Witam wszystkich na forum.
Mam nadzieję, że ten temat pomoże mi rozwiązać problem, z którym borykam się od kilku lat. Mam 19 lat i zawsze lubiłem śpiewać. Od dłuższego czasu jednak mój głos jest słabszy, a w gardle zalega mnóstwo śluzu. Czuję dyskomfort podczas mówienia, o śpiewaniu nie wspominając. Co dziwne, falset, ktory kiedyś był moim ogromnym atutem, zanikł mi praktycznie całkowicie ok. 3 lata temu (nie ma to związku z mutacją, bo ją przeszedłem dużo wcześniej). Co rano muszę pozbywać się śluzu z gardła i mam zatkany nos. W nocy praktycznie oddycham cały czas jedną przegrodą nosową (nie jest to kwestia skrzywionej przegrody, oddycham raz jedną raz drugą :roll: ). Do tego wszystkiego dochodzą bóle brzucha, od których praktycznie to się zaczęło, uczucie ciężkości po każdym posiłku, obłożony język. Całość ma fatalny wpływ na psychikę, utrudnia koncentrację, odbiera radość i, co dziwne, smutek. Wszystko wydaje się być bardziej obojętne. Cała moja działalność w kierunku leczenia tego paskudztwa to długa historia, opisałem ją na innym forum o zdrowiu, czy mogę podać link? :)
Próbowałem niemal wszystkiego, testów alergicznych, gastroskopii (która wykazała niby refluks - nadżerki, zarzucanie żółci itd.), wizyt u gastrologów, foniatrów, laryngologów. Zakładam ten temat dzisiaj, bo wizyta u prof. Krzysztofa Linke, ponoć jednego z najlepszych specjalistów w tym kraju, dała mi do myślenia. Stwierdził on, że choroby nie ma. Są zaburzenia na tle nerwowym, które miną same. Poradził mi, żebym dał sobie spokój z leczeniem, bo szkoda mojego wysiłku i faszerowania się lekami. Średnio podobała mi się ta wizyta, bo starał się poniekąd wmówić mi hipochondrię. Dodam, że poprawy miałem dwie - pierwszą po kuracji antybiotykowej (słaba poprawa, ale jednak) oraz na początku brania leku Ortanol (bardzo dobra poprawa, przełyk jakby się rozkurczył, miałem pełniejszy oddech, nalot z języka zniknął. Trwało to jednak tylko 2 dni, a późniejsze jego branie nie dawało rezultatów). Prof. Linke stwierdził, że ta "poprawa" to reakcja psychologiczna na branie leku, że wmówiłem sobie poprawę. Nie jest to jednak prawda. Bralem wiele leków przez ten czas i potrafię obiektywnie ocenić czy coś mi pomaga, a poprawa była na tyle silna, że śmiało mogłem stwierdzić, że coś się wydarzyło.
Nie wiem czy nie powinienem założyć tego tematu w dziale gastrologicznym, już nic nie wiem. Nie wiem co jest przyczyną moich problemów. Być może faktycznie stres powoduje to wszystko, nie wykluczam tego. Proszę tylko o odpowiedź, czy to da się wyleczyć, czy głos wróci do normy, czy jest szansa na powrót falsetu? :)
pozdrawiam i czekam na odpowiedzi, mam nadzieję, że ten wątek będzie cieszył się popularnością ;-) Jeszcze raz napiszę, że na innym forum dodałem temat o moich dolegliwościach, na chwilę obecną ma on prawie 200 odpowiedzi. Czy podanie linku nie będzie przestępstwem? ;-)
P.S. Przepraszam za tak długi wywód...




