Jakiś czas temu, bo jeszcze w grudniu zeszłego roku zainteresowało mnie pewne zagadnienia z zakresu laryngologii - jako że swego czasu byłem często pacjentem laryngologicznym (gardło - usunięto mi migdałki, po czym przez kilka lat uszy), a obecnie studiuję na II roku wydziału lekarskiego jednej z polskich uczelni medycznych. Artykuły które czytałem dotyczyły niebezpiecznej choroby jaką jest rak krtani / nagłośni. Ponieważ objawy o których przeczytałem (uczucie ciała obcego w gardle itp.) były dość mało swoiste i łatwe do pomylenia z przeziębieniem / grypą które dopadło mnie mniej więcej w tym samym czasie, nabawiłem się wręcz panicznego, chorobliwego lęku przed tą chorobą - a konkretnie posiadaniem takiej jej postaci, która wymaga radykalnego leczenia chirurgicznego. Dość długo (z powodu lęku) zwlekałem z konsultacją u lekarza rodzinnego, jednak pod koniec marca udało mi się przełamać. Ów lekarz nie widział nawet konieczności konsultowania mnie na obecną chwilę z laryngologiem, hipotezę raka wykluczył od razu, obejrzał jedynie gardło i węzły chłonne, po czym zapisał zestaw leków, który mogę w razie potrzeby podać. Leki te działały dobrze, przyniosły w sporej mierze zniesienie niepokojących objawów. Jednakże w święta po raz kolejny "złapałem" wirusa grypy/przeziębienia. Obok potężnego kataru, dolegliwości usznych, drapania i łaskotania w całym gardle infekcji towarzyszą objawy które mnie zaniepokoiły: uczucie obrzęku w gardle ("trzaskanie" nagłośni przy przełykaniu), odchrząkiwanie, a także - co zauważyłem dziś z dnia na dzień - silne powiększenie jednego z węzłów chłonnych podgnykowych, do tego stopnia że stał się wyczuwalny. Zmian w głosie ani ja ani moje najbliższe otoczenie nie zauważyło. Przepraszam za mało składną treść tego posta, po prostu jestem przestraszony wizją tej choroby - kilka faktów:
- paliłem niewiele, raczej popalałem, z dużymi przerwami średnio przez 3 lata - od pół roku nie palę w ogóle
- nikt w mojej rodzinie nie cierpiał na nowotwory układu oddechowego, jedyną osobą która zmarła na nowotwór była jedna z babć - wywodził się on z dróg rodnych, a powodem śmierci była zbyt późna diagnoza
- jak już wspominałem miałem usunięte migdałki, jakieś 2 lata temu laryngolog stwierdził u mnie przewlekłe zapalenie gardła spowodowane ich brakiem, i zapowiedział "gardłowe" dolegliwości na długie lata
- mniej więcej rok temu usunięto mi z szyi niegroźną, dziedziczną zmianę skórną
I kilka pytań:
- czy taki rak często dotyka osoby w moim wieku (21 lat) i w powyższej kondycji ?
- czy opisane przeze mnie objawy sugerują jego podejrzenie ?
Będę wdzięczny za każdą odpowiedź - karcinofobia nie daje mi żyć, odbija się negatywnie na mnie, mojej nauce i najbliższym otoczeniu.




