Witam , tak czasami czytam co ktoś napisze i sie tak zastanawiam powiedzcie..... wielu z was pisze o objawach itd , ale czy tak naprawde zastanawiacie sie dlaczego macie nerwice i co jest przyczyną? od czego uciekacie podświadomie? z nerwicą jest jak z egzaminem im dłużej go odkładacie tym gorzej sie czujecie i macie objawy w formie wypierania. Dużo oosób widze denerwuje sie objawami , no owszem są one dokuczliwe i potrafią dowalic ale czy coś zmieniacie by newicy nie było? Pozdrawiam
Dorotko...swietnie to ujelas! Nerwica sama nie przejdzie......nawet uswiadomienie sobie swoich konfliktow..... jednak nic nie robienie w kierunku zmian..... nam nie pomoze! Trzeba swiadomie zmienaic swoje zycie...chociaz to czasami strasznie ciezkie i pociaga za soba niezadowolenie bliskich czy otoczenia! trzeba sie podjac tego egzaminu...od razu...zwlekanie tylko pogarsza sprawe!
dzieki Krysiu za poparcie sama coś o tym dobrze wiem , chodze do psychoterapeuttki (do żony od tego psychoterapeuty co ty chodziłaś) i najwazniejsze jest to by był taki co sie specjalizuje w nerwicach , bo wczesniej jak wspominałam chodziłam do innej psycholog a ona sie na objawach skupiała natomiast ta pani psycholog co chodze teraz głównie tylko na przyczynach, teraz wiem że ja musze zmienić to najgorzej że nie moge tego odrazu zrobić no i dowala bo im bliżej tego tym gorzej sie czuje, ale wiem że głównym powodem jest to własnie, że mam sie wyprowadzić z jednej strony jest zżycie z rodzicami a drugie podświadomie nie chce zrobić kroku w tą dorosłość i to rodzi mój opór , pomimo iż jestem tak zżyta z rodzicami , chce powiedzieć tyle że nie tylko jeden konflikt może być ale chodzi o to by zmienić też wewnętrznie siebie , bo konflikt można rozwiązać ale pod warunkiem że zmienimy swoje podejście , by nie obarczać ciągle siebie , owszem jest to trudne , ale tak jak mi psycholog powiedziała gorzej jest uciekać przed czyms bo wtedy jest gorzej i wiem jedno teraz wszystko w moich rękach , dlatego jeśli moge zaapelować do innych zajrzycie w głąb siebie i zastanówcie sie przed czym tak naprawde uciekacie.
Dzieki Basiu , serdecznie zapraszam do podzielenia sie swoimi doświadczeniami, bo tak jak mówie może lepiej zastanowic sie nad przyczynami niż opisywać ciagle objawy, bo prosciej pisac o objawach niż skupić sie na przyczynach tego , przecież nic samo z powietrza sie nie bierze
Właśnie...moja terapeutka tez sie skupia bardziej na przyczynach:)...teraz nie mam za duzo czasu...ale napiszę na pewno moje przemyślenia przez ten rok trwania terapii:)
Witam!!! Dorotka jaki świetny pomysł...ten temat rewelacyny bardzo mi się spodobał jeżeli moge bardzo chętnie się dołączę i bede tutaj pisac:))) Powiem Wam ze nieraz mnie wkurza piszę wypluwam wszystko z siebie doradzam a do danego brzydko się wyraze "osobnika " nic nie dociera tak jakby ktoś robote za niego zrobił.. Przecież samemu trzeba się pomęczyć szukać przyczyny szukać odpowiedniej literatury przecież każdy jest indywidualny jak i jegi problem;a lekarstwa to juz ostatecznosć bo po co nafaszerować sie i chodzić jak ... Ja z nerwicą poradzilam sobie przez wytrwała pracę nad sobą i udało się ;zrozumiałam siebie otoczenie i w tych samych warunkach ; w tym samym otoczeniu żyje mi się dobrze i nie mam nerwicy bo zobojętniałam i inaczej wszystko odbieram bardziej na luzie.. Pozdrawiam mam nadzieje że bedzie tutaj swietna atmosfera...:)))
Mysle ze to co napisala Dorotka.... jest bardzo istotne w leczeniu nerwicy....to klucz do wyzdrowienia...puki nie zrozumiemy ze mijamy sie ze swoim prawdziwym JA..... nerwica bedzie powracac...poprostu przypominac nam swoimi objawami ze dzialamy nie zgodnie ze soba! Znam pare osob ktore do tej prawdy jeszcze nie doszly i wola sie uzalac nad swoim losem niz szukac w sobie prawdziwej przyczyny objawow! Dorotko tez mysle ze bardzo wiele zalezy od psychoteraputy....Pan J. jest swietny...widze ze jego zona tez ! jestes na dobrej drodze...wprowadzaj powoli te zmianay...tak od razu sie nie da....twoja praca nad soba juz niedlugo zaowocuje :))) Trzeba byc szczerym samym ze soba...czasami az do bolu....bo prawda o nas.... czasami jest przytlaczajaca....najwazniejsze to uswiadomic to sobie....nie obwiniac sie o nic...i zaczac zmieniac...co sie da!
