Hej, naprawdę teraz te preparaty tak działają, że kurzajka całkowicie znika? Jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić, bo pamiętam, co musiałam przeżywać jak byłam mała i musiałam chodzić do dermatologa na zamrażanie kurzajki, którą - tak nawiasem mówiąc złapałam na basenie... I groźna Pani doktor z taką wielką butlą (chyba z azotem) zamrażała mi kurzajkę, a później jeszcze musiałam chodzić z takim białym paluchem :)
A ja skusiłam się na wymrażacz wartix, tylko robiłam jeden błąd bo zamiast odczekać aż kurzajka odpadnie to ja ją urywałam, a potem się dziwiłam że znowu odrasta. A ona odrastała, bo ja urywałam sam łepek a korzenie zostawały. Teraz już wiem, że wymrażanie pomaga, ale tylko wtedy gdy pozwolimy kurzajce całej odpaść.
Wyrywać kurzajek przy zamrażaniu nie jest wskazane, gdyż one same znikną. A Wartiix naprawdę działa, jednak trzeba cierpliwie poczekać na efekt. Ostatnio zaaplikowałam go siostrzeńcowi na małą nową kurzajkę i tu sama się zdziwiłam, bo znikła już po 5-ciu dniach.
Wyrywanie kurzajek, masakra. Ostatnio gdzies nawet wyczytałam że jedna laska wygryzła sobie to badziewie. Po co się tak katować. Ja jak na razie mam spokój, ale nie będe swoimi ząbkami wyrywać kurzajki, zdam się na wartix czy inny lek wymrażający, bo jakoś tak mało odważna jestem :-)
Ale ja najpierw wymroziłam tą kurzajkę, zrobiła się taka biała i gdzieś za dwa dni zaczęłam ją skubać paluchami oczywiście nie wytrzymałam i urwałam skórę. No a korzeń został i kurzajka znowu odrosła. Tak na żywca nie rwałam, nie wycinała, ani nie wygryzałam kurzajek.
Kiedyś gdzieś czytałam jak ludzie walczyli z kurzajkami na własną rękę, a mianowicie:
- wycinali kurzajki cążkami, - wypalali rozżarzonymi narzędziami, - wygryzali, - obwiązywali jakimiś nitkami i niby podczas pełni kurzajka miała zniknąć, - nacierali glistnikiem jaskółcze-ziele (choć przyznam, że to działa po dłuższym stosowaniu/nacieraniu), - wygryzali i polewali spirytusem
Więcej już nie pamięta, ale było tego sporo. Ja nie lubię bawić się w doktorów-masochistów, wolę ją wymrozić u dermatologa albo w domu za pomocą wspominanych już tutaj wymrażaczy.
No pełnia księżyca już była, więc odpada sposób z nitką hehe a reszta to tylko po głębokim znieczuleniu alkoholowym. A czytałam tez gdzieś, że kurzajka potrafi sama zniknąć ale sama niestety tego nie doświadczyłam i musiałam ratować się aptecznymi sposobami, bo do lekarza mi sie nie chciało iść.
miałam kurzajki wielokrotnie zamrażane, ostatecznie największą wyciętą, aż mam dziurę w palcu do dziś jednak nawet po tym zabiegu wyrosła wokół blizny. używałam wszystkiego, aż gdzieś usłyszałam, że niby smarowanie własnym moczem pomaga. sama w to nie wierzyłam, ale nie miałam nic do stracenia. i o dziwo po tym zabiegu kurzajki zniknęły i nie ma ich do dziś.
Pewnie masz na myśli urynoterapie :) Powiem Ci, że ta metoda stosowana od wieków w medycynie naturalnej polega nie tyle co na smarowaniu moczem ran, trądziku, wrzodów, czy tak, jak napisałaś kurzajek, ale na wypijanie całego wydalonego przez siebie moczu (fuuuj). Jednak, jak to pisze w Wikipedii cyt. "Nie istnieją wiarygodne badania naukowe potwierdzające leczniczą skuteczność urynoterapii".
Ale ludzie borykający się z kurzajkami zapewne zrobią wszystko, aby się pozbyć tego świństwa :) I w sumie wcale się im nie dziwie :) Ja jednak wolę bardziej humanitarn metody, czyli wymrażanie.
jak napisałam mi wymrażanie, a nawet chirurgiczne wycinanie nie pomogło. nie wiem czy mniej drastyczne jest posmarowanie kurzajki własnym moczem (przecież nikt nie wspomniał o jego wypijaniu oO).
aczkolwiek sama bym w to nie uwierzyła, gdyby mi to nie pomogło.
ja z kurzajkami walczyłam parę lat temu, teraz już ich nie mam :) - jaskółcze ziele nic nie pomogło - preparat robiony w aptece na receptę też nie dał rady - brodacid kupiony za ok. 10zł (wtedy) załatwił je raz na zawsze, tylko trzeba być cierpliwym, bo na efekty trochę się czeka