Witam!
Od ponad 2 lat leczę się na łysienie plackowate. Niestety tak to już bywa, że dla dziewczyny jest to szok. Wiele moich koleżanek powiedziało mi, że niewytrzymałyby tego, bo włosy to dla nich największy skarb. Cóż, ja to znoszę, bo wiele osób mi mówi, że przecież nie umrę z tego powodu, więc jest to do zniesienia.. Hm... i tu pojawia się problem. Po takim czasie nie do końca pociesza mnie to. Przechodząc do sedna sprawy.. Kiedyś byłam osobą bardzo spontaniczną, wyluzowaną, szaloną i cieszącą się życiem... niby nie jest dziwne, że trochę sytuacja się zmieniła, lecz w ciągu ponad roku zaczęłam się strasznie bać ludzi, zawsze byłam trochę zakompleksiona, ale nie do tego stopnia, jestem strasznie drażliwa i byle teks kogoś, który ma być śmieszny, a już staje się dla mnie irytujący. Martwię się, gdyż ten lęk przed ludźmi zrobił się moją fobią, mam nawet problem, aby o coś się spytać ekspedientki w sklepie odzieżowym... Do tego nagle moja pamięć zaczęła zawodzić. Wydaje mi się, że to nie jest depresja, ale czasem muszę sama ze sobą w środku walczyć, aby nie zmienił mi się nastrój, mam niesamowite huśtawki nastroju, ludzie mnie irytują, a zarazem tych obcych boję się, boje się zaufać, kontaktu jakiegokolwiek. Ludzie poprostu myślą, że nieśmiałą jestem, ale czuję ze w głębi duszy jestem zupełnnie inna. Łysienie zaczęło się od testów gimnazjalnych, potem stres w liceum(byle sprawdzian i lęk przed zbłaźnieniem się przed innymi paraliżował mnie). Czy powinnam zgłosić się do psychiatry? Czy mogę mieć nerwicę, a może to jest zwykły lęk, który sama powinnam zwalczyć?(( niestety probuję bez skutków, zawsze się zadręczam w nocy, że coś żle zrobiłam i przez to źle sypiam)Na co dzień wydaje się normalną, nieśmiałą dziewczyną, ale czuję, że cały czas pesymistycznie patrzę na świat, nie umiem się cieszyć, kiedyś byłam szaloną optymistką.... Proszę o odpowiedzi



