Witam.
Przejrzałem kilka postów. Widzę, że wypowiadają się tu osoby, które cierpiały na tę chorobę.
Mój problem jest następujący. Moja matka choruje od lat. Wcześniej, kiedy byłem młodszy, moja wiedza o sprawie ograniczała się po prostu do tego, że mama tworzy różne historie i leczy się "na nerwy". Jeśli chodzi o same objawy, to najogólniej wydaje się jej, że otoczenie, pod przewodnictwem rodziny od strony ojca, spiskuje przeciw niej, "chce zrobić z niej wariatkę", "robi jej za plecami" itd. Ostatnio, najprawdopodobniej wskutek śmierci ojca, choroba uległa nasileniu. Teraz już chcą ją uśmiercić. Za życia, ojciec był jednym z głównych spiskowców, teraz tę rolę przejął jego brat. Ostatnio nawet mu powiedziała, że wie o jego udziale w spisku, oczywiście używając nieco innych sformułowań...
Moje pytanie: czy istnieje jakiś sposób argumentacji, aby taką osobę chociaż chwilowo uspokoić? Ona twierdzi, że zażywa leki, ale ja w to wątpię. Nie mogę na co dzień tego zweryfikować, ponieważ mieszkam 200 kilometrów od niej. Może trzeba zmienić leki? Sytuacja jest poważna, ponieważ w trakcie rozmów zaczynam odczuwać coraz większą nieufność - być może sam w niedługim czasie dołączę do spiskowców.
Pozdrawiam i proszę o odpowiedź.



