Mam takie głośne myśli, powtarzające się zdania, które mnie obrażają w sposób, w jaki nigdy się nie wypowiadam, ciągłe obelgi. , To chyba nie są głosy, bo nie słyszę tego, tylko bardziej myślę. I niestety często jestem zmuszona wypowiadać to na głos. Na szczęście umiem już się powstrzymać i nie mówić tego głośno w towarzystwie. Mimo wszystko utrudnia mi to codzienność.
Powiedzcie, czy też coś takiego przeżywaliście? I czy to też ma jakąś... nazwę?
Bo ciągle myślę, ze skoro nie słyszę głosów, to nie jestem chora, ale wszelkie racjonalne wnioski, argumenty i wszystko mówi, że schizofrenia i już. Wiem, że to nie takie ważne jak jest, ale tak ciężko mi się przyznać... Moja psycholog mówi, że to dlatego, że bardzo tego nie chcę.
Kiedyś myślałam, że to ktoś we mnie wszedł i mi tak gada w głowie i chce mnie zniszczyć. Teraz już tak nie myślę. Nie wiem czy to zasługa Solianu ;) . Ale nie zgadzam się z tymi wszystkimi słowami, które nawet sama wypowiadam na głos na swój temat...



