Witam
Postanowiłem napisać post tutaj na forum w nadziei że może spotkam się tu z jakąś konkretną podpowiedzią lub osobom która może pomóc rozwikłać mój problem (lub miała podobny).
Mam 25 lat.
Od dobrych dwóch lat obserwuję u siebie pewne dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego a ściślej - dolnego odcinka jelita. Nie są to jakoś bardzo uporczywe sprawy w codziennym życiu (poza jednym faktem o którym wspomnę) ale dość wyraźne. Pierwsze objawy zauważyłem u siebie w październiku/listopadzie 2007. Praktycznie z dnia na dzień (w przeciągu jednego tygodnia) zmieniła mi się konsystencja kału ("rozluźnił" się), ale to co najszybciej zauważyłem ... i poczułem to mega cuchnące gazy które wydalałem z niespotykaną wcześniej częstotliwością. Nie dość że miały one intensywny ,inny niż wcześniej zapach (bardziej "sfermentowany" , specyficzny) to ilość jaką "wypierdziałem" w ciągu jednego dnia naprawdę mnie zaskoczyła. Oczywiście w pierwszych dniach nie wzbudizło to mojej wiekszej uwagi bo pomyślałem że musiałem coś zjeść, lub jakieś kłopoty trawienno-żołądkowe i po 2-3 dniach wszystko będzie ok. Dlatego też w pierwszym tygodniu gdy zaobserwowałem rozluźniony (nie stolcowaty) kał a w nim sporo jakiś małych czastek koloru ciemno żółtawego przypominające pestki lub jakieś ziarna (w kształcie przypominające mniejsze ziarna kukurydzy a z tegoco pamiętam to wtedy na samym początku przypominało to bardziej pestki dyni) nie wzbudziło to mojej uwagi gdyż każdy na moim miejscu zganiłby to na jakieś problemy żołądkowe, jakaś niestrawność czy coś. Problem zauważyłem wtedy gdy upłynął tydzień, może więcej a ja zauważyłem w toalecie że znów oddaje ten bardziej rozluźniony kał, a przede wszystkim te "pestki" - kał był naszpikowany mnóstwem takich "tworów" przypominających ciemniejsze ziarna kukurydzy/pestek dyni z kształtu i troche z barwy - wkurwiłem się bo wiedziałem że ja kukurydze jem 3-4 razy w roku w ograniczonych ilościach (w sałatce), dyni wcale i ogólnie nic co powinien wydalać w takiej postaci, więc wziąłem przez papier do ręki to "coś", opłukałem i obejrzałem
- z kształtu przypominało to rzeczywiście ,trochę coś na kształt wczesnego ziarna kukurydzy , tylko niestety nie było to kukurydzą - no chyba że w przewodzie pokarmowym zmienia ona swoje właściwości fizyczne :-) poza tym nawet gdyby to był jakkolwiek pokarm to prosze mi wytłumaczyć :
- dlaczego tego bywa(ło) od kilkunastu do kilkudziesięciu sztuk w kale ?
- dlaczego było dość twardawe a ,zakładając że to np kukurydza którą spożywa się w postaci konserwowej która jest bardziej miękka, ją się przecież GRYZIE ! ! ! - te pestko-ziarna nie były w żaden sposób pogryzione !!! Dlatego to wzbudziło mój niepokój i spowodowało że zacząłem obserwować ""tę gównianą sprawę"
Z tego co pamiętam od listopada do stycznia,lutego miałem takie właśnie okresowe ale regularne wysypy w kale tych "pestek", dwa,trzy czasem cztery razy w tygodniu (wyprożniam się średnio raz dziennie w zależności od tego co jem i ile) -do dziś nie bardzo wiem co je powoduje/powoduje-te wysypy w kale. W tamtym okresie poza zmianami w kale jedynym objawem który zwracał moją uwagę były te specyficzne gazy , przez 3-5 dni potrafiłem co dziennie wydalać te gazy niemal przez parenaście godzin non stop ! Co w pracy powodowało u mnie sporo dyskomfortu -na sczczęście pracuje w dużej firmie i łatwo mogłem się "oddalać" ...
