Witam serdecznie,
od jakiegoś czasu obserwuje to forum i widzę, że można doczekać się naprawdę konstruktywnych uwag, dlatego zwracam się z prośbą o zapoznanie sie z moim problemem i podpowiedź-GDZIE i CZEGO szukać, bo mnie kończą się już pomysły
uprzedzam, nie da się tego opisać bardzo zwięźle, zwłaszcza, że problem się już ciągnie, więc postaram sie napisać wszystko, gdyż czasem pewne fakty się łączą bardziej, niż się wydawało ;)
Kobieta, za kilka dni kończę 26 lat, studiuję, nie rodziłam (hm, coś jeszcze? ;) )
Najogólniej problemy należałoby określić, jako przewlekłe zmęczenie i problemy z koncentracją
Zaczęło się 3 lata temu. Byłam wtedy na 2 kierunkach jednocześnie (w tym na weterynarii), wobec czego sprawa zmęczenia była łatwo zauważalna, gdyż sporo miałam na głowie ;)
Zgłosiłam się do lekarza z powodu: silnej senności i intensywnych potów. Lekarka powiedziała, że "taki mój urok". Zasypiałam ciągle i w każdych warunkach (w metrze, na podłodze u znajomych, na ławce). Na nogi stawiało mnie coś słodkiego, po czym po pewnym czasie mobilizacji, przychodziła senność i po prostu MUSIAŁAM się zdrzemnąć..potem pobudka, coś do przekąszenia, mobilizacja.... i tak w kółko. Bardzo silnie się pociłam, zwłaszcza po jakimkolwiek wysiłku. Wystarczyło kawałek się przejść do autobusu, a ja byłam cała mokra. Dopiero kilka miesięcy później (kiedy już wiedziałam, że mam rok "w plecy", gdyż przez to ciągłe spanie, nie nadążałam z nauką, z którą wcześniej nigdy nie miałam najmniejszych problemów) zwróciła mi na tę potliwość uwagę pielęgniarka i poleciła mi oznaczyć cukier po posiłku:
10.2007: na czczo (90) i 2h po posiłku (73)
zmieniłam lekarza, zwłaszcza, że miałam już coraz większe problemy z nauką i koncentracją
nowa pani doktor zaleciła próbę z glukozą 50g
29.10.2007 na czczo: 86, 2h po 50g glukozy: 64
morfologia, tarczyca-w normie
dostałam skierowanie do diabetologa, zwłaszcza ze względu na mamę - insulinozależnego diabetyka
pani diabetolog powiedziała, że mamy nadzieję, że to młodzieńcze i przejdzie
listopad 2007: seria badań, zleconych przez dermatologa, ze względu na bardzo silne wypadanie włosów-niestety, głównie w "zakolach"(jak u mężczyzn), nieustające problemy z potliwością, cerą i kłopotliwe "zarastanie"
wszystko trzymało się norm, z wyjątkiem DHEA-S 14,45 (norma 4,02-11,0), więc skierowano mnie do endokrynologa
rok później (ach, te terminy w NFZ ;) ) (12.2008) trafiłam na endokrynologię
ogólnie stwierdzono, że mniej lub bardziej, ale wszystko w miarę się trzyma norm, więc należy przyjąć, że się unormuje jeszcze bardziej ;)
zwrócono uwagę na spadek glukozy po próbie z 75g (nie wiem, ile otrzymano), ale uznano, że jest jeszcze akceptowalny. szkoda tylko, że próba nie została przeprowadzona do końca tak, jak trzeba. Po przyjęciu glukozy...poszłam spać. zero aktywności, nawet umysłowej. domyślam się zatem, że wyniki byłyby gorsze, gdyby zachowała, tak jak należy, tzw. "normalną aktywność". niestety, uświadomiłam sobie to dopiero po wyjściu ze szpitala
jedyne, co na karcie z wypisem nie pokryło się choć na granicy z normami, to insulina: 4,77 uU/ml; (norma 6-15)
ponadto nie spodobał im się "coś" na szyjce macicy (usg) i polecono zrobić usg ginekologiczne
stwierdzono też, że zmęczenie może być związane z miesiączkami (skrzepy, bolesne), choć morfologia była w normie-żadnej anemii itp.
