Witam, mam pytanie. Za namową kilku osób udałem się do psychiatry. Wizyta była spowodowana, wcześniejszymi dolegliwościami żołądkowo jelitowymi. Ponieważ badania (gastroskopia, usg itp) nic nie wykazały, stwierdzono nerwicę. Za pierwszym razem dostałem lek o nazwie alventa , czy jakoś tak. Lek wziąłem zgodnie z zaleceniem przed pójściem spać. Po dwóch godzinach obudziłem, ponieważ czułem się bardzo źle. Miałem nawet problem żeby dojść do telefonu, żeby zadzwonić po pogotowie. Tu byłem zaskoczony szybkim przyjazdem lekarzy. Zmierzyli mi ciśnienie było 200/160 puls 160. Dostałem leki na obniżenie ciśnienia zastrzyk (relanium). Następnego dnia pojechałem do szpitala z tahykardią. Dyżurujący lekarz na początku lekceważył mnie i pytał czy brałem jakieś narkotyki (źrenice miałem wielkości tęczówki). Gdy pokazałem jaki dostałem lek, złapał się za głowę. Dostałem hydroxyzynę i isoptin, diagnoza: przewlekła nerwica bez objawów depresji. Nie mogłem zasnąć przez 3 dni i 3 noce, chodziłem wciąż ,,nabuzowany\*. Teraz byłem u tego samego psychiatry raz jeszcze. Powiedziałem mu o objawach, stwierdził, że to niemożliwe. I tu moje, co to jest za lek, Elicea 10 mg? Znacie go? Odnoszę wrażenie, że lekarz bierze spore pieniądze od firmy za wypisywanie ( alventa i elicea są tej samej firmy).
pozdrawiam Maciek