Po parunastu godzinach gazów i takiej odczuwalnej nadmiernej aktywności w okolicy żołądka lub jelita następował okres spokojniejszy w którym właśnie zwiększone wydalanie gazów owszem wciąż następywało jednak ich częstotliwość się uspokoiła i pojawiała bardziej w okolicach gdy coś zjadłem (najadłem się,miałem pełen żołądek ale nie chciałbym bezpośrednio łączyć faktu zjedzenia czegokolwiek do faktu powstawania tych problemów bo takiej bezpośredniej,ścisłej relacji nie zaobserwowałem)
Po kilku ładnych miesiącach gdy zaczynał się okres letni zaobserwowałem lekkie złagodzenie tych dziwnych objawów oraz następujące zmiany :
- ilość tych dziwnych żółtawych rzeczy w kale się zmniejszyła jednak ich wielkość się powiekszyła, do rozmiarów wiekszego bardziej napęczniałego ziarna kukurydzy (sorry że powtarzam ale to najbardziej adekwatne porównanie tego czegoś)
- już wcześiej występowały ,ale po pewnym czasie dopiero zwróciłem większą uwagę na obecość nieco innych, jakiś postrzępionych drobnych cząstek w kale, po dokładnej wielotygodniowej analizie w 100% wiem że nie są to szczątki pokarmowe choć w kale na pierwszy rzut oka nawet mogą je przypominać. Dopiero po wyeksponowaniu paru takich strzepek, opłukaniu widać że to cząstki jakieś formy biologicznej ..troszke mogą przypominać jakieś formy grzybopodobne i to wywlekło mój tor podejrzeń na zły trop
...gdyż po zrobieniu badania kału na pasożyty (byłem prawie pewien że to jakieś strzępki pasożytów i jakieś ich jaja czy coś wydalam) gdy wynik był ujemny, przez 3-4 miesiące podejrzewałem u siebie jakąś forme grzybicy, kandydozę (gdyż od jakiegoś czasu pojawił się u mnie lekko białawy nalot na języku którego wczesniej nie miałem) - wmówiłem lekarzowi że to pewnie coś z tych rzezcy i brałem nystatynę, potem 2 opakowania flumyconu w tabletkach.Sama lekarka stwierdziła że to mało prawdopodobne bo grzybica przewodu pokarmowego byłaby sygnałem że coś jest "nie-halo" .I rzeczywiście,dopiero po dokładnej analizie wszelkich chorób grzybiczych, kandydozy w internecie i na forach doszedłem do wniosku że ani objawy się nie pokrywają, a mając bardziej zaawansowaną grzybicę jelit lub przewodu pokarmowego musiałbym mieć zjechaną odporność na maxa (np jak przy aids) co wcześniej musiałoby dać o sobie znać w inny sposób choćby przez częstrze zwykłe infekcje lub problem z wyleczeniem infekcji grypopodobnych -sezonowych a takowa przechodzę co jesień/zimę i zawsze leczę się lekami domowymi i tymi bez recepty = wychodzę normalnie z choroby ... więc teoria o zakażeniach mykologicznych raczej się nie sprawdza i zmieniłem swoje poszukiwania dokładniej w sferę parazytologii. Przeanalizowałem objawy zakażenia chyba wszystkich popularnych pasożytów , lamblii tasiemców sremców.Część objawów owszem pasuje ale nie znalazłem typowych objawów które ja posiadam.Poza tym robiłem badania i wynik był ujemny.
OSTATNI ROK mojej podejrzanej "choroby" :
- Nie wydalam już tylu gazów, praktycznie ten objaw zanikł , tylko sporadycznie pojawiają sie te specyficzne sfermentowane gazy na krótko i nie trwają dłużej niż 1 dzień , ich częstotliwość wydalania oraz ilość nieporównywalnie mniejsza niż wcześniej. Obecnie nie stanowią one dla mnie bardzo zauważalnego problemu ale ...w pewnych okolicznościach zwłaszcza przy tej dziwnej aktywności jelitowej, na krótko ale się pojawiają,często właśnie w tym okresie aktywności lub tuż po nim następuje wysyp "tych dziwnych tworów" przypominających szczątki pasożytów.
