Już nie wiem gdzie pytać. Jak do tej pory czuję się trochę zbywany przez specjalistów. Mam nadzieję że na tym forum znajdują się osoby które zechcą wyrazić swoją opinię. Może są też fachowcy albo osoby które poradziły sobie z tą chorobą.
Do rzeczy. Moja mama rok temu trafiła do szpitala psychiatrycznego. Trochę wcześniej miała pojechać do Niemiec do pracy ale już wtedy wykazywała zachowania depresyjne. W jej pamiętniku przeczytałem niedawno że chciał iść do psychiatry ale poszła jedynie do psychologa który powiedział jej że jest zupełnie zdrowa. Napisała wtedy że bardzo tego żałuje ale czas wyjazdu nadszedł nie ubłaganie. W pracy mama sprawdziła się przez tydzień. Potem wszystko się zaczęło. Robiła bardzo dziwne rzeczy wyrzucała swoje wszystkie rzeczy do śmietnika, uciekał z domu, była agresywna, demolował meble, myśli samobójcze i próby samookaleczenia, zarzucała innym że jej coś dosypują do jedzenia jakieś substancje halucynogenne itp. Pojechaliśmy z bratem po mamę i zawieźliśmy ją do szpitala. Stwierdzono schizofrenię paranoidalną. Jej paranoje to ("nie mam się w co ubrać", "umrę z głodu" itp). W szpitalu była mama ponad pół roku. Brała takie leki jak: Olanzapina, Decaldol, Heloperidol, Fluoksetyna, Hydroxyzyna). Efekty w moich oczach obserwowane były bardzo mizerne (zero kontaktu z mamą, dalsze paranoje) ale mamę zabraliśmy z nadzieją że trochę pobytu w domu dobrze jej zrobi. Przepisane leki to (Zolaxa, Fluoksetyna, Hydroxyzyna). Niestety było jeszcze gorzej mam odcięła się od rzeczywistości nie przyjmowała jedzenia, nie kontrolowała wydalania.
Po interwencji lekarza mama wróciła do szpitala ale innego z racji na fakt braku miejsc w poprzednim. Tym razem dostawała takie leki jak: Asentra, Estazolam, Lafactin, Rospolept, Sulfacetamid, Anafranil, Mianseryna, Propranolol, Nitrazepam, Abilify, Neomycyna. Po trzech miesiącach wypisana z pewną poprawą. Zalecenie podwójna dawka Lafactin, Abilify. Przez pewien czas dostrzegałem pewna bardzo powolną poprawę ale. Jakieś dwa - trzy tygodnie temu wszystko wróciło do początku (ucieczka od świata, mutyzm itp o pononie urojenia depresyjne). Po konsultacji lekaż przeisał Rispolept. Po tym leku jest jeszcze gorzej. Lekarz powiedział ze to nie od Rispoleptu. Dla mnie faktem jest że znowu doszło do samookaleczenia, nietrzymania moczu, urojeń tych samych co wcześniej, ucieczki poprzez leżenie z ukrytą twarzą na łóżku. Po konsultacji telefonicznej lekaż kazał odstawić Rispolept, brać dalej Abilify i Lafactin i tak też w tym tygodniu zrobiliśmy ale nie ma poprawy nic się nie zmienia.
Co więc mam robić. Powiedzcie czy szpital to dobry pomysł? Czego można jeszcze spróbować?