usg gin: 04.2009 : na szyjce to tylko torbielka, ale widać polip w macicy-do usunięcia
09.2009: histeroskopia z wycięciem polipa. całe endometrium polipowate (macica nie chciała się w ogóle wypełnić i cały czas się zapadała)
potem hormony (dwie paczki i odstawienie, ze względu na, najwyraźniej, niedopasowanie do mojego organizmu)
kontrola: polipy malutkie-wniosek, wracamy do hormonów. ale z powodu utrzymującej się od kilku miesięcy bolesności (cyt. w okolicy zatoki Douglasa), zalecono kolonoskopię. zwłaszcza, że od prawie roku mam częste bóle brzucha i problemy z gazami, które potrafią być bardzo nasilone i....bolesne, wcześniej skłonność do biegunek i zaparć, ostatnio raczej wyłącznie do zaparć (a jednocześnie, chudnięcie)
kolonoskopia - wynik: wszystko ok w jelitach + guzki krwawnicze
tego samego dnia: usg- wszystko w normie; lekarz stwierdził, że bóle, to pewnie zrosty (08.2005: appendictis acuta. Diverticulum Meckeli. Pelvoperitonitis. Lymhadenitis mesenterialis)
1,5 tygodnia wcześniej-także gastroskopia (5 i 10 lat wcześniej-stwierdzone nadżerki, bez Helicobacter), tym razem wszystko ok + pobrane wycinki z XII-cy w związku z utrzymującym się od jesieni chudnięciem
wynik: błona śluzowa XII bez zaniku kosmków i hiperplazji krypt. ogniskowo widoczne niewielkie zwiększenie liczby limfocytów śródnabłonkowych do około 20/100 komórek nabłonka. Obraz nie upoważnia do rozpoznania choroby trzewnej.4 wycinki
czyli....wiem, że nic nie wiem
od jesieni sukcesywnie chudnę, pomimo zachowanego apetytu. nie ukrywam, że przy takiej diecie, jak teraz, z moim metabolizmem normalnie powinnam tyć. Tymczasem sukcesywnie się "kurczę". Przez ostatnie lata nie byłam w stanie zejść poniżej 60kg i tego utrzymać (wzrost: 163), teraz ważę 55kg, pierwszy raz od jakiś 10 lat. jeszcze 3kg i dojdę do wagi z podstawówki...a potrafię zjeść więcej, niż mężczyzna
zaznaczam, że nie żyję w permanentnym stresie, bo już się pogodziłam, że kolejnego roku nie zamknę, nie brakuje mi optymizmu, ani...apetytu ;)
a roku nie zamknę, gdyż problemy z koncentracją są nadal. Bardzo ciężko mi się na czymś skupić, bądź nauczyć czegoś na pamięć. Urlop wakacyjny niewiele zmienił, siły skończyły się ... w październiku. Kiedyś potrafiłam ogromną partię materiału przerobić w 2-3 dni, teraz nie radzę sobie z jednym kolokwium, ślęcząc tydzień. Zresztą ciężko znaleźć odpowiednio dużo czasu, bo potrzebuję dużo snu i bardzo szybko się męczę. Ostatnio śpię po ok. 12h, przy czym jest pewna zależność – ok. godziny 5-6 budzę się, obowiązkowo wizyta wc i picie, bo mam totalnie zaschniętą buzię, po czym znowu spanie (tych wcześniejszych parę godzin snu zdecydowanie nie wystarcza, zwłaszcza, że zazwyczaj spokojniejszy sen mam w „drugiej połowie”)
z objawów "neurologicznych" (jeśli mogę je tak nazwać)
- brak skupienia, koncentracji, problemy z uczeniem się na pamięć
-zawroty głowy, częste bóle głowy (zrzucałam to zawsze na niskie ciśnienie)
- coraz częściej...uderzam się w coś głową. czasem "zapominam" np. o futrynie i wchodzę w jej środek, innym razem mam zachwianie równowagi i wpadam na meble
- częste problemy z "plątaniem się języka", zacinaniem, uciekaniem słów etc.
