Witam.
22 kwietnia tego roku nabawiłem się kontuzji na meczu. Jak później lekarz zdiagnozował - rozerwanie torebki stawowej. Chciał mi dać noge do gipsu na 3 tyg, lecz odmówiłem. Proponował załatwić sobie szyny na tą noge i unieruchomić, lecz gdy poszedłem do sklepu medycznego to Pan sprzedawca powiedział ze nie ma czegos takiego i proponował cos innego w cenie ok400 zł wiec odpusciłem sobie.. Skończyło sie na usztywnieniu nogi w stabilizatorze + moczenie nogi w szarym mydle i smarowanie 3 razy w dniu maścią LIOTON 100.
Dzisiaj jest równe 2 tygodnie od kiedy noga została unieruchomiona. Nie ma już śladu opuchlizny wszystko ładnie zeszło, bólu żadnego nie czuję.. dlatego ostatnie 2 dni chodziłem na zmiane troche o kulach i troche na nogach. i moje pytanie - czy to nie za szybko? czuje że mógłbym już chodzić, ale boję sie że nie odbudowała sie ta torebka całkowicie i będę miał w przyszłości problemy.. a jestem człowiekiem aktywnym fizycznie i przeszkadzałaby mi taka kontuzja..




