Jakiś czas temu zdarzyło się coś niebywałego.....
Ok. godziny 21:00 zabrałem się za naukę, wałkowałem materiał dość długo;
spoglądnąłem na zegarek -pokazał godzinę1:00, pomyślałemn sobie, że jeszcze godzinka i będę gotów na jutrzejszy ciężki dzień w szkole.
Umiem już wszystko, czas abym się położył.....sprawdzam godzinę i..............
nie wierze własnym oczom, zegar pokazuję 23:00.
Zdruzgotany kładę się..........nagle słyszę kroki na strychu.....(myślałem że dostanę zawału),kroki stopniowo nasilają się,są coraz szybsze, ale cały czas pokonują ten samą część strychu, (w tą i z powrotem)...............serce wali mi jak oszalałe...........jakoś zasnąłem.......Obudziłem się pomyślałem sobie, że coś jest nie tak ze mną........
Nie wiem, może byłem przemęczony psychicznie -przez ok. 7 miesięcy mój harmonogram dobowy był bardzo schematyczny- wstawałem o 6:30, szedłem do szkoły, po szkole zjadałem obiad, choć w małych ilościach(od trzech lat regularnie boli mnie żołądek- robiłem gastroskopię, po czym brałem leki i po dzień dzisiejszy mam problemy),kładłem się na 2h(szarość dnia i ogromne zmęczenie), wstawałem, jadłem co nieco, odrobina telewizji, następnie nauka i spanie. Cztery godziny snu i do szkoły..............
Chciałbym jeszcze dodać, iż po upływie ok. 2 miesięcy od tamtej nieszczęśliwej nocy, przyszła kolej na następną.........tym razem przebudziłem się ok. godziny 3:00 i szok...................cały się trzęsłem, cały latałem- koniczyny, tors wszystko(coś w rodzaju epilepsji z tą różnicą, że byłem świadomy........Trwało to kilka minut......niemalże płakałem....... :cry:
Dziś mijają cztery miesiące od ostatniego zdarzenia......
Prowadzę zdrowszy tryb życia niby wszystko jest dużo lepiej, ale nigdy nic nie wiadomo.......
A i jeszcze............nie wiem czy powinienem pisać........mając 14 lat próbowałem popełnić samobójstwo.......zjadłem czterokrotnie wyższą dawkę śmiertelną tzw. bieluniu..........trzy dni z życia uciekły - halucynacje i tak dalej.........może to przyczyniło się do wcześniej opisanych objawów..........nie wiem, ale próby samobójcze były nadal (chyba dwukrotnie)........
Był też epizod z marihuaną- dość duży okres i w niemałych ilościach......
Na szczęście podniosłem się.........
Zmieniłem życie o 180 stopni.......(ok 5 lat temu) i wydaje mi się że jestem normalnym samotnym(kocham samotność) człowiekiem ................,bardzo wrażliwym na otaczający nas często szary świat.....
A i nie pochodzę z patologicznej rodziny.
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.



