Witam. Mam na imię Marcin, mam 24 lata.
Od jakiegoś czasu zauważyłem, że z moim ciałem dzieją się niedobre rzeczy.
Miewam bolesne skurcze mięsni, wykręcanie reki wbrew mojej woli, czasem taki atak dosłownie zwala mnie z nóg, że upadam, mimo, że z całej siły chcę nad tym atakiem zapanować, wszystko to dotyczy lewej strony ciała. Od stóp po mięsnie twarzy, które podczas ataku sprawiają że wyglądam karykaturalnie. Warto chyba wspomnieć że podczas ataku który trwa od kilku do ok 20 sekund mam problem z mową i bełkoczę w jego trakcie jesli próbuję się odezwać. Dziennie potrafię mieć od kilku do kilkudziesięciu napadów. Najczęściej podczas zmiany pozycji z siedządzej na stojącą lub z leżącej na sojącą. Pierwszy taki atak, ale bardzo łagodny w porównaniu z dniem dzisiejszym zauważyłem u siebie jak byłem jeszcze w gimnazjum. Mogłem mieć wtedy 12-13 lat. Poszedlem do lekarza, ale on stwierdził brak potasu i zapisał mi potas w tabletkach. Ale to nic nie pomogło. Na dzień dzisiejszy moje ataki skurczy przychodzą falowo, ciężko mi określić czas przez jaki trwają, gdyż to zlewa mi się już w jedną całość, ale na moje oko to kilka miesięcy skurczy, które mam wrażenie trwają coraz dłużej i intensywniej i jak już napisałem od kilku do kilkunastu razy dziennie, potem kilka tygodni, może dwa miesiące przerwy i znowu. Atak skurczu wyczuwam na chwilę przed, ale nic nie jestem w stanie poradzić. Staram się wtedy usiąść albo oprzeć o ścianę na wypadek gdyby był tak silny że mógłbym się wywrócić. Do tego cały czas czuję niespokojne, ale bardzo delikatne odrętwienie lewej łydki.
Jeszcze chyba ważna rzecz, kiedyś skurcze łapały mnie głownie jak szedłem lub stałem, od ok roku mam je również w pozycji siedzącej.
Od kiedy pamietam mam też problemy z koordynacją ruchową i wiele rzeczy upuszczam, nie trafiam nimi na miejsce.
Oprócz tego często czuję uczucie dużego ciśnienia w głowie, jakby zawartość nie miesciła się w czaszcze.
Czuję też czasem, nie wiem jak to określić "zdrewnienie" lewej dłoni. Mam problem z pisaniem na klawiaturze a moje chwyty są bardzo nie pewne i muszę włożyć w nie sporo energii i skupienia zeby moja dłoń się mnie posłuchała.
Było to zdarzenie epizodyczne i nie wiem czy związane z moim problemem ale ok rok temu po powrocie z wakacji przez kilka dni mialem problem z mową, zamiast słów z moich ust wypadał bełkot nad którym cięzko bylo mi zapanować i skonstrułowanie najprostrzego zdania i w głowie i gardle sprawiało mi straszny problem. Zeby ukryć to przed żoną udawałem ze mam depresję i starałem się nie odzywać. Problemy z mową jak nagle przyszły tak nagle odeszły po około 3 dniach.
Oprócz tego od ok 2 lat mam stany lękowe i depresję, wmawiałem sobie ze to moze być psychosomatyczne, ale coraz mniej na to wskazuje. O wedłóg mojej wiedzy oraz znajomosci swojego ciala twierdze ze to najprawdopodobniej choroba neurologiczna.
Jestem osobą nieubezpieczona i nie stać mnie na badania. Czy mam podstawy poważnie martwić się o swoje zdrowie i zacząć zbierać pieniądze na lekarza? Proszę o szybką odpowiedz.



