Witam serdecznie
Pierwszy raz pisze na tego typu forum. Chciałbym doświadczyć jakiś rad od Państwa…może ktoś jest lub był w podobnej sytuacji co ja…
Mam 25 lat. Jestem raczej przystojnym wysokim brunetem. Od kilku lat mam problemy ze sobą, tzn. z moją osobowością.
Obecnie jestem studentem i z różnym skutkiem radze sobie z nauką. Mam poważne problemy z nastrojem i koncentracją. Często bywam osowiały, bez humoru. Najprostsze rzeczy sprawiają mi trudności. Często czytając jakiś tekst po chwili go zapominam i nie potrafię przytoczyć choćby tematu, jakiego on dotyczył. Mam bardzo krótką pamięć. Unikam kontaktu z otoczeniem. A kiedyś tak nie było…
Głupi przykład to to ,że chodzę prawie codziennie do tego samego sklepu i praktycznie nie zamieniam z sympatyczną ekspedientką praktycznie żadnego zdania…wymieniam listę zakupów i po wszystkim mówię „do widzenia”… … rozmowa z piękną młodą ekspedientką nie daje mi satysfakcji…takie zachowanie nie jest przecież normalne… czuje że mam w głowie silną blokadę, która siedzi i nie pozwala mi się wyluzować tak jak kiedyś
Boli mnie też, że „tłumoki” z mojej miejscowości, którzy nie potrafili w podstawówce dodawać w zakresie „10” jakoś radzą sobie z życiem, cieszą się nim…a ja pomimo tego że parę lat temu zdałem maturę na prawie samych 5,0 nie potrafię być radosny i otwarty na ludzi…to nie jest sprawiedliwe…
Kiedyś ( 15-20 lat) często słyszałem że jestem bardzo inteligentnym mężczyzną…
teraz mam wparcie jedynie w mojej cudownej dziewczynie, która chyba z miłości do mnie stara się nie zauważać mojego umysłowego„kalectwa” …
najgorsze jest to, że boje się ludzi pewnych siebie… przy bezpośredniej wymianie zdań tracę przez to siły witalne i prawie zawsze przy dłuższej rozmowie wychodzę na kretyna i impotenta umysłowego…nawet jeśli ta druga osoba to jakiś ewidentny prostak.
Nie potrafię się obronić słownie przed krytyką innych…czuje się niekiedy jak „worek do bicia”…
Od dłuższego czasu trudno jest mi poskładać myśli i się wysłowić… jąkam się…to jest żałosne…więc wole milczeć i unikać przygodnych konwersacji…oczywiście sytuacja z najbliższymi jest inna (nieco lepsza)…choć to nie jest moim zdaniem to, co mogłoby być…
Chciałbym żeby mój stan wrócił do normalności…żebym miał więcej odwagi i lepsze relacje z ludźmi.
Często mam ochotę po prostu usiąść i się rozpłakać…bo jak tu żyć, skoro boje się otoczenia …wszystko co wiążę się z kontaktem z osobami „trzecimi” robie z ogromną niechęcią…to katorga w moim przypadku… na studiach trzeba „walczyć” o „byt”, o własne poglądy….
tylko jak to robić bez siły przebicia…?
2 miesiące biorę regularnie deprim (3 tabletki dziennie)…niestety nie widzę znacznej poprawy…no ale nie wiem z drugiej strony jakbym się czuł gdybym tych tabletek nie łykał…może byłoby jeszcze gorzej…
w przeszłości nie miałem raczej przykrych incydentów, które mogłyby wpłynąć na mój stan psychiczny…
Nie chce dalej tak żyć…umyka mi młodość…a ja się cofam w rozwoju…
Proszę o pomoc…i rady



