogą gdzie jest mniej ludzi. Myślałam, że to fobia społeczna, ale rodzice mówią, że sama sobie wmawiam choroby, to normalne w moim wieku, każdy to ma... Taa, jasne każdy to ma. Inni chodzą do tej durnej szkoły z uśmiechem na twarzy, a ja na ulicy oglądam się czy nikt mnie nie śledzi i nie podsłuchuję. Nie mogę tego wytrzymać. Najchętniej zaszyłabym się w domu. Brałam kiedyś jakieś leki w aptece na depresję, bo myślałam, że mam depresję. Może i ją mam, ale te leki mi nic nie dały. Bo były na receptę, pewnie dlatego. Byłam u psycholog, ale mi w ogóle nie pomogła. Rozwiązywałyśmy durne zadania, uśmiechała się głupkowato, zmuszała mnie do kontaktu wzrokowego i spowiadania się jej "jutro będzie lepiej, uśmiechnij się, życie jest piękne". W ogóle mi nie pomogła i bardzo źle wspominam tą wizytę. Chciałam iść znowu, ale boje się, że znowu będzie tak samo. Myślałam też o psychiatrze, ale za każdym razem jak się rejestruje jednak nie idę ze strachu. Nie wiem, czy mi coś naprawdę jest, czy nie. Wiem, że jestem dziwna i coś jest nie tak, ale czy to choroba, czy to przejdzie, czy co to jest? Nie mogę nigdzie wyjść, bo słyszę głosy i boję śledzenia, obgadywania, okradnięcia... Mam też wrażenie, że ktoś mnie chce zabić niekiedy. Obcy człowiek którego nic nie obchodzę. Nie umiem pohamować tych myśli. W towarzystwie ludzkim boli mnie głowa, brzuch, kołotaje serce (nie wiem jak się piszę to słowo, ale chyba wiecie o co mi chodzi), pocę się i robi mi się niedobrze. Jak mogę to uciekam, jak nie to denerwuję, stresuję i ciągle robie z siebie idiotkę. Nie umiem w ogóle pracować w grupach, bo wpadam w szał, nie odzywam się i ciągle patrzę na zegarek kiedy koniec tych tortur. Dodam też, że prawie nic nie jem. Śniadanie - najczęściej nie jem, obiad - np. sałata, kolacja - zazwyczaj nie jem. Ciągle prez to chudnę. Nie wiem czy to nie jadłowstręt, ale jak juz sie zmuszę to przeciez moge normalnie zjesc. Czuje ze jak nie jem to bede silniejsza psychicznie w szkole. Wiem ze jestem glupia... CO mi jest??