Dzieki dziewczyny za wsparcie postu :) dokładnie to jest ważne tak jak terka napisała można sie obwiniać i użalać czemu to mam akurat ja , wiem to sama po sobie bo w czasie dołka też to pytanie sobie zadaje, tabletki i tak nic nie zmienią,nie wyleczą nerwicy , jeśli przyczyna ciągle będzie , sama zmiana siebie owszem jest ciężka napewno patrze inaczej na pewne rzeczy i na siebie , ale wiem od czego uciekam i czego sie obawiam napewno nie potrzebnie. Tak Krysiu masz racje jest dobra i bardzo trafnie potrafiła mi np powiedzieć że boje sie np odrzucenia przez innych że robiłam wszystko dla innych tylko dlatego żeby mnie lubili za to że coś dla nich robie a nie dlatego jaka jestem , by nie musieć sie przypodobac to są niby drobne elemnty ale istotne , tak samo np jak moje uzależnienie od mojej mamy gdyż robiłam zawsze jak ona chciala nie majac swojego zdania , przez to brak swojej wolności wewnetrznej a teraz by stanac na swoje nogi nie czuje poczucia bezpieczeństwa
Dorotko...BYLAM dokladnie taka sama jak ty! I mialam identyczne problemy! ten lek przed odrzuceniem czesto bierze sie z niskiego poczucia wlasnej wartosci...dlatego tak trudno nam NIE! Dzisiaj juz dosc twardo stoje na wlasnych nogach i to wiele zmienilo w moim zyciu...nauczylam sie tez odmawiac i nie pozwalam innym na przekraczanie wytyczonych przeze mnie granic! nikt mnie nie odrzcil....a ja z ta odmiana bardzo dobrze sie czuje! jednak zanim do tego doszlam...bywalo roznie...pewne wzorce zachowan byly gleboko wryte...kiedy wprowadzalam zmiany...czesto pojawialo sie poczucie winy! na poczatku bardzo to przezywalam...jednak nauczylam sie ignorowac wyrzuty sumiena bo wiedzaialam ze robie tak dla wasnego dobra...nie krzywdzac nikogo po drodze!
no dokładnie mnie czasami dowala tak że szok alebo wyprzedzam fakty że to i to będzie ale im sie zbliżam do swojego konfliktu tym gorzej organizm reaguje i normalne że to bedzie ciężkkie i nie przejdzie odrazu tylko po czasie
Hejka...to ja teraz troszkę opowiem o sobie:) Na początku terapii rozmawiałam o tym co sie ze mną dzieje...gdzie sie gorzej czuję. Po paru terapiach psycholog mi mówi...pani cały czas o objawach a my musimy poznać przyczyny!!! Co wywołuje u pani te lęki!!! No i sie zaczęło...szperanie w swoim życiu...od tych najmłodszych lat!!! Wyszło mi tego dośc trochę... Ojciec mieszkał z nami przez 13-14 lat...był i jest alkoholikiem...po mimo iż pił i nas niszczył...mi zawsze było go żal. Zawsze byłam po środku...chciałam nie podpaść mamie ale chciałam tez być po stronie taty. Teraz widzę że on mnie typowo wykorzystywał!!! Bo Basia miała dobre serduszko to za swoje zaskórniaki kupował a tacie papieroski lub piwko. A jeszcze moją najukochańszą babcią była jego mama...tez nie chciałam jej podpaść by mnie nie odrzuciła dlatego pomagałam jej synkowi:( Do tego jeszcze po 27 latach zauważyłam ze ja nie żyje swoim życiem!!! Żyje tak jak sobie to zaplanowała moja mama!!! Głupi przykład...moja mama zawsze generalnie sprzątała w sobotę...bo cały tydzień pracowała...ja raz już jako mężatka powiedziałam a lepiej chyba posprzatać generalnie w piątek bo sobota taka luźniejsza...a mama to bez sensu bo w niedziele bedzie brudno. No i dalej robiłam tak jak mama chciała. Po za tym strasznie sie do niej przywiązałam dla mnie model rodziny był ona + my=rodzina. Teraz już wiem ze tak nie jest. Wiem ze te nie które sprawy dotyczące jej na pewno wpływały na moje lęki bo jak tylko próbuje cos zmienić to mam silne lęki! Ale zmieniam to...muszę dla swojego wewnętrznego spokoju. Jeszcze dużo zmian mnie czeka choć by w stosunku do mamy ale ja jestem na nie gotowa! Czas w moim wieku powiedzieć CHCĘ żyć własnyym życiem zgodnie ze swoim sumieniem:)...