-podczas, gdy lewa ręka jest ciepła, prawa (jestem praworęczna) mi marznie. coraz częściej też sztywnieje. dodam, że choć, jak to w dzisiejszych czasach, codziennie korzystam z komputera, to jest to raczej praca "równomierna". nie gram w gry, nie jestem grafikiem-głównie piszę (oburęcznie) albo czytam, ale przy używaniu myszki-opieram zawsze całą rękę na stole. Robię przerwy. Nie przypominam sobie sytuacji, gdy lewa ręka była zimna, a prawa ciepła
-coraz częściej jest tak również z nogami- lewa ciepła, prawa zimniejsza
- w tym roku zaczęły mi trochę "inaczej" marznąć dłonie. zawsze równomiernie bladły, bądź czerwieniły się (niższa temp.). w tym roku często zdarzało się, że np. dwa palce miałam sine, a pozostałe blado-pomarańczowe. do tego część śródręcza-sina, a część-blada
- stopy marzną nadal równomiernie (potrafię mieć lodowate stopy w największe upały)
- problemy z ostrością wzroku. często wysychają mi oczy, albo "zachodzą mgłą". kiedyś łatwo radziłam sobie zwykłymi kroplami ze świetlikiem. coraz częściej krople zejdą...i nadal jest problem z ostrością. ponieważ zazwyczaj jest to kwestia prawego oka-myślałam, że mam lekko źle dobrane szkło. ale niedawno zdarzyło się, że dwa dni widziałam na prawe oko idealnie ostro (dla odmiany -lewe-nie)...potem wróciło do stanu poprzedniego
- coraz częściej - szybkie męczenie mięśni, kłucie w stawach (głównie prawej ręki, łokieć plus stawy w obwodowych odcinkach) etc. bóle mięśni, to nie anemia-morfologia jest ok. dodam, że codziennie spędzam na dworze 2-3 godziny w marszu, więc nie prowadzę przesadnie siedzącego trybu życia
co ciekawe, kiedyś było coś, co mi pomagało. Nootropil, a później-częściowo (w ramach bardziej naturalnych środków...) miłorząb. wracała koncentracja, potrafiłam z powrotem wchłaniać duże partie materiału etc...ale zwykle było to stosowane "awaryjnie", gdy już nie miałam siły w sesji
coś się zmieniło w zeszłym roku. próba wprowadzenia na stałe miłorzębu skończyła się silnymi bólami głowy z wyraźną prawidłowością - przyjmowanie-boli, odstawienie-po jakimś czasie, nie boli
tak samo z Nootropilem -ból głowy. na przełomie jesieni/zimy poddałam się i stwierdziłam, że zawezmę się i przeżyję ból głowy, bo po prostu nie jestem w stanie uczyć się
po 3 tygodniach stosowania: poprawiła się koncentracja, nie plątałam się, znajomi zauważyli, że jestem ożywiona, częściej się uśmiecham, nie denerwuje się tak łatwo wszystkim, mówię sprawniej, wrócił mi dowcip, "lotność" itd.... cud-miód... z wyjątkiem bólów głowy. stały się tak silne-zwłaszcza w pozycji leżącej, że się poddałam. od wielu lat był problem z bólami głowy przy niższej pozycji głowy, a zwłaszcza jednoczesnym wysiłku (np. na rehabilitacji), ale teraz stało się to nie do zniesienia
oczywiście, po drodze padł już pomysł, że mam depresję i dostałam Seronil. Tylko, że czy go używam (dawka minimalna, 20mg) czy zapominam, jak ostatnio, różnicy nie ma. Różnica była na Nootropilu, stąd zaczęłam się zastanawiać, jaki sens leczyć objawowo i zrzucać wszystko na depresję, bo mam „tyle na głowie”, skoro problem, wydaje się od strony PRZYCZYNOWEJ, rozwiązywał …Nootropil (gdyby nie te bóle głowy…)
nie wiem, co jeszcze może się przydać. bóle głowy zwykle są raczej tępe, rzadziej pulsujące. nie miałam nigdy migreny. ostatnio zdarzył się dziwny napad, ale zrzuciłam to na karb narkozy do kolonoskopii (noc po kolonoskopii: zbudził mnie bardzo silny, obustronny, pulsujący ból głowy, pulsowanie było silnie wyczywalne w uszach, jakby głowa miała wybuchnąć; pojawiła się silna chęć wymiotów, zawroty głowy, osłabienie; nie mogłam się położyć i "przespać" tego, bo wszelkie zmiany pozycji głowy (względem idealnie pionowej), czyniły ból okropnie mocnym. wzięłam nurofen forte, przesiedziałam pół godziny...i powoooli zaczęłam obniżać ciało, aż wreszcie położyłam się. ból głowy był silny, ale już do wytrzymania
ostatnie badanie krwi: 08.02.2010
WBC 4,6 (4-10)
RBC 4,59 (3,8-5,4)
hemoglobina 13,3
hematokryt 39,7
MCV 86,5
MCH 33,5
płytki 284
anizocytoza erytrocytów 13,9
LYM% 49,9 (20-50)
MXD% 6 (0-15)
NEU% 44,1 (30-70)
LYM 2,3 tys/mikrol (brak norm)
MXD 0,3 (j.w.)