- To co wydalałem wraz z kałem a przypominało ziarna kukurydzy z biegiem czasu ulegało stopniowemu przeobrażeniu. Z moich obserwacji wynika że te dziwne twory wraz z wyraźnym obniżeniem ich ilości w wydalanym kale powiększały swoją objętość,rozmiar. Ich kształt stawał się mniej ..hmm '"regularny" , jakby bardziej napęczniały , i o 300-400 % wiekszy od rozmiaru pestek pierwotnie zauważonych w listopadzie 2007.
Przez ostatni rok bardzo szczegółowo oglądałem mój kał ,głównie to co w nim sie znajduje. Rzadko obserwowałem w nim coś co można by nazwać niestrawionym pokarmem, a jak już bywały jakieś drobne cząstki których nie potrafiłem okreslić, zidentyfikować zawsze zakładałem ze to jakiś pokarm. Z moich obserwacji wynika że prace trawienne u mnie sa OK. Odniosłem takie wrażenie że to coś żółtawego co wydalałem z kałem w dużych ilościach w listopadzie 2007 było efektem czegoś co zachodziło w moich jelitach (przewodzie pokarmowym), i ulegało jakby .. .fizycznemu rozwojowi przy jednoczesnym wyraźnm spadku ich ilości w kale oraz spadku częstotliwości ich wysypów w nim gdyż jak już wspomniałem nie za każdym wypróżnieniem można znaleźć te większe podejrzane rzeczy w kale. Częściej z kolei te małe trudne do okreslenia strzępki, fragmenty czegoś ...
SYTUACJA DZIŚ :
- (od paru miesięcy) nadal wydalam rozrzedzony kał (nie będący biegunką ale taką gęstszą papką -czyli standard ostatnich 2,5 lat) na przemian z okresami gdzie wydalam bardziej stolcowaty kał (uformowany) co wcześniej 90% kału stanowił luźny kał. Dziś ten procent zmalał do 60-70 %. Regularnie ,praktycznie co wypróżnienie znaleźć mozna w nim dziwne mniej lub bardziej drobne strzępki o podejrzanej budowie biologicznej (na pewno nie przypominające pokarm poza tym że wiem co jem i problemów z trawieniem nie miałem i nie mam....)
- Te podejrzane żółtawe twory wydalam dość rzadko, trudno sprecyzować ich częstotliwość ale często pojawiają się one okresowo np 2-3 dni z rzędu potem 2 tyg raczej te pozostałe strzępki. Jednak ich wielkość wzrosła i dziś nie przypominają już ziarna kukurydzy tylko bardziej rozwiniętą biologicznie formę z kształtu i rozmiaru przypominającą orzech nerkowca (jak już wypróżniam to w kale to po 3-4 sztuki).Ich konsystencja jest dość miekka ,wyraźnie widać że są pokryte jakąś błoną żółtawą (takim "flakiem").Niedawno wydobyłem jeden by spraawdzić jego budowę - niestety nie pamietam jej dokładnie ale wiem że po rozgnieceniu by zobaczyć wnętrze przeżyłem mały szok gdy stwierdziłem po budowie że to jakaś forma biologiczna ,idealnie pasująca pod jakąś formę pasożytu czy czegoś w tym stylu.
- Zauważyłem że te większe żółtawe twory które teraz przypominają rozmiarami orzech nerkowca teraz częściej jak już - pojawiają sie w twardszym bardziej "normalnym" , uformowanym stolcu; natomiast gdy jest on luźny praktycznie zawsze można w nim znaleźć (mniej lub więcej) mniejsze strzępki i podejrzane cząstki nie pasujące do tego czego spodziewamy się znaleźć w kale biorąc pod uwagę to co jemy .Co do tych wiekszych rozrośniętych dziwolągów -po raz klejny- jakim cudem tak wyraźnej wielkości twory biologiczne wielkości dużego orzecha nerkowca (albo zdarzało się i 2x większej) znalazły się w kale niepogryzione nieposzarpane !!!! wniosek jeden - one muszą być produkowane we mnie.....