Basienko....rozumiem o czym piszesz....o zaleznosci! mysle ze wiekszosc z nas tak wlasnie ma! Dobrze ze juz to sobie uswiadamiasz.....bo na zmiany bedziesz musiala troszeczke poczekac! Nie sa takie proste....osoba od ktorej jestesmy uzaleznione tez tez podswaiadomie bedzie protestowac przeciwko naszym zmiana! Co z kolei w nas wywoluje poczucie winy i nasilenie lekow czy objawow! Z regoly wlasnie wtedy rezygnyujem ze zmian...zeby pozbyc sie tych nie przjemnych objawow! To jednak powinnismy przeczekac....ale przedewszystkim...spokojnie i otwarcie mowic co DLA Nas jest warze...o swojej odrembnosci i swoich potrzebach! Nie mozna wszystkim organizowac zycia...byc zawsze i o kazdej porze....trzeba dla siebie zostawic ten malutki margines....bo w koncu poczujesz sie przytloczona i nieszczesliwa....jak w pulapce bez wyjscia! To taki zdrowy dystans...nad ktorym i ja do tej pory pracuje :)
Basiu tak czytałam i jakbym miała podobne relacje z mama jak ty ciagle robienie jak ona chce bo tak uważałam że jest najlepiej , podam przykład np w tym roku mama mi powiedziala jedziemy na wigilie do dziadków zawsze w domu bylismy i bez mojego zdania zadecydowala , ale pomimo iz powiedziala mi że wybór należy do mnie to była obrażóna a ja podświadomie juz mialam stres że jestem podstawiona pod ścianą gdyż wigilie chciałam spedzić z moim narzeczonym , to jak jej to powiedziałam , to odpowiedziala mi tak że..... ja sie nie licze z rodzina że dla mnie inne rzeczy są ważniejsze , wogóle nnie słuchała moich argumentów ja to wziełam jako atak , na mnie może nie potrzebnie bo powinnam zrobić jak ja chce , ale postanowilam ze bede i tu i tu na wigilii ale wiem że to nie jest tak jak ja chce do końca, pozatym nie mam sił jeździć jakies ostatnio lęki mam chyba przed ta wyprowadzka i dowala mi strasznie a musze sie znowu zmuszać do czegoś. Tak właśnie jest że niby daje mi prawo wyboru ale podświadomie wiem o co chodzi. To uzależnienie od mamy też mam jest mi ciężko , boje sie zmiany i z moim facetem którego kocham ale nie czuje jakby też poczucia bezpieczeństwa przy nim, jak również wejscia w to dorosłe życie ciągle chciałabym by ktoś za mnie coś zrobił powiedział minie ci to przejdzie bo to ci do skiwera czy to, a to jest z tego ze tak mama robiła za mnie i decydowala
No Dorotka ja np nie wierzę w swoje mozliwości a to też dzięki mamie ...zawsze było ty nie dasz radę...daj ja to zrobię lepiej...daj ja to zrobię szybciej!!! Teraz próbuje to na moich dzieciach...ale ja już sie sprzeciwiam bo w końcu nie jestem jakas upośledzona i mam swoje zdanie...to nie raz słysze jaka to ze mnie matka bo nie pomoże 4-latkowi sie ubrać. A ja siedzę koło małej i jej tłumaczę ubieraj sie bo jesteś duża i dasz rady ty to potrafisz...a tu nagle babcia zza winkla...no żeby dziecku nie pomóż!!! Tak ze moje dzieci już też mają taki kogiel0mogiel w głowie!!! Ale nie dam się ...zreaztą dużo już osiągnęłam!!! Kiedyś mojej mamie przeszkadzało ze ja siedzę przed koputerem to ja posłuszna córeczka wyłaczałam żeby mamusi nie denerwować...a teraz...może sobie gadać...a ja i tak siedzę tyl;klo jeszcze nad wyrzutami muszę popracowac bo źle sie z tym czuję.....że mamusi nie słucham:)