NEUT 2 (j.w.)
RDW-SD 39,8 (39-52,5)
glukoza 86
2h po 75 g glukozy: 64
porównując z wynikami, które znalazłam z ostatnich 2-3 lat, trzeba przyznać, że parametry czerwonokrwinkowe mam praktycznie niezmienne. zmieniają się w bardzo wąskich przedziałach
różnica jest w białych krwinkach. miałam je zazwyczaj na poziomie OK. 5,5-6,5, pomijając oczywiście wzrosty przy stanach zapalnych, np. wyrostka (ponad 14). ogólny rozkład procentowy też zawsze mieścił się gdzieś w połowie norm
pierwszy raz jakieś różnice wyszły jesienią. układ czerwonokrwinkowy-tradycyjnie, idealnie w normie ;)
białe krwinki:
WBC: 4,0 (4-10)
NEU 2,11 (2,5-7)
NEU% 52,4 (40-70)
LYM 1,51 (1-3,5)
LYM% 37,5 20-45)
monocyty 0,29 (0,2-1)
monocyty% 7,2 (2-10)
EOZ 0,09 (0,1-0,5)
EOZ% 2,2 (1-7)
BAZ 0,0 (0,0-0,1)
BAZ% 0,7 (0-2)
udało mi się dziś wyprosić na lekarzu I kontaktu skierowanie na kał na pasożyty, choć podchodziła sceptycznie, bo „i tak może nie wyjść, nawet, jeśli są”. Pomyślałam jednak, że w końcu okazji do zakażeń nie brakuje - studiuję weterynarię, więc z różnymi rzeczami mam do czynienia + w trakcie praktyk wakacyjnych mieszkałam miesiąc w kiepskich warunkach-duże zagrzybienie plus kontakt z padliną dzikich zwierząt
jakieś inne pomysły? czy to się jakoś trzyma całości czy raczej szukać osobnych przyczyn?
nie muszę chyba dodawać, że problemy takie znacząco obniżają komfort życia-nieustanne zmęczenie, problemy z koncentracją etc. wywróciły moje plany do góry nogami... a, niestety, przy terminach z NFZ wszystko się rozciąga w czasie w nieskończoność....zastanawiam się już nawet nad załatwieniem niektórych badań prywatnie, ale nie chcę wydawać pieniędzy "na ślepo"
mam pytanie a'propos wzrostu udziału % limfocytów (i ogólnie ich liczby, co wpłynęło, na nieznaczne podwyższenie ilości leukocytów)
badanie było robione tydzień po kolonoskopii. przyznam, że przygotowanie do niej przebiegło dość... "gwałtownie" - totalna biegunka (woda) przez 3 dni plus kolejnych kilka-dochodzenie do siebie...
dwa tygodnie przed kolonoskopią miałam napad bardzo silnego bólu brzucha - który przez godzinę nie przechodził, pomimo no-spy i środków przeciwbólowych (mogę śmiało powiedzieć, że ból był niewiele słabszy, niż przy ropnym wyrostku). bolesność jelit,wzdęcie i brak wypróżniania utrzymywały się przez tydzień
czy może zatem być tak, że to podniesienie liczby leukocytów jest tak naprawdę chwilowe, ze względu na niedawne dolegliwości i warto by było za jakiś czas powtórzyć morfologię? jeśli tak, to jak długo może utrzymywać się taki stan podwyższenia i za jaki czas powtórzenie badanie ma sens?
przepraszam, że tak obszernie, ale ciężko było uchwycić wszystko w krótkiej treści
z góry dziękuję za pomoc i podpowiedź-w którym kierunku iść