Zauważyłem że gdy na przełomie grudnia/stycznia 2010 przechodziłem jakąś grypę, zażywałem czosnek w tabletkach w większych dawkach to jak zacząłem zdrowieć mój kał się zagęścił. Wcześniej też zaobserwowałem zagęszczenie (stolcowaty kał) przy wzroście poziomu mojej odporności. Może to przypadek , może nie? Wiem że po kilku dniach tej intensywnej kuracji witaminami, środkami przeciwgrypowymi i czosnkiem w sporych ilościach po raz pierwszy zaczałem wydalac te wieksze "twory" przypominające nerkowca a jeden z nich był tak duży (to ten co postanowiłem go wyciągnąć i obejrzeć,co stwierdziłem jak go rozgniotłem że to na 100% forma biologiczna-jakiś intruz w moim organizmie) i o bardziej rozwiniętej budowie że odniosłem wrażenie że to jakiś bardziej istotny "element" czegoś co we mnie hmmmm "pasożytuje ?" Po kilku dniach od choroby gdy obniżyłem dawkę czosnku w tabletkach i odłożyłem medykamenty kał znów się rozluźnił. Także dziś na przemian sram pare dni na rzadko, 2-3 dni normalne stolce ,potem 3 dni rzadko , dzien stolec, 5 dni rzadko .... 2 dni stolec tydzien rzadko ... i tak różnie na przemian - od 2 miesiecy właśnie tak mam.Oczywscie niezależnie od konsystencji kału, kał nie jest czysy tylko własnie zawiera różne ilości elementów które nie powinien zawierać. O tym już dość napisałem. Postanowiłem że pojde do ogólnego. Wysłał mnie na badania morfologie i kał na pasożyty. Dziś byłem po wyniki (ale bez konsultacji z lekarzem na razie) i jestem podłamany :
torb. pierwotniaków - nieobecne
jaja pasożytów - nieobecne
morfologia, wszystko w normie poza tym :
krwinki czerwone RBC 5,45 (norma 4.50-5.00)
płytki krwi , PDW 14,5 (norma 6.5-11)
BASO (bazocyty) 0,05 (norma 0.0-0.02)
jeszcze mam górne granice limfocytów
LYMPH 3.14 (norma 1.2-3.2)
Szukam kogoś kto mi pomoże rozwikłać moją dolegliwość która mnie wkurwia i strasznie irytuje i trochę niepokoi. Na koniec dodam iż od paru miesiecy mam uczucie niesytości (co nie znaczy że chodze głodny), chudości. Podobno schudłem choć zawsze byłem drobnej budowy, niski. mam 170 cm wzrostu i w lato ważyłem 58-59 kg. To zawsze było moim małym kompleksem od lat - mam szybką przemiane materii i ciężko mi przytyć jednak w ostatnich 3 miesiącach trzy osoby powiedziały mi że chyba schudłem ,nawet sam jak sie przeglądam w lustrze to widze że nie wygląda ciekawie. Problem w tym że mam jakieś dziwne uczucie że niezależnie ile bym jadł będzie to szło na poczet tego niby pasożyta we mnie ktorego oficjalnie nie ma . Paranoja jakaś. Odżywiam się niemalże tak samo jak rok ,dwa lata temu ,ba-nawet regularniej. Moze nie jem dużych ilości ale nie głodze się i nawet lubie jeść i dziwi mnie fakt że schudłem (od 2,5 roku pracuje też w tej samej firmie gdzie pracuje często fizycznie). Ja chudnę, to coś w gównie co wydalam urosło (i pewnie rośnie) ... jakaś paranoja. A wyniki kurcze OK pasożytów nie znaleziono.
czy ktoś może mi powiedzieć co się do jasnej cholery u mnie w organiźmie dzieje ?




